Poprzedni prezes Urzędu Zamówień Publicznych – Jacek Sadowy – został odwołany w grudniu 2013 r. Od tego czasu stanowisko to pozostaje nieobsadzone. Urzędem kieruje pełniąca obowiązki prezesa wiceprezes Izabela Jakubowska. Taka sytuacja trwa już ponad 14 miesięcy i wygląda na to, że się szybko nie skończy. Z odpowiedzi udzielonej na interpelację poselską przez Michała Deskura, sekretarza stanu i wiceszefa KPRM, nie wynika, żeby premier planowała powołanie prezesa UZP.

W interpelacji poseł Jerzy Szmit (PiS) zwrócił uwagę, że wakat odbija się na całym systemie zamówień publicznych.

„Brak przedmiotowej decyzji wywołuje coraz większy niepokój środowiska funkcjonującego w zakresie zamówień publicznych. Przedłużający się wakat na tym kluczowym stanowisku w kontekście wyzwań, z jakimi UZP musi się zmierzyć, bez wątpienia osłabia jego wiarygodność i wpływa na sprawność funkcjonowania UZP. A co więcej, godzi w autorytet władzy publicznej w Polsce, skoro premier rządu RP nie realizuje obowiązującego prawa” – napisał poseł Szmit. „To wreszcie groźba braku realizacji zadań stawianych nam przez instytucje Unii Europejskiej” – dodał, zwracając uwagę na konieczność wdrożenia nowych dyrektyw dotyczących zamówień publicznych.

Jak wynika z odpowiedzi Michała Deskura, KPRM nie widzi zagrożenia, gdyż osoba pełniąca obowiązki „zapewnia ciągłość zadań na tym stanowisku”. – Za pozbawione podstaw należy uznać sugerowanie jakichkolwiek strat dla systemu zamówień publicznych w związku z nieobsadzeniem stanowiska prezesa UZP – podkreślił wiceszef KPRM.

Idąc tym tokiem rozumowania, można uznać, że urzędy centralne w ogóle mogą się obejść bez szefów. Eksperci są odmiennego zdania.

– To bulwersujące, i to na wielu poziomach. Z jednej strony jest to osłabienie samego urzędu, a trudno wyobrazić sobie bardziej kluczowy niż UZP. Z drugiej zwyczajnie psuje kulturę instytucjonalną administracji centralnej – ocenia dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych.

– Nie zgodzę się, że osoba pełniąca obowiązki prezesa może działać równie skutecznie jak ta powołana na to stanowisko. Mam na myśli pewien oczywisty brak możliwości budowania czegoś trwalszego, brak przywódcy, który mógłby przedstawić swą wizję i program. A przede wszystkim, co widzą wszyscy uczestnicy rynku zamówień publicznych, utrwalający się stan tymczasowości – dodaje Tomasz Czajkowski, były prezes UZP.

Z kolei Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan, zwraca uwagę na konieczność reformy całego systemu. – Bez osoby w pełni umocowanej na stanowisku prezesa UZP trudno mi uwierzyć, by taka reforma się udała – ocenia.

Poseł Jerzy Szmit spytał też, dlaczego premier nie powołała osoby rekomendowanej jej przez komisję konkursową – Małgorzaty Stręciwilk.

– Zarekomendowanie przez zespół ds. naboru kandydata na stanowisko prezesa UZP, podobnie jak na każde inne kierownicze stanowisko państwowe, nie oznacza, że prezes Rady Ministrów jest zobligowany powołać osobę na dane stanowisko. Prezes RM zgodnie z art. 148 ust. 7 konstytucji jest zwierzchnikiem służbowym pracowników administracji rządowej i w ramach ustawowych kompetencji samodzielnie kształtuje politykę kadrową w administracji rządowej, nie będąc przy tym związanym rekomendacjami zespołów rekrutacyjnych – odpowiedział Michał Deskur.

Zdaniem specjalistów taka praktyka jest niepokojąca.

– Oczywiście premier ma wolną rękę. Pojawia się jednak pytanie, po co ogłaszano nabór na to stanowisko, skoro ostatecznie nikogo nie powołano. Ileś osób zgłosiło swą kandydaturę i wystartowało w konkursie, specjalnie powołany w tym celu zespół wskazał jego zwycięzcę i na tym procedura się urwała. Opinia publiczna nigdy się nie dowiedziała, co zdecydowało o takiej, a nie innej decyzji premier Ewy Kopacz – zauważa Tomasz Czajkowski, były prezes UZP.