Mija właśnie dziesięć lat, gdy na gruncie ustawowym zaczęto ułatwiać dostęp do zawodów prawniczych. Zmiany miały na celu – tak przynajmniej je uzasadniano – zwiększenie liczby osób przygotowanych i uprawnionych do świadczenia pomocy prawnej i obniżenie ceny takich usług poprzez wzrost konkurencji na rynku. Liczba adwokatów i radców prawnych w ciągu tej dekady zwiększyła się dwukrotnie. Tablic informujących o kancelariach radcowskich, adwokackich czy też mieszanych przybyło nie tylko na ulicach metropolii, lecz także małych gminnych miasteczek. W internecie nie brakuje ogłoszeń o możliwości skorzystania z porady. A ceny... No właśnie.

W emitowanym przed kilkunastoma dniami w godzinach najwyższej oglądalności programie informacyjnym telewizji publicznej odbyła się debata na temat zbliżającej się daty wejścia w życie zmian w procesie karnym, w tym dopuszczenia radców prawnych do pełnienia funkcji obrońcy. Redaktor prowadząca usiłowała dowiedzieć się od rozmówców (dwóch adwokatów i radcy prawnego), jaka jest średnio w kraju cena za prowadzenie obrony. Nie otrzymuje odpowiedzi. Rozmówcy próbują wytłumaczyć, że o cenie można rozmawiać tylko wówczas, gdy znamy konkretną sprawę, jej złożoność i przewidywaną pracochłonność. To nie przekonuje prowadzącej. W finale debaty pyta wręcz, czy większa liczba uprawnionych do obron spowodowana wejściem na ten „rynek” radców prawnych przyczyni się do spadku cen usług. Pyta też, czy adwokaci nie boją się konkurencji. Słowo „rynek” nie bez kozery opatrzyłem cudzysłowem. Bo to właśnie słowo z baśni czy też bajki o drogich i głównie z tego powodu niedostępnych usługach prawników.

Medialne fantasmagorie nie są jednak bez znaczenia. Ocenić je należy jako swoistego rodzaju propagandę (czy też w tym przypadku antypropagandę) korzystania z pomocy prawnej. Barier do korzystania z takiej pomocy szukać należy bowiem przede wszystkim w sferze mentalnościowej. Ta zaś nie jest obojętna na przekaz medialny – nawet wówczas kiedy nie jest on do końca prawdziwy.

Na zlecenie Krajowej Rady Radców Prawnych przeprowadzone zostało badanie na temat barier dostępu do usług prawnych. Oto niektóre tylko wyniki. Ogółem aktywność naszego społeczeństwa w dostrzeganiu problemów prawnych ocenić należy jako niską. Jedynie 28 proc. badanych taki problem choćby raz w życiu dostrzegło. W krajach rozwiniętych odpowiada tak nawet ponad połowa respondentów. Tylko 30 proc. spośród dostrzegających problem prawny postanowiło skorzystać przy jego rozwiązaniu z pomocy prawnika. Ci, którzy się na to zdecydowali, w zdecydowanej większości ocenili ją jako efektywną, a tylko 50 proc. spośród nich uznało jej koszt za szczególnie wysoki. „Ocena poniesionych kosztów usługi jest niezwiązana z poziomem dochodów respondentów” – twierdzą w podsumowaniach autorzy raportu. Takie wnioski wskazują wprawdzie na istotny potencjał rynku usług prawniczych, ale świadczą też o niskim poziomie kultury prawnej w naszym kraju. Świadczą bardziej o bierności, a nawet o bezradności znacznej części społeczeństwa, jak też o przekonaniu, że nawet profesjonalna pomoc w rozwiązywaniu problemu prawnego i tak nie przyniesie pozytywnego skutku. Może jedynie spowodować poniesienie dodatkowych i ostatecznie nieefektywnych kosztów.

Instytucje publiczne, wliczając w to samorządy prawnicze, ale nie wyłączając instytucji władzy i mediów, mają sporo do zrobienia w eliminowaniu tego – nazwanego bezradnością – zjawiska. Przede wszystkim jednak muszą uwolnić się od mitów. Takim mitem jest traktowanie usługi pomocy prawnej w kategoriach podaży i popytu. Kultury nie zwykł kształtować wyłącznie rynek. Potrzebny jest jej rozsądny mecenat. Nie dotyczy to tylko usług pomocy prawnej. Mity i powodowane nimi emocje kształtują również często opinie o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju. Ciąg dalszy debat w tej sprawie musi nastąpić. Już bez opowiadania baśni i bajek.