Nowe zasady przewiduje projekt nowelizacji ustawy o odpadach, który jest w trakcie konsultacji. Ministerstwo Środowiska uważa, to zapobiegnie wywożeniu nieczystości do lasu.

Czas to pieniądz

Zgodnie z projektem kierowca śmieciarki będzie miał przy sobie specjalną kartę, w której znajdą się takie informacje, jak data i godzina rozpoczęcia oraz zakończenia zbierania odpadów czy obszar, z jakiego mają być one zwożone. Dokument ten wraz z odpadami trafo do podmiotu zbierającego lub przetwarzającego śmieci, który potwierdzi datę, godzinę, rodzaj i masę nieczystości. Jak podkreśla resort, zmiany te mają na celu ściślejszą kontrolę przekazywania odpadów, a w szczególności komunalnych, odbieranych od właścicieli nieruchomości.

W obecnym systemie nie jest wymagane, aby karta przekazania odpadu towarzyszyła przesyłce i była okazywana przez kierowcę uprawnionym służbom. Co więcej, przepisy zezwalają na sporządzanie zbiorczej informacji z całego miesiąca. – Prowadzi to do licznych patologii. Niektóre podmioty praktykują fikcyjne przetwarzanie zmieszanych nieczystości komunalnych, w efekcie czego porzucane są coraz większe ilości śmieci w lasach i wyrobiskach – stwierdza Ministerstwo Środowiska.

Chaotyczne działania

Zdaniem ekspertów uszczelnienie systemu gospodarki odpadami jest potrzebne. Jednak metoda, jaką obrał resort środowiska, już nie. Podkreślają, że tylko dołoży pracy firmom przewożącym. – Zwiększy biurokrację. Ponadto wydłuży trasówki, czyli czas, jaki obsługa śmieciarki ma na wywiązanie się ze swojego zadania – wylicza Dariusz Matlak z Polskiej Izby Gospodarki Odpadami. – Tymczasem im więcej czasu kierowca śmieciarki będzie musiał poświęcić np. na rozliczenie się z przekazanych nieczystości, tym usługa będzie droższa. To może spowodować wzrost cen za odbiór – przekonuje Matlak.

Zwraca też uwagę, że dodatkowo zaleje nas lawina śmieci, ponieważ firmy codziennie będą musiały drukować tysiące kart. Co prawda będą one mogły być sporządzane w formie elektronicznej, jednak na początku raczej nie ma co liczyć na to, że przedsiębiorstwa zaopatrzą się w potrzebny sprzęt. Resort środowiska jednak posiłkuje się swoimi danymi. Jego zdaniem potwierdzenie odbioru śmieci zajmie nie dłużej niż pięć minut, a koszty dla firm zamkną się w kwocie ok. 5 mln zł rocznie.

Pomysł resortu krytycznie ocenia Andrzej Gawłowski, dyrektor biura Związku Celowego Gmin MG-6 w Gorzowie Wielkopolskim. – To iluzorycznie zwiększy kontrolę nad strumieniem nieczystości. Nowelizacja co prawda zakłada wprowadzenie nowego narzędzia, ale problem będzie z egzekwowaniem tych przepisów – uważa.

Wyjaśnia, że inspekcja ochrony środowiska musiałaby oddelegować kogoś, kto będzie kontrolował firmy odbierające śmieci. – A inspekcja nie narzeka na nadmiar pracowników i środków. Wiadomo też, że jeżeli nowe przepisy okażą się zbyt kłopotliwe dla przedsiębiorców, to ci będą je po prostu obchodzić – dodaje.

I faktycznie tak może się zdarzyć, bowiem grzywna za niewywiązanie się z nowego obowiązku ma wynosić zaledwie 500 zł.

W ocenie Andrzeja Gawłowskiego potrzebne są inne działania. – Konieczna jest przebudowa całego systemu gospodarowania odpadami – uważa Gawłowski. – Tymczasem ministerstwo w ostatnim czasie wprowadza zmiany chaotycznie, wyrywkowo, zamiast zająć się kompleksowymi rozwiązaniami – dodaje.

Eksperci oczekują, że resort wycofa się ze swoich propozycji. – Można przecież wspólnie wypracować lepsze rozwiązanie – sugeruje Matlak. Jednak, aby do tego doszło, politycy powinni prowadzić dialog z branżą. A tego jak na razie brakuje. ⒸⓅ

Odpady w liczbach

Odpady w liczbach

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach