statystyki

Szkotom jest łatwiej zgadzać się z brukselską elitą

autor: Artur Kotowski26.07.2016, 10:27; Aktualizacja: 26.07.2016, 10:42
Szkocja-UK-Union jack.jpg

Wynik referendum w sprawie Brexitu trzeba uznać za zwycięstwo idei Europy wolnych ojczyzn, a zatem opartej na ustroju konfederacyjnym organizacji, która zrzesza państwa w celu realizacji wspólnej polityki gospodarczej i międzynarodowej, ale już nie wewnętrznejźródło: ShutterStock

Wynik referendum w sprawie Brexitu pokazał, że wielowiekowa anglosaska tradycja prawna nie współgra z kontynentalną filozofią władzy i prawa.

Reklama


Reklama


W dyskusji o przyczynach negatywnego wyniku referendum w sprawie pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej przeważają głosy, że był to sprzeciw społeczeństwa wobec stylu uprawiania polityki przez brukselskich urzędników. Przywołuje się w tym kontekście zarówno absurdalne projekty legislacyjne wypracowywane w zbiurokratyzowanych strukturach UE, jak i zjawisko deficytu demokracji, czyli ograniczoną legitymację wybieranych w toku skomplikowanych negocjacji przez polityczne elity unijnych funkcjonariuszy. Zwykły obywatel Unii – a zatem także Brytyjczyk – oglądał ich co najwyżej w telewizji i tylko w niewielkim stopniu jest w stanie identyfikować się z brukselską polityką oraz formułowanymi w jej ramach celami.

Na tego rodzaju dywagacje sporo czasu przeznaczyli już jednak publicyści i komentatorzy. O wiele mniej uwagi poświęcono natomiast wątkowi prawnych uwarunkowań Brexitu oraz specyficznej roli, jaką Wielka Brytania pełniła dotychczas w kształtującym się systemie prawnym Unii Europejskiej. Powszechny jest bowiem pogląd, że kraj ten w zasadzie nigdy w pełni nie znalazł się w UE. Nie wynika to jedynie z nastrojów eurosceptycznych, które na tle innych państw członkowskich Unii zapewne i tak nie były najsilniejsze. Były za to niezwykle niebezpieczne, gdyż hasło opuszczenia UE głosiły nie tylko pozostające poza głównym nurtem krajowej polityki skrajne ugrupowania, lecz w jakiejś mierze cała klasa polityczna. Typowy polityk brytyjski z definicji był więc w pewnym sensie eurosceptykiem.

Taki stan rzeczy jest przede wszystkim pokłosiem specyficznych uwarunkowań kulturowych, które na trwałe odcisnęły się w ogólnej świadomości Brytyjczyków, zwłaszcza Anglików. A należy zdać sobie przy tym sprawę z faktu, jak istotny dla kształtowania się każdej kultury jest jej element prawny. To właśnie on formuje bowiem świadomość społeczeństwa związaną z jego wewnętrznym porządkiem, a przede wszystkim standaryzuje podstawowe wartości wyznawane przez wspólnotę. W tym sensie prawo, za sprawą zjawiska pozytywizacji, zawsze skutkuje ujednoliceniem reguł, które służą cementowaniu więzi społecznych oraz budowie samoświadomości wspólnoty. Reguły moralne, obyczajowe czy religijne nie muszą być podzielane przez wszystkich członków społeczeństwa albo pojmowane czy hierarchizowane w taki sam sposób. Tymczasem prawa przestrzegamy wszyscy, bo jako społeczeństwo wspólnie wypracowaliśmy zasady o określonej treści i mocy wiążącej. Część z nich pokrywa się z regułami mającymi swoje źródło w moralności, religii czy normach społecznych. Te, które przyjmują formę norm prawnych lub stanowią ich podstawę, są (a przynajmniej powinny być) powszechnie akceptowane. Jeśli tak nie jest, to możemy mówić o narzucaniu za pośrednictwem prawa woli bądź ideologii określonej grupy społecznej.


Pozostało jeszcze 61% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama