Jak oceniają prokuratorzy, na śledztwa i dochodzenia brakuje ponad czterdzieści milionów złotych. To niemało. Jednak ważniejsze jest to, że pustki w kasie pojawiły się już po pierwszych pięciu miesiącach samodzielnego i niezależnego gospodarowania pieniędzmi przez prokuraturę. Kiedy w marcu doszło do rozdzielenia funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, dla nikogo nie było tajemnicą, że pierwszym testem niezależności prokuratury będzie test finansowy.

Dziś już można powiedzieć, że nie wypadł pomyślnie. Brakujące czterdzieści milionów pokazuje, jak krucha jest niezależność prokuratora generalnego. Przecież to nie przypadek, że pierwszy z pomocą rzucił się minister sprawiedliwości. To nie przypadek, że prokurator generalny po dodatkowe pieniądze udał się z prośbą do ministra finansów. Prokuratura na rządowym garnuszku, prokuratura zabiegająca o pieniądze na śledztwa, zawsze będzie organem słabszym, mniej odpornym na polityczne naciski. Jeżeli nasza prokuratura ma być rzeczywiście niezależna, to musi mieć też gwarancje finansowej samowystarczalności. To prosta, ale i trudna do urzeczywistnienia w praktyce prawda. Dlatego może warto pomyśleć o zapisaniu takiej gwarancji w konstytucji.

Rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości miało być tylko jednym z elementów kompleksowej reformy ustroju prokuratury. Dzisiaj okazuje się, że był to niestety element jedyny. O pozostałych ustawodawca nie chce już pamiętać. A przecież zarówno wprowadzenie do naszej procedury karnej sędziego śledczego, jak również likwidacja prokuratur apelacyjnych miały być nieodłącznymi składnikami reformy i to one właśnie w początkowej fazie dyskusji wspierały i uzupełniały urząd niezależnego prokuratora generalnego.

Najdziwniejsze w tych brakujących czterdziestu milionach jest jednak to, że teoretycznie nie powinno ich zabraknąć. Skoro budżet prokuratury jest na ten rok o sto milionów większy, to prokurator generalny w ramach swojej finansowej autonomii powinien te dodatkowe miliony przesunąć tam, gdzie braki są największe. Czyli właśnie na śledztwa i dochodzenia. Od 31 marca ma taką możliwość.

A może najzwyczajniej w świecie prokuratury w pierwszych miesiącach samodzielności nie poradziły sobie z nowymi wyzwaniami? Nie poradziły sobie z utrzymaniem nieruchomości, z kontynuowaniem starych i rozpoczynaniem nowych inwestycji, które do tej pory pokrywane były z resortu sprawiedliwości. Program naprawczy prokuratora generalnego jest powszechnie znany. Wstrzymuje remonty i zakupy wyposażenia, ogranicza limity przejazdów, myśli o wynajęciu nowej tańszej siedziby. Wielka szkoda, że w tym planie oszczędnościowym nie ma ani słowa o likwidacji prokuratur apelacyjnych. A przecież właśnie od tego miało się rozpocząć reformowanie prokuratury. O ileż łatwiej byłoby wtedy znaleźć brakujące czterdzieści milionów.