Rada Ministrów zaakceptowała ramowe stanowisko dotyczące organizmów genetycznie modyfikowanych (GMO) przedłożone przez ministra środowiska. Rząd zapowiedział też, że będzie dążył do tego, aby Polska pozostała krajem wolnym od GMO, dopuszczając jednak użycie takich organizmów w warunkach ograniczających ich kontakt z ludźmi i środowiskiem. Rada Ministrów zadeklarowała też przestrzeganie unijnego prawa w tym zakresie.

- Komisja Europejska krajom członkowskim nakazuje otworzyć drzwi na GMO. My je otwieramy pod restrykcyjnymi warunkami - mówi wiceminister środowiska Maciej Trzeciak.

Zmiana stanowiska rządu była też konieczna ze względu na przygotowany przez resort środowiska projekt nowej ustawy o organizmach genetycznie modyfikowanych, który dopuszcza hodowlę GMO pod nadzorem gminy.

- Na świecie uprawy GMO są prowadzone dopiero od kilkunastu lat - mówi wiceminister środowiska Maciej Trzeciak. Z uwagi na obecny stan wiedzy swobodne uwolnienie do środowiska upraw GMO jest zbyt wielkim eksperymentem. Nie wiemy o ostatecznych skutkach wpływu GMO na stan środowiska czy zdrowia - dodaje Maciej Trzeciak.

Po nowelizacji zgoda na tworzenie strefy wolnej od uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych należeć będzie do sejmików wojewódzkich. Od ich uchwały zależeć ma też wielkość strefy.

- Zapis ten może być furtką do wyłączenia Polski z upraw GMO. Stanie się tak, jeśli wszystkie samorządy zdecydują, że ich obszar ma być wolny od GMO - twierdzi Andrzej Jerzmanowski, profesor Wydziału Biologii UW.

Przepisy projektu określają też zasady rozpoczęcia uprawy GMO. Plantacja będzie wymagała wcześniejszego zgłoszenia oraz poinformowania sąsiadów, których sprzeciw uniemożliwi rozpoczęcie upraw. Plantacje będzie trzeba otoczyć kilkusetmetrowym pasem buforowym, a rolnik będzie musiał prowadzić książkę upraw.

60 proc. producentów żywności chce mieć wolny wybór w zakresie upraw GMO