Lektura komentarza sędziego Rafała Puchalskiego skłania mnie do konstatacji ogólnej, że czasem lepiej milczeć niż zabierać głos - stwierdza Marcin Świerk, sędzia Sądu Okręgowego w Rzeszowie.
POLEMIKA
W Prawniku z 5 lipca 2016 r. w materiale „Pomysł przewodniczącego składu na usunięcie błędu: zmienić dane ławnika” znalazł się komentarz Rafała Puchalskiego, sędziego z Jarosławia i członka zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” (w ostatnich dniach sędzia Puchalski zrezygnował z zasiadania w zarządzie stowarzyszenia – red.). Napisać o nim, że jest awangardowy, to napisać niewiele. Postanowiłem zareagować, ponieważ niektóre jego fragmenty szokują. Mam przy tym nadzieję, że jego autor nie ocenia wszystkich sędziów swoją miarą.
Rafał Puchalski w swojej wypowiedzi odnosi się do opisanych wcześniej perturbacji dyscyplinarnych sędzi, której prokurator chciał postawić zarzut (być może już to uczynił) przestępstwa z art. 18 par. 1 kodeksu karnego w zw. z art. 270 par. 1 k.k. w zb. z art. 276 k.k. w zw. z art. 11 par. 2 k.k. Pisze pan sędzia, że patologiczny system stawia nawet najlepszych przed dramatycznymi wyborami. Pomijając niezamierzone chyba twierdzenie, że jednak są sędziowie lepsi i gorsi (a może tylko lepsi i najlepsi), chciałbym się dowiedzieć, w czym upatruje on dramatyzmu wyboru. I o jaki wybór może chodzić?
Wiem, że sprawa karna sędziego nie jest najpewniej rozstrzygnięta, wiem, co to domniemanie niewinności, więc może poteoretyzujmy. O ile dobrze rozumiem, chodzi o wybór, przed którym staje sędzia: fałszować dokument czy go nie fałszować? Gdzie tu miejsce na jakikolwiek dramatyzm? Czy autor zdawał sobie sprawę ze znaczenia słów tak beztrosko wypowiedzianych? Czy zastanawiał się, jak wpłynie to na społeczne oceny sędziów? Przeczytałem z uwagą artykuł, komentarz, sięgnąłem do stosownej uchwały Sądu Najwyższego i nie mogę doszukać się związku opisywanych zdarzeń z, jak to zjawiskowo ujął pan sędzia, „kompletnie niezdrową praktyką walki o awans”. Co konkretnie wskazuje na taki związek? Czy może autorowi z „walką o awans” kojarzy się więcej niż innym sędziom? I chciałbym się dowiedzieć, dlaczego konkursy na stanowiska sędziowskie tworzą system patologiczny.
ikona lupy />
Marcin Świerk, sędzia Sądu Okręgowego w Rzeszowie / Dziennik Gazeta Prawna
O systemie awansów pisano już wiele. Moje zdanie jest inne niż pana sędziego Puchalskiego. Uważam system za w miarę optymalny. Statystyka, na którą narzeka pan sędzia, ma znaczenie przy ocenach sędziów i powinna mieć, choć nie jest przecież – i słusznie – jedyną przesłanką. Jeśli panu sędziemu wiadomo o jakichś patologiach, to może niech podzieli się tą wiedzą. Nie jestem w stanie logicznie wykluczyć, że któregoś z konkursów nie wygrał najlepszy z kandydatów, ale skoro według autora mamy patologiczny system, to jakieś przykłady potrafi chyba podać. Może chociaż liczby?
Pod koniec swojego komentarza Rafał Puchalski poczynił uwagę, która wykracza ponad to, co do tej pory pisało się o sądach i sędziach. Pyta mianowicie, czy w „pogoni za lepszym jutrem” (czyli, jak się domyślam, awansem) nawet ci najlepsi będą umieli zachować się zgodnie z prawem, i wyraża przekonanie, że nikt nie będzie w stanie udzielić odpowiedzi do momentu, aż sam stanie przed wyborem. Innymi słowy, pan członek zarządu Iustitii twierdzi, że nie wie, czy sędziowie uczestniczący w konkursach będą popełniać przestępstwa, czy nie. Takiej oceny sędziów jeszcze nie spotkałem.
Panie Sędzio, nie ma żadnego wyboru, ani tym bardziej dramatycznego! Czy Pan uczestniczył kiedykolwiek w konkursie? Czy przyszło Panu do głowy zachowanie niezgodne z prawem? Czy sędziowie fałszujący dokumenty, by osiągnąć awans (mnie takie przypadki nie są znane), są godni miana sędziego? To ostatnie pytanie jest retoryczne. Lektura komentarza skłania mnie do konstatacji ogólnej, że czasem lepiej milczeć niż zabierać głos. A wywody pana sędziego, przy największej dozie życzliwości, tłumaczyć mogę upałem. I zastanawiam się, czy nie tworzą prostej drogi do zmiany miejsca pracy na bardziej centralne niż Jarosław, na przykład w Alejach Ujazdowskich w Warszawie.
Skoro według autora mamy patologiczny system, to jakieś przykłady potrafi chyba podać. Może jakieś liczby