statystyki

Kto operuje: chirurg czy instrumenty

autor: Agnieszka Damasiewicz23.08.2016, 00:00; Aktualizacja: 23.08.2016, 06:41
dr Agnieszka Damasiewicz, wykładowca Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, naukowo zajmuje się badaniem zagadnień z zakresu wymiaru sprawiedliwości, autorka bloga www.sedziowie-czy-herkulesi.blogspot.com

dr Agnieszka Damasiewicz, wykładowca Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, naukowo zajmuje się badaniem zagadnień z zakresu wymiaru sprawiedliwości, autorka bloga www.sedziowie-czy-herkulesi.blogspot.comźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Prawo do sądu nie jest tym samym co prawo proszenia o pomoc. Jeśli taka prośba niemieszcząca się w granicach prawa do sądu przybiera formę pisma procesowego, to sędzia jest poniekąd w kropce - pisze dr Agnieszka Damasiewicz.

Reklama


Reklama


Kodeks postępowania cywilnego kradnie stronom prawa. Bo nie mogą decydować, czy złożą pismo w sprawie, czy nie (to feliotonowato streszczona teza Anny Krzyżanowskiej z artykułu „Kodeks ogranicza prawo do sądu”, DGP z 27 czerwca 2014 r.). Chodzi o art. 207 k.p.c. Po wniesieniu pozwu i odpowiedzi na pozew pisma przygotowawcze można składać, tylko gdy sąd tak postanowi. Jeśli zaś złoży się bez postanowienia, to pismo podlega zwrotowi. Szczeciński sąd rejonowy zakwestionował konstytucyjność tej regulacji przed Trybunałem Konstytucyjnym. Słusznie, podejrzenie niekonstytucyjności przepisu zobowiązuje sąd do zadania trybunałowi stosownego pytania. O orzeczeniu TK za chwilę. Teraz o pomstowaniu prawników.

Zawodowi pełnomocnicy podnoszą, że taka regulacja sprawdza się w sprawach szablonowych. Natomiast życie pokazuje, że wiele spraw przypomina raczej spektakl interaktywny (taki, w którym widzowie współkształtują widowisko) niż inscenizację opartą na scenariuszu znanym wszystkim aktorom na pamięć. Innymi słowy nigdy nie wiadomo, na jaki pomysł wpadnie druga strona lub jej prawnik, więc trzeba mieć możliwość natychmiastowej reakcji. Z kolei sędziowie wskazują, że regulacja ma skutek uboczny w postaci puchnącej korespondencji między stronami a sądem na temat możliwości i zasadności złożenia jakiegoś pisma. Krócej byłoby je przeczytać i stwierdzić, czy wnosi coś do sprawy, czy nie, a potem stosownie odnieść się do tego w uzasadnieniu wyroku. Ponadto sędziowie wskazują, że cała regulacja jest psu na budę, bo jak strona nie dostanie pozwolenia na złożenie pisma, to załączy je do protokołu lub wygłosi na rozprawie. Co ośmiesza ustawodawcę jako autora przepisu i uchybia godności sądu, który musi obserwować tę próbę wejścia główną bramą, a w razie porażki – boczną furtką. Skutek jest taki, że sąd pozna pismo, chce czy nie chce. Korzyść dla strony jest taka, że sędzia przeczyta je z zawieszonym w głowie zaciekawionym pytaniem: „O co tyle hałasu?”. Gorzej, jeśli to będzie pytanie zirytowane.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama