Spada nie tylko liczba aktów oskarżenia. Nie ma też zakładanego przez twórców nowelizacji wzrostu liczby spraw załatwianych w trybach konsensualnych, a więc w drodze porozumień z oskarżycielem (patrz: grafika). Zakładano, że na salę rozpraw trafi najwyżej 20 proc. spraw, bo reszta zostanie załatwiona w drodze porozumień ze śledczym, zwłaszcza w trybie art. 335 k.p.k. (wniosek o skazanie bez rozprawy).

Próby uspokojenia

Oficjalnie wszyscy uspokajają, że spadki są przejściowe. Bo ponoć prokuratorzy wciąż uczą się pisać akty oskarżenia z tzw. tezami i przez to mniej spraw wysyłają do sądów. Słabe wskaźniki tłumaczone są wypychaniem z prokuratur aktów oskarżenia tuż przed wejściem nowelizacji (maj–czerwiec), tak aby procesy mogły się toczyć na starych zasadach. Z Ministerstwa Sprawiedliwości płyną też głosy, że zapaści nie ma. A dane dotyczące trybów konsensualnych są optymistyczne. Mimo to na prośbę o ich przesłanie i skomentowanie resort nie odpowiedział.

Przykład warszawski

Przykład warszawski

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Uspokaja również Prokuratura Generalna. Przypomina, że mamy w skali kraju dopiero porównanie danych z miesięcy wakacyjnych. A to nie jest miarodajne.

– Prokuratorzy, mając możliwość zakończenia spraw w czerwcu bądź w lipcu 2015 r., kończyli je do końca czerwca. Zdecydowała o tym zapewne niejasność niektórych rozwiązań nowej procedury karnej. Pośrednio potwierdza to fakt różnej interpretacji przepisów nowej procedury dokonywanej przez sądy zwracające prokuratorom sprawy. Stąd należy przyjąć, że po upływie dłuższego okresu – co najmniej 6 miesięcy od wejścia tych rozwiązań, wszelkie porównania będą wiarygodniejsze – uważa Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej.

Zatrważające dane

Nie wszyscy jednak dają się przekonać tym argumentom.

– Te dane zatrważają – mówi dr Marcin Warchoł, wicedyrektor Instytutu Prawa Karnego na Uniwersytecie Warszawskim. Wtóruje mu Jacek Skała, szef związku zawodowego prokuratorów. – Informacje z pierwszych trzech miesięcy obowiązywania nowych regulacji są szokujące. Nie dość, że wszelkie możliwe wskaźniki poleciały w dół, to odnotowujemy spadek w liczbie wniosków w trybie art. 335. Te dane są wręcz alarmujące i wskazują na bliski paraliż – uważa szef związku.

Zdaniem Jacka Skały założenia autorów reformy o wzroście liczby trybów konsensualnych do 80 proc. były niepoparte żadnymi analizami.

– Wniosków w trybie 335 jest mniej, ale to niejedyna zła informacja. Akty oskarżenia występują w ilościach śladowych, gdyż ich sporządzenie sprawia ogromne trudności. Głównym powodem jest absurdalny podział materiałów na zbiory według nowego k.p.k. Unikamy aktów oskarżenia jak ognia, bo zostały one obwarowane tak złożonymi wymaganiami formalnymi, że sprostanie im jest niezwykle utrudnione – informuje związkowiec.

Nie przekonują go głosy obrońców reformy, którzy każą jeszcze poczekać z ostatecznymi ocenami. – Pożar trzeba gasić w zarodku. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest teraz derogacja całej reformy i rozpoczęcie prac nad nowym k.p.k. w gronie ekspertów, a nie lobbystów – uważa Skała.

– To było do przewidzenia. Reforma nie została należycie przygotowana – przypomina Stanisław Piotrowicz, członek KRP. Jak mówi, osobiście zwracał w Sejmie uwagę na nieprzygotowanie do zmian prokuratury i policji. – Wówczas wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski zapewniał, że ma tego świadomość i przed wejściem w życie zmian w k.p.k. zostanie uchwalona nowa ustawa – Prawo o prokuraturze. Od tamtej pory zwlekano, aż w końcu minister Grabarczyk przyznał, że ustawy nie będzie. Obie ustawy powinny być uchwalone równolegle – uważa członek KRP.

Prawo dla bogatych

Co gorsza, zdaniem ekspertów skutkiem krytykowanej nowelizacji jest zejścia prawdy materialnej na dalszy plan.

– Jak to się ma do art. 2 konstytucji, który mówi, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej? Stworzono prawo dla bogatych i należy od tego odejść – wskazuje Piotrowicz.

Doktor Warchoł przypomina, że prawo karne to bardzo wrażliwa materia, którą niezwykle łatwo zepsuć, a naprawianie może zająć całe lata.

– Jesteśmy drugim krajem w Europie (po Włoszech), który wdrożył model kontradyktoryjny rodem z USA. Negatywne doświadczenia z tamtego kraju nic nie nauczyły autorów reformy – uważa Warchoł.

Tłumaczy, że Włosi rozpoczęli pracę nad zmianą już na początku lat 60. XX w., a nowy system wprowadzili dopiero w 1989 r.

– W 1977 r. miało miejsce w tej sprawie referendum! Dopiero w 1989 r. reforma weszła w życie. U nas cały proces trwał tylko trzy lata! Przy okazji lekceważono prokuratora generalnego, środowisko sędziów, prokuratorów i naukowców, którzy mieli odmienne zdanie – wskazuje dr Warchoł.

Przekonuje, że kontradyktoryjność zdaje egzamin, o ile większość spraw (80–90 proc.) jest rozpoznawana, jak w USA, w trybach konsensualnych (dobrowolne poddanie się karze).

– Ten system sprawdza się, jeśli rozprawy toczą się dzień po dniu, a nie są odraczane na długie terminy, jak we Włoszech czy u nas. W 2008 r. było we Włoszech ok. 22 proc. uniewinnień, z czego aż 45,5 proc. z powodu przedawnienia – przypomina Warchoł.

Oskarżony ma interes w przewlekaniu procesu, a nie w jego szybkim zakończeniu. Dlatego np. w USA przyjęto zupełnie inny model przedawnienia. – Rozpoczyna się proces, terminy przedawnienia ulegają zawieszeniu. Tymczasem w Polsce nie dość, że model przedawnienia zachowano, to jego terminy jeszcze skrócono – przypomina dr Warchoł.