Projekt nowelizacji kodeksu karnego, kodeksu wykroczeń i kodeksu karnego wykonawczego to pokłosie tragicznego wypadku z Kamienia Pomorskiego, gdzie na początku roku pijany kierowca wjechał w grupę pieszych. Sześć osób zabił na miejscu, dwie poważnie ranił. Już tydzień po tym wydarzeniu premier Donald Tusk przedstawił podstawowe zmiany w przepisach, z których większość znalazła się w przygotowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekcie.

W miarę procesu legislacyjnego coraz bardziej jednak widać, że propozycje – choć prawdopodobnie zyskają uznanie społeczne – zostały przygotowane bez dostatecznego namysłu.

Projekt przewiduje m.in. wydłużenie okresu, na jaki orzeka się zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów wobec pijanych sprawców wypadków lub tych, którzy zbiegli z miejsca zdarzenia. Obecnie można odebrać im uprawnienia na okres od roku do 10 lat. MS chce, aby w takich sytuacjach prawo jazdy było odbierane na minimum 3 lata, a maksimum na 15. Z kolei pijani kierowcy, którzy spowodują wypadek śmiertelny, mają tracić prawo jazdy na zawsze. Tak samo ci złapani na podwójnym gazie, którzy jechali już bez uprawnień, utraconych wcześniej za pijaństwo.

Różne sytuacje wymagają różnych reakcji

Obydwie te propozycje zdecydowanie negatywnie ocenia Krajowa Rada Sądownictwa. „Uzasadnienie do projektu nie wskazuje żadnych argumentów, które przemawiałyby za taką regulacją w kontekście osiągnięcia celów projektowanych zmian” – czytamy w opinii KRS.

Zdaniem sędziów obowiązujące regulacje prawne służące zwalczaniu przestępczości drogowej tworzą bardzo szerokie ramy możliwej reakcji oraz pozostawiają sądom niezbędny margines swobody w zakresie doboru kar i środków karnych. Pozwala to na uwzględnienie różnorodnych stanów faktycznych i okoliczności zdarzeń oraz indywidualizowanie odpowiedzialności karnej.

Za nietrafny należy również – zdaniem KRS – uznać pomysł obligatoryjnych nawiązek w przypadku czynów z art. 178a par. 1 i 4 kodeksu karnego. MS chce, aby pijany kierowca (par. 1) wnosił min. 5 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Recydywista zapłacić ma dwa razy więcej. W przypadku spowodowania wypadku po alkoholu (par. 4) nawiązkę (min. 10 tys. zł) będzie trzeba zasądzić na rzecz pokrzywdzonego lub rodziny ofiary (jeśli śmierć znacznie pogorszyła sytuację życiową rodziny).

Sędziowie wskazują, że kodeks karny przez pięć lat – do 2005 r. – przewidywał już obligatoryjne orzeczenie świadczenia pieniężnego. Te przepisy nie sprawdziły się jednak, bo w wielu przypadkach nawet najniższe świadczenie było nadmiernie dolegliwe dla sprawcy. A nie obowiązywało wówczas żadne minimum zasądzanego świadczenia. Tym bardziej więc w przypadku ustanowienia dolnej granicy na poziomie 5 tys. i 10 tys. zł wyegzekwowanie tej kwoty będzie często nierealne. KRS dziwi się zatem, że rząd chce przywrócić rozwiązanie, które kiedyś funkcjonowało i zostało negatywnie zweryfikowane w praktyce.

– Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której trzeba orzec nawiązkę w wysokości 5 tys. zł wobec bezrobotnego, utrzymującego się z prac dorywczych, który ma na utrzymaniu żonę i kilkoro dzieci. Zastosowanie takiego środka karnego, oprócz grzywny czy innych sankcji, będzie miało tragiczne skutki nie tylko dla sprawcy, ale i jego rodziny – obrazuje sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu, który na co dzień orzeka w sprawach pijanych kierowców.

– Zawężanie możliwości zindywidualizowanego orzekania pod wpływem najtragiczniejszego nawet zdarzenia jest błędnym kierunkiem postępowania. Jest to działanie populistyczne i wykorzystywanie tragedii do doraźnych celów politycznych. Zagraża to nie tylko niezawisłości sędziowskiej, ale przede wszystkim stabilności prawa – ocenia sędzia.

Wzrost wpływu zamiast wzrostu bezpieczeństwa

KRS sprzeciwia się również wprowadzeniu do k.k. nowego przepisu art. 180a. Przewiduje on karę do dwóch lat pozbawienia wolności dla kierowcy, który utracił prawo jazdy z powodu alkoholu, ale po upływie zakazu prowadzenia nie zdał ponownie egzaminu. Jednocześnie jazda bez uprawnień dla osoby, która nigdy prawa jazdy nie miała, nadal będzie stanowiła tylko wykroczenie. „Proponowany zabieg legislacyjny, zamiast przyczyniać się do wzrostu poziomu bezpieczeństwa na drogach, w istocie doprowadzi wyłącznie do zwiększenia liczby spraw karnych” – prognozuje KRS. Jej zdaniem powinno się wprowadzić zaostrzoną odpowiedzialność, ale w ramach kodeksu wykroczeń.

– Ilu z tych kierowców, którzy nie zdali ponownie egzaminu, będzie w ogóle wiedziało, że wsiadając za kółko, popełniają przestępstwo, nawet kiedy nie łamią żadnych przepisów ruchu drogowego – pyta sędzia Puchalski.

Zwłaszcza że projektowane rozwiązanie prowadzi do przekształcenia czynu polegającego na jeździe bez uprawnień w czyn przepołowiony. Warto przypomnieć, że zastrzeżenia do tej propozycji zgłaszali też konstytucjonaliści. Zdaniem dr. Ryszarda Piotrowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, pomysł ministerstwa jest kontrowersyjny z punktu widzenia zasad proporcjonalności oraz równości.

Choć w projekcie nie znalazł się ostatecznie zapis zobowiązujący wszystkich kierowców do posiadania w aucie alkomatu, to Ministerstwo Sprawiedliwości chce wprowadzenia alkolocków. Obowiązek instalowania urządzenia, które uniemożliwia uruchomienie samochodu w przypadku, gdy poziom alkoholu przekracza 0,1 mg w 1 dm3 wydychanego powietrza, mieliby ci, którym odebrano uprawnienia za jazdę w stanie nietrzeźwości. Tylko, że wymóg ten uruchamiałby się dopiero po upływie okresu, na który zostanie im orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów, a więc przynajmniej po trzech latach. Zdaniem ekspertów stosowanie alkolocków powinno zaś być alternatywą dla zabierania prawa jazdy. Zwłaszcza że wielu kierowców jeździ bez prawka, łamiąc sądowe zakazy. Oczywiście jazda w okresie zakazu – czy to na trzeźwo, czy po alkoholu – stanowi przestępstwo, ale kierowca poniesie konsekwencje tylko wtedy, gdy zostanie złapany. Jeśli zmuszony zaś będzie jeździć z alkolockiem, pijany z pewnością nie wyruszy w trasę.

Dziś Rada Ministrów, rozważając projekt MS, weźmie jednak również pod uwagę rozwiązanie wariantowe, zaproponowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Ten projekt przewiduje m.in. zdefiniowanie pojęcia rażącego przekroczenia prędkości jako jazdę o 50 km/h szybszą, niż na to zezwalają znaki. Miałaby ona skutkować obowiązkowym odebraniem prawa jazdy.

Etap legislacyjny

Projekt przed akceptacją Rady Ministrów