Ustawa o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym (Dz.U. z 2010 r. nr 7, poz. 44) obowiązuje od niespełna 5 lat, a już doczekała się powszechnej krytyki środowiska prawniczego.

Zdaniem wielu prawników nieprecyzyjne przepisy powodowały, że sądy nagminnie odrzucały pozwy zbiorowe w sprawach najbardziej bulwersujących opinię publiczną. Przykład? Amber Gold. Sądy tłumaczyły, że sytuacja każdego wierzyciela jest inna, różne są kwoty do odzyskania – dlatego też poszkodowani powinni dochodzić odpowiedzialności w postępowaniach indywidualnych.

Przełom

To zmieni się po przedwczorajszym postanowieniu Sądu Najwyższego w sprawie katastrofy hali MTK (sygn. akt I CSK 533/14), z którego jasno wynika: ustawa, a co za tym idzie postępowania grupowe, ma służyć ludziom, więc nie można czytać przepisów dosłownie, wbrew intencji ustawodawcy.

– Nie ma doskonałego prawa. I ta ustawa także jest niedoskonała. Ale od tego są sądy, aby powstawała wykładnia odpowiadająca celowi ustaw – wyjaśniała sędzia SN Irena Gromska-Szuster. A zamiarem ustawodawcy, jak tłumaczyła sędzia, bez wątpienia było to, aby w postępowaniu grupowym rozpatrywano najważniejsze sprawy, te, w których wyrządzono ludziom największe szkody.

– Moim zdaniem to nawet nie jest światełko w tunelu, lecz jasno świecące światło – twierdzi Adam Car, adwokat, który reprezentuje rodziny ofiar katastrofy hali MTK.

Jan Kieszczyński, prawnik w kancelarii Kocur & Partners, uważa postanowienie SN za bardzo ciekawe. Ale zarazem sugeruje zainteresowanym, by zaczekali na pisemne uzasadnienie. Jak bowiem podkreślają eksperci – nie zawsze mocno zaakcentowane wątki w ustnym uzasadnieniu znajdują w nim odzwierciedlenie. A sędziowie traktujący ostatnie postanowienie SN jako wzór będą patrzyli właśnie na pisemną argumentację.

Taktyka procesowa

Kluczowy wątek prawny dotyczy tego, na ile jednolita musi być grupa powodów. Do niedawna sądy stwierdzały, że najmniejsze różnice między poszkodowanymi są niedopuszczalne. Sąd Najwyższy uznał to jednak za wypaczenie prawa. Jego zdaniem jednorodność grupy musi dotyczyć samego zdarzenia oraz opierać się na tej samej podstawie prawnej. Inne kwestie różniące od siebie powodów można wyjaśniać na dalszym etapie postępowania, nie zaś wtedy, gdy podejmuje się decyzję o dopuszczeniu wniosku do rozpatrzenia.

Ta sytuacja jednak dotyczy przede wszystkim spraw o ustalenie odpowiedzialności pozwanego. Ustawa o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym pozwala bowiem na zastosowanie dwóch taktyk procesowych: albo grupa powodów domaga się od razu zapłaty (wnioskuje o zasądzenie), albo chce jedynie określenia odpowiedzialności konkretnego podmiotu (wnioskuje o ustalenie). – Ta druga metoda wydaje mi się lepsza. Powodowie – jeśli sąd stwierdzi, że odpowiedzialny jest podmiot X – konkretnych kwot będą dochodzić indywidualnie lub, co bardziej prawdopodobne, podmiot odpowiedzialny będzie dążył do zawarcia ugody – mówi Adam Car.

Jak twierdzi Iwo Gabrysiak, partner i szef praktyki postępowań sądowych i administracyjnych w kancelarii Wierzbowski Eversheds, która reprezentowała setki „nabitych w mBank” i wygrała dla nich sprawę, tendencja wnioskowania o ustalenie odpowiedzialności będzie się nasilała.

– Pozwanymi często są wielkie firmy, więc trzeba się spodziewać trudnego procesu. Samo ustalenie odpowiedzialnego jest prostsze niż wygranie w sądzie konkretnej kwoty – mówi mec. Gabrysiak. – Gdy ma się w dłoni wyrok stwierdzający czyjąś odpowiedzialność, najczęściej jedynie kwestią czasu jest uzyskanie zapłaty – dodaje.

Ułatwienia w prowadzeniu postępowań grupowych wiązać się jednak będą z większymi trudnościami w skonstruowaniu grupy. Jak przyznają prawnicy, klienci często chcą szybkiej wygranej. A przy powództwie o ustalenie co prawda szanse na wygraną mogą być większe, jednak argument, że po wygranym procesie dalej trzeba będzie się sądzić o zapłatę, wielu poszkodowanych może odstraszać.