Nie grozi to jednak blokadą krajowych punktów kontaktowych, utworzonych w państwach UE dla wymiany informacji o kierowcach łamiących przepisy ruchu drogowego. TS utrzymał bowiem skutki nieważnej od 6 maja 2014 r. dyrektywy do czasu wejścia w życie nowej, opartej na właściwej podstawie prawnej. Zaznaczył przy tym, że proces legislacyjny nie powinien tym razem trwać dłużej niż dwanaście miesięcy. Kiedy więc wejdzie już w życie nowa dyrektywa, państwa członkowskie, także Polska, będą musiały tak poprawić swoje regulacje, żeby przywołały one nową unijną podstawę prawną.

Przeciąganie liny

Tym razem spór między Komisją Europejską a Parlamentem Europejskim i Radą UE toczył się nie wokół zasadności obowiązywania przepisów o międzynarodowej współpracy w sprawach związanych ze ściganiem i karaniem za wykroczenia czy przestępstwa drogowe, lecz wokół tego, kto ma rację w ocenie podstawy ustanowienia tego prawa.

KE zażądała stwierdzenia nieważności dyrektywy 2011/82/UE, dowodząc, że została ona przyjęta na podstawie niewłaściwego przepisu Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE). Zdaniem Komisji cel i treść dyrektywy wchodzą bowiem w zakres polityki transportowej. Generalną jej zasadą ma być poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego. Dlatego KE zażądała uchwalenia dyrektywy ponownie: na podstawie art. 91 TFUE, mówiącego o stanowieniu środków poprawiających bezpieczeństwo, a nie opartej na art. 87 TFUE, dotyczącym współpracy policyjnej w dziedzinie gromadzenia, przechowywania, przetwarzania, analizowania i wymiany istotnych informacji w dziedzinie badań kryminalistycznych.

Parlament i Rada wyjaśniały jednak trybunałowi, że za karne – w rozumieniu TFUE – należy uważać wszystkie normy, których celem jest obrona dóbr tradycyjnie chronionych przez prawo karne właśnie (życie, nietykalność fizyczna, własność itp.). Dlatego dyrektywa, realizując cele określone w przepisach traktatu mówiących o współpracy policyjnej, nie może się opierać wyłącznie na tak słabej podstawie, jak upoważnienie do poprawiania bezpieczeństwa transportu.

Bezpieczeństwo, nie kara

Trybunał przyznał jednak rację Komisji. Orzekł, że wprawdzie sporna dyrektywa wdraża system transgranicznej wymiany informacji o przestępstwach i wykroczeniach popełnianych na drogach państw członkowskich, niemniej dominującym jej celem jest poprawa bezpieczeństwa transportu. System wymiany danych kierowców podejrzanych o: przekroczenie dopuszczalnej prędkości, niezapinanie pasów bezpieczeństwa, niezatrzymywanie się na czerwonym świetle, jeżdżenie po alkoholu lub narkotykach, używanie niedozwolonej części drogi, lekceważenie konieczności noszenia kasków na motocyklach czy rozmawianie w czasie prowadzenia auta przez telefon, służy bowiem temu właśnie, by można było bezpieczniej poruszać się po drogach Unii. Dopiero w drugiej kolejności – zdaniem sędziów TS – dyrektywa ma pomagać w zapobieganiu przestępstwom lub ich wykrywaniu i ściganiu.

I nie przeszkadza temu jej motyw 7, który mówi, że ma zwiększyć efekt odstraszający i zachęcić do ostrożniejszej jazdy kierowców pojazdów zarejestrowanych w innym państwie niż to, w którym zostało złamane prawo. Tym bardziej że w motywie 2 zapisano też, iż dyrektywa ma poprawić ściągalność kar za wykroczenia i przestępstwa drogowe popełnione w innym państwie niż to, z którego pochodzi i kierowca, i samochód.

ORZECZNICTWO

Wyrok TSUE z 6 maja 2014 r. w sprawie C-43/12.