Dobiega końca także moja praca w roli prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej. Nigdy nie planowałem takiej kariery. Praca w samorządzie – owszem, ale nie stawanie na jego czele. W 2010 r. każdy adwokat za oczywistość przyjmował, że prezesem na kolejne trzy lata będzie Joanna Agacka-Indecka. Jednak życie napisało inny scenariusz. Nasze środowisko po 10 kwietnia tamtego roku w naturalny sposób popadło w szok i odrętwienie. Wybory listopadowe były coraz bliżej, a chętnych do przejęcia sterów brakowało. Za namową kilku kolegów zdecydowałem się kandydować. I tak, trochę poprzez podjęcie spontanicznej decyzji, moje życie wywróciło się do góry nogami. Nie spodziewałem się, że moja przygoda z adwokaturą i pełnieniem funkcji prezesa będzie tak barwna i intensywna, że przyjdzie mi zmierzyć się z tak wieloma wyzwaniami. Nie wiem nawet, kiedy minęło te 6 lat.

Kiedy obejmowałem tę funkcję, było około 14 tys. adwokatów i aplikantów adwokackich. Dziś jest nas dwa razy więcej. Jednym z wyzwań było utrzymanie wspólnoty i integracja środowiska. Postawiliśmy zatem na młodych i zaangażowaliśmy ich w pracę samorządową – dołączyli do prac komisji problemowych oraz do konkretnych projektów i działań samorządu.

W ciągu ostatnich lat zmieniła się infrastruktura izb. Znaczna większość rad ma nowe lub wyremontowane siedziby. Było dla nas ważne, aby przy znacznie powiększającej się liczbie adwokatów i aplikantów adwokackich izby miały godne warunki do pracy i szkoleń.

Podejmowaliśmy inicjatywy, które miały pomóc w promowaniu naszego zawodu. Wystartowaliśmy z pierwszą ogólnopolską kampanią informacyjną „Zapytaj adwokata”, rozpoczęliśmy cykl edukacji w szkołach ponadgimnazjalnych oraz kontynuowaliśmy te, które do tej pory były sukcesem, m.in. dzień bezpłatnych porad adwokackich. Staraliśmy się też rozszerzyć usługi adwokackie o uzyskiwanie uprawnień mediatora czy też możliwości rejestracji patentowych. Podjęliśmy działania związane z informatyzacją adwokatury, aby ułatwić i usprawnić adwokatom wykonywanie zawodu oraz komunikację z samorządem.

Za cel postawiliśmy sobie również umacnianie relacji z dziennikarzami. Informowaliśmy media o wszystkich naszych działaniach. Staraliśmy się, aby nasz głos liczył się dla opinii publicznej. Przykładem tego może być sytuacja związana z Trybunałem Konstytucyjnym: na nasze opinie w sprawie trybunału powołują się dziennikarze, politycy, prawnicy. Apelowaliśmy w sytuacjach, gdy łamane były prawa i wolności człowieka, np. w przypadku ustawy o policji. Od lat alarmujemy o niebezpiecznie szerokich możliwościach inwigilacji obywateli. Z tego też powodu chcą się z nami spotkać członkowie Komisji Weneckiej, którzy z powodu ustawy o policji przyjeżdżają w tym tygodniu do Polski.

Oczywiście nie udałoby się tego wszystkiego zrobić, gdyby nie ludzie pełni pomysłów i chęci do pracy – nasi koledzy adwokaci. Za to im serdecznie dziękuję. Nowy styl pracy, który opiera się na utworzeniu licznych komisji problemowych, jak widać się sprawdził, z czego bardzo się cieszę.

Opisałem tu wyzwania, z jakimi zmierzała się NRA, ale z tym samym – w skali lokalnej – zmierzały się izby adwokackie. Jestem podbudowany tym, że choć tworzymy wspólnotę, to jednak izby adwokackie mają własne pomysły na usprawnianie samorządu. Izba warszawska, jako największa w kraju, często przeciera ścieżki, bo pierwsza mierzy się z nowymi problemami. Izby łódzka i poznańska są wzorem do naśladowania pod kątem umacniania wizerunku adwokatury; izba bydgoska propaguje mediacje, a gdańska edukację prawną. Z kolei Kraków słynie z promocji kultury i znakomitej współpracy z adwokaturami zagranicznymi. Izba katowicka i opolska to pomysłodawczynie tak ciekawych projektów, jak edukacja prawna w rytmie hip-hop – czyli Bitwa Prawna – czy też kampania demaskująca działania kancelarii odszkodowawczych „Wybierz mądrze, wybierz adwokata”. Za doskonałą współpracę z lokalnymi mediami warto docenić takie izby, jak toruńska, wałbrzyska czy zielonogórska. Centrum sportu to izby lubelska, olsztyńska czy też rzeszowska. Z kolei Wrocław słynie z organizacji konferencji – niezwykle interesujących i na najwyższym poziomie merytorycznym. Natomiast zaletą mniejszych izb są sprawne szkolenia aplikanckie.

Czas zgromadzeń to nie tylko czas na rozliczenie naszych kolegów z ich pracy. To także szansa na zaangażowanie się w prace samorządu. Zachęcam wszystkie koleżanki i kolegów do tego, aby nie tylko brali udział w zgromadzeniach swoich izb, lecz także aby włączali się czynnie w wybory do władz i na delegatów Krajowego Zjazdu Adwokatury. Nie wiem, jak będzie w tym roku, ale w ubiegłej kadencji moją uwagę zwróciło to, że adwokaci, którzy na portalach społecznościowych najbardziej krytykowali pracę samorządu, nie startowali ani w wyborach do władz, ani na delegatów zjazdu. Ja zaś zawsze wychodzę z założenia: krytykujesz – proponuj; proponujesz – realizuj. Łatwo jest siedzieć przed ekranem komputera i krytykować wszystkie podejmowane przez samorząd działania. Na niekonstruktywną krytykę nie znajdują czasu tylko ci, którzy doświadczyli, ile trzeba włożyć wysiłku i pracy w każdy projekt.

Jak mawiają, każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Nie ukrywam, że ciekaw jestem, jaki kształt przybierze adwokatura z nowymi władzami u steru. Z jednej strony nie wiem, jak wypełnię ten wolny czas, którego na pewno przybędzie po zakończeniu pracy prezesa. Z drugiej strony wiem, że moja największa pasja – prawo – nie pozwoli mi się nudzić.