Kilka dni temu Sąd Apelacyjny w Białymstoku orzekł, że mężczyzna, który bił swoją żonę taboretem po głowie oraz uderzył ją 29 razy nożem, nie chciał kobiety zabić. Został skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności za naruszenie czynności narządu ciała.

Podzieliłem się tym z czytelnikami naszego portalu internetowego - gazetaprawna.pl. I lawina ruszyła! Niektóre media powiązały nawet to orzeczenie z koniecznością przyjęcia konwencji antyprzemocowej. Ale mnie najbardziej zafrapował komentarz: „Białystok to nie miasto, Białystok to stan umysłu”. I doszedłem do wniosku, że to prawda.

Nie twierdzę wcale, że orzecznictwo apelacji białostockiej jest w czymkolwiek lepsze bądź gorsze niż np. apelacji warszawskiej. Jest po prostu inne. Powiem więcej: sędziowie w Warszawie orzekają inaczej niż sędziowie w Radomiu. A przecież wszyscy wydają wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Mimo to – rozbicie dzielnicowe jak za Krzywoustego. Wystarczy spojrzeć w statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości. W apelacji wrocławskiej prawie połowa wniosków o stosowanie kary pozbawienia wolności w Systemie Dozoru Elektronicznego jest rozpatrywana pozytywnie. W apelacji gdańskiej – niespełna 30 proc. W okręgu warszawskim ponad 30 osób na 100 tys. mieszkańców jest tymczasowo aresztowanych. W sąsiednim okręgu siedleckim – niecałe 10. W lubelskim ponad 23, a w graniczącym z nim tarnobrzeskim zaledwie nieco ponad 5. Ktoś powie, że z mniejszych miast wozi się do aresztów w większych. Może to i prawda, ale dlaczego w takim razie w Koszalinie czeka na wyrok za kratami niemal dwa razy więcej osób niż w Poznaniu?

Sam się łapię na tym, że gdy słyszę o jakimś kontrowersyjnym wyroku, pytam od razu: a gdzie tak orzekli? Ale trudno mieć pretensje do sędziów. Skoro za rozbój kodeks przewiduje od 2 do 12 lat pozbawienia wolności, jak obiektywnie ocenić, na ile zasłużył oskarżony? Sędzia nie analizuje ogólnopolskich statystyk, lecz sprawdza, jaką karę sam wymierzył miesiąc wcześniej w podobnej sprawie lub na ile wycenił dany czyn jego kolega. Tym sposobem rozbojowi w jednym mieście bliżej do jazdy na rowerze w stanie niedzisiejszym, a w drugim – do zgwałcenia.