Trybunał, który uchylił ustawę PiS, będzie wyrokował na podstawie dotychczasowych przepisów. Choć rząd nie opublikował tego orzeczenia, sędziowie odwołują się do ustawy zasadniczej. „Pragnę zwrócić uwagę na art. 190 konstytucji, na podstawie którego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne (ust. 1). Orzeczenie TK wchodzi w życie z dniem ogłoszenia (ust. 3)” – napisało nam biuro prasowe trybunału.

Oznacza to, że także w kolejnych sprawach, nawet jeśli rząd odmówi publikacji, decyzje będą według trybunału wiążące. Tyle że zupełnie inne jest zdanie rządu. PiS jest bowiem w tej sprawie konsekwentny.

– Orzeczenia trybunału będą publikowane, ale żeby coś spełniało miano orzeczenia, musi nastąpić zgodnie z obowiązującą procedurą. Jeśli procedura nie jest zachowana, to trudno mówić o jakimkolwiek orzeczeniu. To tylko opinia kilku sędziów – mówi DGP Stanisław Piotrowicz z PiS.

Sądy będą mieć odmienne zdanie. – Wierzę w odpowiedzialność sędziów. Do stania na straży prawa obliguje nas przysięga: musimy przestrzegać konstytucji. Wyroki trybunału mają być publikowane. A jeśli nie są, to będziemy musieli je stosować, zasięgając informacji ze strony trybunału. Nie wiemy oczywiście, jak się zachowa administracja publiczna, bo ona działa w systemie hierarchicznego podporządkowania – mówi Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa.  

Orzeczenia, jakie ma wydać w tym tygodniu Trybunał Konstytucyjny, dotyczą m.in. skargi NSA w sprawie podziału gmin na okręgi wyborcze – to przesunięte postępowanie z września 2014 r. Będą także dwa orzeczenia dotyczące celników i VAT. Pierwsze wydane w pełnym składzie, pozostałe w pięcioosobowym. Tymczasem, gdyby stosować kryteria, jakie wynikają z ustawy naprawczej, którą sędziowie uznali za niekonstytucyjną, składy powinny być bardziej liczne. W pierwszym przypadku będzie decydowało 12 sędziów, czyli wszyscy dopuszczeni obecnie przez prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego do orzekania. Ale według tzw. ustawy naprawczej powinno być ich co najmniej 13. – Są wybrani sędziowie, a pan prezes Rzepliński jednych dopuszcza, drugich nie dopuszcza, rodzi się zatem pytanie, na jakiej podstawie pan prezes Rzepliński działa. Na jakiej podstawie prawnej, nigdy się nie dowiedziałem – komentuje Stanisław Piotrowicz z PiS. Prezes nie dopuszcza do orzekania trójki sędziów wybranych w tej kadencji i zaprzysiężonych przez prezydenta Andrzeja Dudę. Andrzej Rzepliński opiera się na orzeczeniach TK dotyczących czerwcowej ustawy o TK autorstwa PO, z których wynika, że poprzedni Sejm miał prawo wybrać trójkę sędziów, a obecny dwoje z pięciu, którym kadencja kończyła się w listopadzie i grudniu 2015 r. Zapytaliśmy trybunał, czy możliwe, by prezes dopuścił kolejnego sędziego do orzekania, gdy w kwietniu wygaśnie kadencja sędziego Mirosława Granata. Odpowiedź była lakoniczna: „Pytania dotyczące zdarzeń przyszłych nie stanowią informacji publicznej w rozumieniu ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej”.

Klincz jest także w przypadku orzekania w mniejszych składach. W czwartkowych rozprawach dotyczących zasad przywrócenia do Służby Celnej czy zwrotu kosztów procesowych wynagrodzenia pełnomocnika w kontekście zwrotu VAT będą orzekały składy pięcioosobowe. Tymczasem według ustawy naprawczej PiS powinny być co najmniej siedmioosobowe. Do tego dochodzi jeszcze przepis, że sprawy powinny być rozpatrywane według kolejności wpływu. To powoduje, że praktycznie każde orzeczenie może spotkać odmowa publikacji przez rząd. – Jeśli trybunał będzie przestrzegał obwiązującego prawa, to jego decyzje będą miały walor orzeczenia i będą publikowane – twierdzi Stanisław Piotrowicz.

To stanowisko, które może skonfliktować rząd ze środowiskiem sędziowskim lub sporą jego częścią. Bo od sędziów płyną głosy, że zamierzają realizować wyroki Trybunału Konstytucyjnego bez względu na to, czy zostaną opublikowane przez rząd, czy nie. – Oczywiście mogę tylko mówić za siebie, ale jestem przekonany, że sędziowie wiedzą, czym jest trybunał, i będą stosowali się do jego rozstrzygnięć, niezależnie od ich publikacji – uważa Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa. W podobnym duchu wypowiada się sędzia Krystian Markiewicz, nowy prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. – Jasne jest stanowisko Sądu Najwyższego wyrażone w ostatniej uchwale: Mamy działający Trybunał Konstytucyjny, który wydaje wyroki i mają one moc prawną z chwilą ich ogłoszenia. W moim przekonaniu powinny być one uwzględniane przez sądy – podkreśla szef Iustitii. Sędziowie są jednak niezawiśli. Sygnały płynące z ich stowarzyszeń czy KRS nie są dla nich wiążące. A co, gdy będą różne zdania w tej sprawie: jedne sądy będą się stosowały do niepublikowanych wyroków TK, a inne nie? Taka niepewność byłaby najgorsza dla obywateli. – Przewidywalność prawa i orzeczeń sądów to jedna z podstawowych wartości w naszym systemie prawnym. Dlatego sądem odpowiedzialnym za jednolitość orzecznictwa jest u nas Sąd Najwyższy. Gdyby nawet doszło do różnic zdań między sądami, SN niewątpliwie zapewni ochronę tej wartości – uspokaja sędzia Markiewicz.

Nie wiadomo natomiast, jak w tej sytuacji będą się zachowywać urzędnicy, policja, służby i prokuratura podporządkowane rządowi. – Wyobraźmy sobie, że rozstrzygnięcie sądu bierze do ręki komornik i kwestionuje egzekucję wyroku, bo jego zdaniem skład sądu był nie taki. Albo że naczelnik więzienia kwestionuje wyrok sądu karnego. To doprowadziłoby do anarchii prawnej w państwie. Dlatego musi być jasno powiedziane: KRS będzie broniła trybunału, będzie też stosować orzecznictwo TK – podkreśla Waldemar Żurek.

Teoretycznie rozwiązaniem w tej sprawie może być polityczny kompromis, o ile będzie obejmował kwestię publikacji. Bo rząd choć nie publikuje orzeczenia TK w sprawie tzw. ustawy naprawczej PiS, to sugeruje, że może to być elementem szerszego porozumienia: – W tym momencie trwają prace na forum parlamentu, rozmawiają przedstawiciele różnych sił politycznych, by uzgodnić konsensus, żeby wyjść z pata konstytucyjnego zgodnie z opinią Komisji Weneckiej i tym, co sugerowali jej członkowie – mówi nam rzecznik rządu Rafał Bochenek. To oznacza lekką zmianę stanowiska, choć nie wiadomo, czy to krok w stronę faktycznego porozumienia, czy gra na czas. Bo w kwietniu wzrośnie zewnętrzna presja na rząd w sprawie trybunału. Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans zaczyna dziś wizytę w Warszawie. A sekretarz Rady Europy Thorbjoern Jagland jest w Polsce od wczoraj. Obaj będą rozmawiali z polskimi władzami na temat trybunału i zmian w mediach. Ważniejsza jest wizyta przedstawiciela Brukseli, bo to Komisja będzie podejmowała decyzje w sprawie tzw. procedury kontroli praworządności.