Projektem prawa działalności gospodarczej (p.d.g.) zajmie się dziś rząd. Jednym z kluczowych rozwiązań zaproponowanych przez Ministerstwo Gospodarki jest odstąpienie od losowo przeprowadzanych kontroli i zastąpienie ich analizą ryzyka. Jak przekonuje resort, celem tej regulacji jest ograniczenie liczby i zakresu kontroli przedsiębiorców, u których występuje niewielkie ryzyko bądź nie stwierdzono wcześniej naruszeń przepisów. Innymi słowy, urzędnicy mają sprawdzać te branże, w których jest najwięcej nieprawidłowości i ich występowanie jest najdotkliwsze dla budżetu państwa.

Wicepremier Janusz Piechociński wielokrotnie w toku prac nad ustawą podkreślał, że trzeba wreszcie odejść od nękania drobnych sklepikarzy czy kioskarzy z powodu niewydania paragonu.

Państwowy kontroler

Państwowy kontroler

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dużo wyłączeń

Okazuje się jednak, że nadal najwięcej będzie zależało od mentalności urzędnika, a nie od stanowionego prawa. Zgodnie z proponowaną regulacją urząd będzie bowiem w wielu przypadkach mógł od analizy ryzyka odstąpić – i praktycznie skontrolować, kogo będzie chciał. Projektowany art. 89 ust. 7 stanowi, że można zweryfikować czyjąś działalność bez przeprowadzania analizy, jeżeli organ kontrolny poweźmie uzasadnione podejrzenie dotyczące m.in. zagrożenia życia lub zdrowia, ale i w przypadkach, gdy tylko podejrzewa, że przedsiębiorca popełnił wykroczenie lub wykroczenie skarbowe. Ponadto jeden z kolejnych przepisów stanowi, że „analizy się nie przeprowadza, gdy jest niecelowa albo organ nie jest w stanie jej przeprowadzić”.

– Projektodawca bardzo szeroko określił zakres przypadków, w których można odstąpić od planowania obszarów kontroli, i po prostu zweryfikować działalność wybranego przez siebie przedsiębiorcy – zauważa Beata Bieniek-Wiera, adwokat w kancelarii Żyglicka i Wspólnicy.

Jej zdaniem tak jak w pełni uzasadnione jest to, aby kontrolerzy – niezależnie od planów – wchodzili do firmy, gdy istnieje zagrożenie dla ludzkiego życia, tak furtka przewidująca odstąpienie od analizy w razie podejrzenia popełnienia wykroczenia to przesada.

– Nic się nie zmieni. Urzędnik, który nie ufa przedsiębiorcy, zawsze będzie mógł powiedzieć, że podejrzewał, iż dochodzi do łamania prawa – komentuje prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak.

Wskazuje także, iż głównym problemem jest to, że kontrolerom ich szefowie wyznaczają limity: macie nałożyć tyle i tyle mandatów.

– Najłatwiej więc przejść się po targowisku, na którym nasze służby znajdą wielu przestępców niewydających paragonów – kpi prezes ZPP.

Niegroźny kioskarz

Mali i średni przedsiębiorcy uważają, że są łatwym celem dla kontrolerów i p.d.g. nie poprawi ich sytuacji. Weryfikacja działalności dużych firm wymaga bowiem większych umiejętności urzędników, którzy muszą zmierzyć się z zastępami prawników wytykających im każde uchybienie.

Zdaniem Kaźmierczaka organy administracji publicznej nie chcą też zadzierać z właścicielami spółek, którzy łamią prawo.

– Kioskarza kontroler skarbowy się nie obawia. A kogoś zajmującego się karuzelą VAT owszem – stwierdza prezes ZPP.

Określaniem prawdopodobieństwa naruszania przepisów przez przedsiębiorców nie będą musiały się przejmować m.in. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Przepisy są tak skonstruowane, że i do ich działań nie będzie stosowana nowa regulacja. Zabiegał o to zresztą niedawno UOKiK, który czuł się pominięty. Swoje wywalczył. Resort gospodarki w zasadzie w ostatniej możliwej chwili dopisał do projektu, że od przeprowadzania analizy ryzyka odstępuje się także w sytuacjach, gdy możliwe jest naruszenie zakazu praktyk ograniczających konkurencję lub zakazu praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.

Mecenas Beata Bieniek-Wiera sądzi, że furtka pozostawiona przez projektodawcę urzędnikom pozwoli na nadużywanie przez nich swoich uprawnień. Mimo to prawniczka twierdzi, że p.d.g. w zakresie planowania kontroli jest krokiem naprzód w stosunku do obowiązujących przepisów.

– Praktyka powinna być taka, że organ jest w stanie w każdym przypadku udowodnić, iż podejrzenie rzeczywiście było uzasadnione, a nie oparte jedynie na przypuszczeniu urzędnika. Jeśli nie będzie potrafił tego uczynić, należy zastosować przepis określający, że przedsiębiorcy, który poniósł szkodę na skutek kontroli, przysługuje odszkodowanie – wskazuje mec. Bieniek-Wiera.

Etap legislacyjny

Projekt skierowany na posiedzenie rządu