statystyki

TSUE: Link nie narusza praw autorskich, nawet gdy prowadzi do pirackich plików

autor: Sławomir Wikariak19.04.2016, 07:36; Aktualizacja: 19.04.2016, 09:41
komputer-haker-internet

komputer, haker, internetźródło: ShutterStock

Na pytania związane z piractwem oraz jego wpływem na społeczeństwem informacyjnym odpowiadają Zbigniew Krüger i Xawery Konarski.

Reklama


Reklama


Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał w wydanej ostatnio opinii, że link nie może naruszać praw autorskich, nawet gdy prowadzi do pirackich plików (C-160/15). Czy podziela pan to zdanie?

Zbigniew Krüger: NIE

Uważam, że będzie ona miała bardzo poważne, negatywne skutki dla twórców i innych uprawnionych z tytułu praw autorskich i pokrewnych, a w perspektywie – dla całej kultury europejskiej, branży rozrywkowej i kreatywnej. Politycznie opinia ta dziwi, bo jest sprzeczna z dążeniem do ochrony i promocji kultury europejskiej. Stany Zjednoczone realnie dbają o ochronę praw autorskich i interesów własnych twórców. Europa robi dokładnie coś przeciwnego. Z prawnego punktu widzenia argumentacja rzecznika również mnie nie przekonuje.

Xawery Konarski: TAK

Zgadzam się z wykładnią prezentowaną przez rzecznika generalnego, gdyż samo linkowanie nie prowadzi do publicznego udostępnienia utworów, które i tak są już przecież ogólnie dostępne w internecie. Nie można wówczas mówić o nowej publiczności. Stanowisko to wpisuje się w utrwaloną już linię orzeczniczą TSUE, zgodnie z którą udostępnianie linków odsyłających do utworów chronionych prawem autorskim i ogólnie dostępnych nie stanowi czynności publicznego udostępnienia. Innymi słowy, umieszczenie odsyłaczy nie może naruszać praw autorskich nawet w przypadku, gdy same utwory zostały umieszczone bezprawnie.

W opinii rzecznika zwraca uwagę argumentacja odnosząca się do rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Gdyby internauci musieli się zastanawiać, czy linki nie naruszają praw autorskich, wielu z nich pewnie zrezygnowołaby z ich zamieszczania. Zgadza się pan z tymi obawami?

Zbigniew Krüger: NIE

Argument ten do mnie w ogóle nie przemawia. Społeczeństwo informacyjne musi opierać się na wartościach takich jak wolność i zaufanie, a te funkcjonować będą tylko wtedy, gdy chronione i szanowane będą prawa twórców. Stanowisko rzecznika to faktyczna ochrona piractwa. Efekt będzie przeciwny do zamierzonego: zablokowanie rozwoju społeczeństwa informacyjnego, np. przez powrót do uciążliwych i niewygodnych dla użytkownika rodzajów zabezpieczeń DRM, które były początkowo bardzo popularne, a od których branża rozrywkowa odeszła.

Xawery Konarski: TAK

Przyjęcie odmiennej interpretacji niosłoby za sobą istotne konsekwencje dla funkcjonowania internetu. Użytkownicy nie mają przecież przeważnie możliwości sprawdzenia, czy umieszczenie utworów na danej stronie jest legalne. W Europie nie prowadzi się publicznych rejestrów utworów, nie sposób również ocenić, kto i na jakiej podstawie prawnej dany utwór zamieścił. Przyjęcie odpowiedzialności prawnej osoby linkującej mogłoby prowadzić do szkodliwej społecznie autocenzury polegającej na ograniczeniu podawania linków.

Dla rzecznika TSUE w przygotowanej opinii kluczowe okazało się to, że utwór, do którego wiedzie link, został już wcześniej rozpowszechniony. Czy samo podanie linku także może oznaczać rozpowszechnienie?

Zbigniew Krüger: TAK

Moim zdaniem wcześniejsze umieszczenie pliku z chronionym utworem w sieci nie powinno mieć tak dużego znaczenia, jakie przykłada do tego rzecznik. Błędne jest traktowanie internetu jako całości, bo nie jesteśmy w stanie w sposób naturalny, nawet uwzględniając możliwości nowoczesnych wyszukiwarek, dotrzeć do wszystkich jego zakamarków. Internet nie jest jednolity i tak samo nie jest jednolita jego publiczność. Tu tkwi zasadniczy błąd w rozumowaniu rzecznika. Tę niejednolitość publiczności powinniśmy brać pod uwagę. To, czy doszło do poszerzenia publiczności, powinno się oceniać z uwzględnieniem realiów społecznych i rzeczywistego zasięgu. Jest to szczególnie ważne przy funkcjonowaniu mediów społecznościowych.

Xawery Konarski: NIE

Utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie. Z punktu widzenia analizowanej sprawy istotne są dwie kwestie. Po pierwsze, czy do udostępnienia doszło za zgodą twórcy lub uprawnionego podmiotu. Po drugie, czy za zgodą twórcy utwór dostępny jest w internecie bez ograniczeń. Tylko w przypadku łącznego spełnienia obu tych przesłanek linkowanie do tego utworu będzie legalne. Przykładowo w przypadku upublicznienia utworu w ramach koncertu na żywo, a następnie – już bez zgody twórcy – umieszczenia nagrania tego koncertu w internecie podmiot linkujący do tego utworu będzie już, przynajmniej moim zdaniem, odpowiadał za naruszenie praw autorskich.

Dotychczasowe orzecznictwo polskich sądów nie zawsze było zgodne z wykładnią zaprezentowaną przez rzecznika generalnego. Czy wyrok TSUE, jeśli oczywiście będzie zgodny z opinią rzecznika, powinien wpłynąć na polskie sądy?

Zbigniew Krüger: NIE

Trybunał nie zajmuje się wykładnią prawa krajowego i choć w praktyce jego orzeczenia nie pozostają bez echa w krajowym orzecznictwie, należy pamiętać, że polskie sądy orzekają na podstawie polskiej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Ta zaś, w zakresie korzystania z utworu i rozporządzania nim, na wszystkich polach eksploatacji daje monopol twórcy (art. 17). To sądy polskie będą wyłącznie władne do oceny stanów faktycznych przed nimi zawisłych i do wykładni polskiej ustawy. W jednej ze spraw, w której reprezentowałem powoda, którego prawa autorskie zostały naruszone, zdarzyło się już, że Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt I ACa 1663/13) orzekł w kontrze do orzeczenia trybunału w sprawie Svensson.

Xawery Konarski: TAK

Choć traktaty założycielskie nie przyznają orzeczeniom TSUE mocy powszechnie wiążącej. Z drugiej strony przyjmuje się, że sądy krajowe powinny stosować się do generalnych zasad, które przedstawiane są w uzasadnieniach wyroków, szczególnie w tych przypadkach, w których trybunał powołuje się na swoje wcześniejsze orzecznictwo. Jak jednak wykazuje praktyka, nie zawsze sądy krajowe stosują się do tego. Przykładem jest orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygn. akt I ACa 1663/13), w którym skład orzekający wprost polemizował z uzasadnieniem wyroku w sprawie Svensson. Moim jednak zdaniem brak stosowania się do linii orzeczniczej TSUE może być wykorzystywany przy ewentualnym zaskarżaniu wyroków polskich. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Sonia A.(2016-04-19 14:16) Odpowiedz 00

    Chochlik w nagłówku: "oraz jego wpływem na [społeczeństwo informacyjne]" :)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama