statystyki

Wolnościowe podejście sądu do mediów cieszy

autor: Anna Krzyżanowska03.10.2016, 07:42; Aktualizacja: 03.10.2016, 10:40
Dziennikarstwo śledcze pomogło w wykryciu wielu afer, nieprawidłowości, i na całym świecie ten rodzaj dziennikarstwa jest praktykowany

Dziennikarstwo śledcze pomogło w wykryciu wielu afer, nieprawidłowości, i na całym świecie ten rodzaj dziennikarstwa jest praktykowanyźródło: ShutterStock

Dziennikarz nie może dokonywać przestępstwa, zbierając materiały. Jeżeli jednak już nielegalne treści trafiły do redakcji i dotyczyły istotnej kwestii, to dziennikarz nie tylko ma prawo je opublikować, ale i obowiązek - twierdzi Zbigniew Krüger.

Reklama


Reklama


Mamy pierwszy wyrok – jeszcze nieprawomocny – dotyczący tzw. afery taśmowej. Sąd stwierdził w nim, że dziennikarz posiadający nielegalne nagrania ma prawo z nich korzystać, gdy przemawia za tym dobro publiczne. Czy to nie za odważne orzeczenie w czasach, gdy nagrywanie osób nie stanowi najmniejszego problemu?

Nad powyższym zastanawiał się również sąd w ustnym uzasadnieniu. Zwrócił uwagę, że możliwości techniczne nagrywania są niemalże nieograniczone. W tym przypadku nie jest to jednak istotne. Kluczowe jest to, co zostało nagrane i jakie ma to znaczenie dla debaty publicznej. Sąd powiedział wprost: nagrania kelnerów z restauracji Sowa i Przyjaciele powstały w wyniku przestępstwa. Wskazał również, iż dziennikarz nie może dokonywać przestępstwa zbierając materiały. Jeżeli jednak już nielegalne materiały trafiły do redakcji i dotyczyły niezwykle istotnej rozmowy, to dziennikarz nie tylko ma prawo opublikować taki materiał, ale i obowiązek. Rozmowa prowadzona była pomiędzy byłym ministrem spraw wewnętrznych a byłym prezydentem i dotyczyła najwyższych funkcjonariuszy służb specjalnych. Były minister mówi, że to jego wychowankowie i że ma dowody na możliwą korupcję na najwyższych szczeblach władzy. Opinia publiczna ma więc prawo z takim materiałem się zapoznać. To, co znajduje się na nagraniach, jest więc kluczowe. Istotne było także to, że redakcja „Do Rzeczy” spośród 4,5-godzinnych nagrań opublikowała jedynie 40-minutowy fragment. Przedstawienie pozostałych wątków rozmowy nie miałoby bowiem należytego uzasadnienia.

Jak można zatem zdefiniować interes publiczny?


Pozostało jeszcze 57% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama