Rok temu sądziłem, że gdy mowa o konieczności stworzenia przepisów, które zakładałyby uczciwość 99 proc. przedsiębiorców, to pani premier chodzi o to, że takie regulacje powinny obowiązywać. Ale się pomyliłem.

Szefowa rządu – co już teraz wiemy – miała na myśli raczej inny wariant: stworzymy projekt, cały departament jednego z ministerstw będzie nad nim rok siedział, skonsultujemy go milion razy, odpowiedzialny zań wiceminister będzie się dwoił i troił, aby ustawa była jak najlepsza, a potem sejmowa komisja nawet się nie zbierze, aby się nim zająć. A dlaczego się nie zebrała? Nieoficjalnie kilku polityków PO przyznało: projekt powstał w resorcie gospodarki kierowanym przez Janusza Piechocińskiego. A koniec kadencji to czas na uchwalanie własnych ustaw, a nie projektów podpisanych piórem lidera innej partii, nawet jeśli koalicyjnej. W efekcie działanie – a w zasadzie jego brak – przewodniczącego sejmowej komisji gospodarki Wojciecha Jasińskiego z PiS było rządzącym na rękę.

Patryk Słowik

Patryk Słowik

źródło: DGP

Nazwijmy rzecz po imieniu: przez rok wielu polityków, z Ewą Kopacz na czele, kłamało do telewizyjnych kamer, radiowych mikrofonów i gazetowych dyktafonów, że już niebawem uczciwi przedsiębiorcy odetchną, bo dostaną kompleksowo przygotowaną przez rząd regulację uwzględniającą to, że do prowadzących działalność trzeba podchodzić z szacunkiem, a nie z podejrzliwością.

Kilka tygodni temu pisałem, że szanse na uchwalenie prawa działalności gospodarczej są bliskie zeru z powodu nieubłaganie zbliżającego się końca kadencji. Informacja ta była smutna. Ale niedawne oświadczenie Ewy Kopacz i odhaczenie obietnicy jako spełnionej to już rzecz bulwersująca. Można by bronić takiego twierdzenia, gdyby istniało duże prawdopodobieństwo, że nowy Sejm wróci do gotowego projektu. Ale wszystko wskazuje na to, że nie wróci. Bo dziwnym trafem ustawa, która ma wzmocnić przedsiębiorców kosztem urzędników, jest nie na rękę ani Platformie Obywatelskiej, ani Prawu i Sprawiedliwości.