Wojewoda, jako reprezentant rządu, ma swój zakres działania. O swoje – już inne – poletko musi też dbać wójt. Wysoki urzędnik reprezentuje administrację państwową albo samorząd terytorialny. Nie ma tu miejsca na rozwiązania pośrednie. Taki twór jak urzędnik samorządowo-państwowy po prostu nie istnieje. Resort spraw wewnętrznych chce złamać tę regułę. Wojewoda ma mieć prawo do zwoływania sesji rady gmin. Będzie mógł też kontrolować działalność samorządu. Proponowane rozwiązania krytykują już konstytucjonaliści. Samorządowcy także nie dają za wygraną. Chyba ich argumentom można zaufać. Lepszy jest rygorystyczny podział kompetencji niż niejasne reguły wzajemnego przenikania się struktur administracji publicznej.