FELIETON

Czy to nie paradoks, że za pisanie ustaw o współpracy najważniejszych urzędów w państwie biorą się osoby, które same z sobą współpracować nie potrafią? Trzy z tych projektów zostały przygotowane przez posłów, czwarty napisali senatorzy. Niestety, dublowanie aktów prawnych to na Wiejskiej norma.

Ale mody na dublowanie przepisów pozazdrościli parlamentarzystom także ministrowie. Oto najnowszą nowelizację kodeksu spółek handlowych w zakresie prawa holdingowego przygotowały zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i Ministerstwo Gospodarki. Tak więc w ramach jednego rządu mamy dwa punkty widzenia na reguły funkcjonowania na rynku dużych, złożonych organizmów gospodarczych. Przykład ten pokazuje, jak słaba jest pozycja premiera i jego kancelarii na tym wstępnym, ale jakże ważnym etapie planowania ustaw. Wprawdzie rok temu Rządowe Centrum Legislacji przejęło od poszczególnych ministerstw obowiązki przygotowywania aktów prawnych, ale jak widać, stare resortowe przyzwyczajenia są żywe. Zresztą trudno, żeby działo się inaczej, skoro do tej pory nie został zmieniony Regulamin pracy Rady Ministrów. A to przecież właśnie on jest ostatnią instancją rozstrzygającą o przejrzystości procesu decyzyjnego. Słabość centrum widać także po tym, co wpływa do laski marszałkowskiej. Ministrowie tak naprawdę mogą w dowolnym czasie podjąć prace nad inicjatywami ustawowymi nieujętymi w programie prac legislacyjnych rządu. Spojrzałem tylko na ostatnie zgłoszenia. I tak, posłowie przygotowali projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, natomiast rząd przesłał projekt ustawy o nadaniu Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie nazwy Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.