Prawo żądania akt każdej sprawy sądowej oraz administrowanie systemami teleinformatycznymi sądów to przyszłe uprawnienia ministra sprawiedliwości, które budzą wątpliwości prezydenta. Jego zdaniem mówiące o tym przepisy są niejasne, niespójne i dają ministrowi zbyt dużo luzu decyzyjnego. A nade wszystko – są zbędne. Tym samym uchwalone niedawno regulacje naruszają aż trzy grupy konstytucyjnych standardów: przyzwoitej legislacji, trójpodziału władz, a także ochrony prywatności jednostki przed nadmierną ingerencją ze strony władz publicznych.

Z tych powodów prezydent zdecydował, że nie podpisze przyjętej 20 lutego br. przez parlament noweli prawa o ustroju sądów powszechnych (u.s.p.), zanim nie przyjrzy się jej Trybunał Konstytucyjny. Skutkiem tego cała ustawa – jak na razie – nie wejdzie w życie.

– Dobrze, że prezydent wziął pod uwagę wątpliwości, jakie zgłaszało nie tylko środowisko sędziowskie, ale także inne podmioty, takie jak generalny inspektor ochrony danych osobowych, Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Biuro Legislacyjne Senatu. Z jego decyzji powinni się cieszyć wszyscy obywatele – komentuje Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa.

Resort sprawiedliwości powściągliwie komentuje decyzję głowy państwa.

– Zasadność podniesionych we wniosku zarzutów w stosunku do powyższej ustawy będzie przedmiotem rozpoznania przez TK, który orzeknie w pełnym składzie – mówi Patrycja Loose, rzecznik prasowy MS.

Za duża uznaniowość

Prezydent stawia bardzo mocne zarzuty przepisowi, który ma stanowić podstawę żądania przez ministra sprawiedliwości akt sądowych. Wytyka, że wystarczającym uzasadnieniem dla skorzystania z tego uprawnienia będzie „konieczność weryfikacji czynności podejmowanych w ramach wewnętrznego nadzoru administracyjnego, realizowanego w ramach władzy sądowniczej”. Zdaniem prezydenta tak określona przesłanka ma charakter dyskrecjonalny, czyli oparty na uznaniu organu. Tak więc to, jak w praktyce będzie wykorzystywany przepis, zależeć będzie od widzimisię osoby, która akurat będzie piastowała urząd ministra sprawiedliwości.

I dlatego zdaniem prezydenta omawiana regulacja narusza sformułowaną w art. 2 konstytucji zasadę określoności. „Przepis powinien być formułowany tak, by zapewniona była jego jednolita wykładnia i stosowanie” – czytamy we wniosku.

Zbędne uprawnienie

Ponadto prezydent uważa, że nowe uprawnienie ministra jest mu po prostu niepotrzebne. Nie zgadza się on z tezą, że bez przyznania szefowi resortu kompetencji żądania akt sądowych nie będzie on mógł sprawować w sposób efektywny nadzoru zewnętrznego nad sądami.

„Skuteczność takiego nadzoru może być bowiem zapewniona m.in. poprzez weryfikację takich akt w ramach samej władzy sądowniczej dokonywaną na wniosek ministra sprawiedliwości, a także poprzez stosowanie innych środków nadzoru zewnętrznego (żądanie od prezesa sądu apelacyjnego informacji oraz stosownych dokumentów)” – napisano we wniosku.

Prezydent podkreśla, że ani w uzasadnieniu projektu, ani w dalszych nad nim pracach nie wykazano, że to uprawnienie jest ministrowi rzeczywiście potrzebne. Tymczasem regulacja, która wkracza w sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, musi być oparta na bardzo ważnych i silnie uzasadnionych przesłankach. A wszystko po to, aby nie zostało to odebrane jako naruszenie bezstronności. „(...) Już sama możliwość żądania akt postępowania przez organ władzy wykonawczej może być w opinii publicznej odbierana jako instrument osłabiający niezależność i bezstronność sądu jako organu powołanego do sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Jest to następstwem tego, że minister sprawiedliwości jako członek Rady Ministrów uczestniczy w ustalaniu polityki państwa i ją realizuje” – podkreślono w piśmie do TK.

Bez usprawiedliwienia

Z podobnych względów prezydent kwestionuje również przepis, który będzie pozwalał ministrowi sięgać po akta sądowe w celu zweryfikowania podstaw do żądania wszczęcia postępowania dyscyplinarnego względem konkretnego sędziego. I dodatkowo wytyka ustawodawcy niekonsekwencję. Otóż prawo do żądania wszczęcia dyscyplinarki przysługuje także innym podmiotom, takim jak Krajowa Rada Sądownictwa, prezes sądu apelacyjnego i okręgowego oraz kolegia tych sądów. A mimo to żaden z nich nie może żądać akt sądowych.

„Nie wydaje się tym samym usprawiedliwione, z punktu widzenia zasad racjonalności, przyznanie organowi państwa usytuowanemu poza strukturą władzy sądowniczej (...) kompetencji żądania akt sprawy sądowej, w sytuacji gdy podmioty funkcjonujące w ramach władzy sądowniczej lub z nią ściśle związane takiego uprawnienia nie mają” – przekonuje prezydent.

Dane zagrożone

Jak zauważa dalej, przekazywanie akt sądowych ministrowi nie tylko wkracza w zastrzeżoną dla sądów sferę sprawowania wymiaru sprawiedliwości, ale również wiąże się z uzyskiwaniem i przetwarzaniem danych wrażliwych uczestników postępowań. Szef resortu przed otrzymaniem akt nie będzie przecież wiedział, czy zawierają one tego typu informacje, czy też nie.

Ponadto akta będą do niego trafiały w formie niezanonimizowanej. „Oznacza to pełny dostęp do informacji w nich zawartych, w tym stanowiących dane osobowe, a w szeregu rodzaju postępowań dane wrażliwe” – podnosi prezydent. Dodatkowo ostrzega, że przekazywanie takich informacji pomiędzy organami państwa jest wkraczaniem w konstytucyjnie chronioną autonomię jednostki (art. 51 ust. 2 ustawy zasadniczej).

Prezydent uważa też, że w celu zapewnienia ministrowi możliwości efektywnego nadzoru nie jest konieczne przekazywanie mu całości akt spraw. Wystarczyłoby bowiem przedkładanie jedynie tych dokumentów, które odnoszą się do toku postępowania i nie zawierają danych wrażliwych.

Zakwestionowano również przepisy dające ministrowi prawo do przetwarzania danych osobowych zawartych w systemach teleinformatycznych: użyto w nich sformułowania, że minister „administruje systemem”. Tymczasem – jak podkreśla prezydent – termin ten nie funkcjonuje w systemie prawnym. Niezależnie od tego we wniosku wytknięto, że przepisy zawierają katalog otwarty zadań ministra związanych z owym administrowaniem. Co więcej, nie zostały przedstawione żadne racje, które przemawiałyby za przyznaniem mu uprawnienia do przetwarzania danych osób stających przed sądem.

„Trudno byłoby też wskazać obowiązki ustawowe ministra sprawiedliwości, dla realizacji których niezbędne byłoby prowadzenie właśnie przez niego centralnego rejestru informatycznego obejmującego dane osobowe wszystkich uczestników postępowań sądowych” – podkreślono we wniosku.

Z tych też względów, w ocenie prezydenta, zasadny jest zarzut naruszenia konstytucyjnych standardów ochrony prywatności oraz zasad pozyskiwania przez władze publiczne informacji o obywatelach.

Głowa państwa podkreśla, że nie ma żadnych wątpliwości, że jednym ze środków prowadzących do poprawy sprawności działania sądów jest ich informatyzacja. Jednak regulacje służące tym celom muszą być tak sformułowane, by wyraźnie wyznaczać granice działań władzy wykonawczej.

Etap legislacyjny

Ustawa skierowana do trybunału przed podpisem prezydenta