Paniki jednak w ministerstwie nie ma, bo tam wykształciła się specyficzna szkoła interpretacji przepisów. Zgodnie z nią, jeśli w rozporządzeniu stoi, że pełnomocnikiem jest sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Infrastruktury, to wiadomo, że chodzi o Rynasiewicza. Dowód? Rynasiewicz jest też pełnomocnikiem rządu ds. zarządzania infrastrukturą drogową, a rozporządzenie o jego powołaniu przewiduje, że funkcję tę pełni sekretarz stanu w MIR. I także w momencie ogłoszenia tego rozporządzenia sekretarzy było dwóch.

Piotr Szymaniak, dziennikarz Gazety Prawnej

Piotr Szymaniak, dziennikarz Gazety Prawnej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Mniejsza jednak o personalia. Zastanawiają się państwo pewnie nad sensem powołania pełnomocnika ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego, zwłaszcza że przy ministerstwie działa już Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Otóż Rada Ministrów doszła do wniosku, że nie ma jednego organu koordynującego, który będzie „planował, monitorował i weryfikował realizację zadań na rzecz poprawy bezpieczeństwa”. Pełnomocnik raz na pół roku ma składać premierowi sprawozdania ze swojej działalności. Nie zakładam wcale, że Zbigniew Rynasiewicz będzie złym pełnomocnikiem. Zakładam za to, że nie będzie nim wiecznie, więc co w przypadku, gdy sprawozdanie nie zostanie przyjęte przez premiera? Nic. A co, jeśli sprawozdania nie złoży wcale? No, też nic. A jeśli kwestia poprawy bezpieczeństwa nie będzie mu specjalnie na sercu leżała, czy też snu z powiek spędzała? Znów niewiele. Bo odwołać kogoś z funkcji pełnomocnika można będzie tylko odwołując go z funkcji sekretarza stanu.

Prędzej kaktus mi na dłoni wyrośnie, niż kiedykolwiek jakiś sekretarz stanu rozstanie się ze stanowiskiem ze względu na niewywiązywanie się funkcji pełnomocnika ds. bezpieczeństwa na drogach. Ale – jak czytamy w uzasadnieniu rozporządzenia – pełnomocnik to same oszczędności. „Mając na uwadze jednostkowy koszt ofiary śmiertelnej na polskich drogach, który wynosi ponad 2 mln zł, jeżeli wprowadzenie powyższych zmian przyczyni się do uratowania chociaż jednej osoby zabitej, szacowane oszczędności wyniosą ponad 2 mln zł rocznie”.

Przysięgam, że tego nie wymyśliłem.