Oczywiście tak jak w każdym przypadku, gospodarzom terenu można zarzucić, że zadania realizowane przez gminy mogłyby być wykonywane lepiej i szybciej. Ale jak głosi stare porzekadło, nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. A samorząd robi, i to dużo. Szybki przegląd zadań, które musi zrealizować każda lokalna ojczyzna, może ludzi niezorientowanych przyprawić o zawrót głowy. Na dodatek, gdyby tego było mało, ustawodawca zatroszczył się, żeby lokalni urzędnicy w wolnym czasie zbytnio się nie nudzili. Nałożył więc na nich obowiązek wykonywania tzw. zadań zleconych z zakresu administracji rządowej. Jednocześnie obiecały przy tym, że zadania te sfinansuje. A jak jest z obietnicami, łatwo się domyślić. Nie każdy ich dotrzymuje.

Takie skróty, a szczególnie gdy chodzi o pieniądze, nie zawsze wychodzą na dobre. Dla zobrazowania tej sytuacji najlepiej posłuży przykład wykonywania przez powiaty zadań zleconych z zakresu geodezji i kartografii. Czyli upraszczając, z zakresu prowadzenia map, bez których nie będzie możliwe wykonanie podstawowych robót budowlanych, nie mówiąc już o inwestycjach infrastrukturalnych. Warto podkreślić, że w kraju są powiaty, które przez ostatnie lata na to właśnie zadanie otrzymywały dotację z budżetu państwa na poziomie tylko kilkudziesięciu tysięcy złotych. Same zaś z własnych środków do zapewnienia sprawności systemu i przechodzenia z map papierowych na cyfrowe wydawały kwoty kilkukrotnie wyższe.

Oczywiście za korzystanie z map prowadzonych przez samorządy trzeba płacić. Wysokość stawek określa specjalne rozporządzenie. Pobrane środki trafiały na specjalne fundusze, które pomagały modernizować polską geodezję. Szkopuł w tym, że rozporządzenie nie przewidywało pobierania danin za wszystkie czynności geodetów, w tym tych związanych z aktualizacją map czy ich kserowaniem. Za te czynności starostwa pobierają niemałe opłaty. Ich wysokość kształtują zupełnie dowolnie. Tak praktyka rzecz jasna została zakwestionowana przez sądy, do których poskarżyli się geodeci. Powód był prosty, samorządy nie mogą pobierać opłat bez upoważnienia wyrażonego wprost w przepisie ustawy lub rozporządzeniu. A chodzi o kilkaset milionów złotych. Sprawy można było uniknąć. Wystarczył prosty ruch ustawodawcy. I tak niestety kolejny raz samorząd będzie odpowiadał za skutki niedopracowania i nieskonsultowania z nim rozporządzenia.