statystyki

Prawnicy: Porażka PGP to również wina przepisów

autor: Anna Krzyżanowska04.04.2014, 07:35; Aktualizacja: 04.04.2014, 10:42

W opinii prawników doświadczenia ostatnich miesięcy wykazały nie tylko brak przygotowania PGP do wykonywania powierzonych zadań, ale i obnażyły wady systemowe.

Reklama


Reklama


Jeśli rzeczywiście chce się usprawnić działanie wymiaru sprawiedliwości, a nawet jeśli chce się uchronić wymiar sprawiedliwości od całkowitej zapaści, należy pilnie znowelizować przepisy procesowe regulujące zasady doręczania korespondencji sądowej oraz zasady korespondowania z sądami. Bez prawidłowo działającego systemu obiegu korespondencji nie jest bowiem możliwe sprawne rozpoznawanie spraw sądowych. Zmiany systemu doręczeń muszą mieć jednak charakter wielopłaszczyznowy. Wcale nie jest najistotniejszą kwestią głośna sprawa wyboru nowego operatora pocztowego, który będzie świadczył usługi pocztowe dla sądów, choć rzeczywiście zmiana operatora ujawniła nie tylko wiele niespotykanych dotąd zagrożeń, ale również szereg niedoskonałości obowiązujących regulacji prawnych.

Truizmem jest twierdzenie, że korespondencja z sądów musi sprawnie, na czas i bezpiecznie docierać do adresatów. Jeśli się tego nie zagwarantuje, to skutki będą opłakane. Masowe odraczanie rozpraw z uwagi na brak dowodów doręczenia pism sądowych przekładać się musi na spadek tempa rozpoznawania spraw sądowych. Dlatego dziwi, że prawnie określone standardy doręczania korespondencji wiążą tylko operatora wyznaczonego – Pocztę Polską, a już nie wiążą innych operatorów zajmujących się faktycznie wykonywaniem usług pocztowych na zlecenie sądów. Lecz to nie największe zagrożenie. Znacznie groźniejsze skutki społeczne związane są z systemem doręczeń zastępczych. Jeśli adresat nie podejmie w terminie awizowanej korespondencji, sąd uzna, że została ona doręczona w ostatnim dniu terminu przeznaczonego na podjęcie awizowanego listu. Skutkiem tego jest uznanie, że rozpoczął się bieg terminów procesowych, a ujemne skutki upływu tych terminów, włącznie z prawomocnym przegraniem sprawy, obciążają adresata. Dziś nie ma jednak gwarancji, że listonosz pozostawił w skrzynce prawidłowo wypełnione awizo dla nieobecnego adresata. I czy doręczył drugie awizo. A dowodów błędów w awizowaniu korespondencji jest aż nadto. Niestety zbyt często słyszy się również o oszustwach listonoszy, którzy wcale nie wypełniają i nie zostawiają awiza w skrzynce. Dlaczego? Bo za znacznie więcej pracy związanej ze żmudnym wypełnieniem druczku awiza doręczyciele dostają znacznie mniejsze wynagrodzenie niż za bezpośrednie doręczenie listu. Sprawdza się więc zasada, jaka praca taka płaca, tym bardziej że nieuczciwość trudna jest do udowodnienia.

Zbyt często obywatel narażony jest więc na to, iż przegra sprawę, nawet nie wiedząc, że gra się rozpoczęła. A gdy podejmie obronę, składając choćby wniosek o przywrócenie terminu, musi udowodnić, iż listonosz nie wykonał obowiązku pozostawienia awiza w skrzynce. To często zadanie wręcz niewykonalne. Nowoczesne technologie dają jednak warte przemyśleń rozwiązania, np. możliwość przechowywania w systemie informatycznym operatora pocztowego fotografii wypełnionego druku awiza jako dowodu pozwalającego zweryfikować sposób wykonania obowiązku awizowania listu sądowego. Jeśli chce się zagwarantować obywatelom ochronę przed nadużyciami na tym polu, to konieczne jest prawne usankcjonowanie obowiązku gromadzenia przez operatora dowodów prawidłowości awizowania korespondencji sądowej. Rzecz jednak również w tym, że przepisy procesowe nie precyzują jednoznacznie terminu odbioru listu z awiza. W postępowaniu cywilnym termin odbioru awizowanej przesyłki uzależniony jest od dnia, w którym pozostawiono w skrzynce pierwsze oraz drugie awizo. Przez lata działalności Poczty Polskiej przyzwyczailiśmy się, że na odbiór awizowanego listu mamy czternaście dni. Ale z przepisów kodeksu postępowania cywilnego i rozporządzenia wykonawczego w sprawie doręczeń wynika, że to co najmniej szesnaście dni, zakładając, że listonosz drugie awizo pozostawił w skrzynce następnego dnia po upływie pierwszego tygodnia na odbiór listu. Jeśli listonosz doręczył drugie awizo później, termin odbioru automatycznie ulegnie wydłużeniu. Czy jednak sprawiedliwy jest system, który premiuje dodatkowym czasem na odbiór listu sądowego tych, którzy przez złą organizację pracy listonosza drugie awizo otrzymali później?

Zagadką dla mnie pozostanie, dlaczego sąd może wysyłać korespondencję za pośrednictwem dowolnego operatora pocztowego, zaś obywatel, by mieć pewność dotrzymania terminu w sprawach niekarnych, może korzystać jedynie z usług operatora wyznaczonego – Poczty Polskiej, względnie z dowolnego operatora, ale działającego za granicą. Oraz dlaczego w sprawach karnych listy do sądu mogą być wysyłane – z zachowaniem terminu procesowego - za pośrednictwem dowolnego operatora działającego zgodnie z prawem pocztowym, a w innych postępowaniach sądowych już nie ma takiej możliwości. W sprawach cywilnych pilnie należy zwolnić prawników z uciążliwego i kosztownego obowiązku dołączania do pisma przeznaczonego dla sądu dowodu nadania odpisów pism dla innych pełnomocników procesowych. Obowiązek ten powoduje, że nadawca, oprócz mnóstwa czasu, bezpowrotnie traci urzędowy dowód nadania listu, potrzebny mu choćby do zgłoszenia reklamacji przesyłki. Zmiana wcale nie musi polegać na przywróceniu obowiązku doręczania odpisów pism procesowych przez sądy. Wystarczy, by pełnomocnik złożył sądowi pisemne oświadczenie, że wysłał odpisy pism pełnomocnikom innych uczestników.By nie pozostawić wrażenia, że w sprawie systemu doręczania korespondencji sądowej „diabeł tkwi w szczegółach”, warto przypomnieć, że jakiś czas temu przyjęto przepisy likwidujące obowiązek meldunkowy. Czekająca na wejście w życie nowelizacja będzie miała konsekwencje również dla systemu doręczeń korespondencji sądowej. Nie tylko zniknie bowiem obowiązek wskazywania adresu, pod którym obywatel przebywa z zamiarem stałego pobytu (adresu zameldowania, czasem błędnie utożsamianego z adresem zamieszkania), ale również sukcesywnie zlikwidowane zostaną bazy danych gromadzące informacje o adresach obywateli. Nie będzie więc źródła, z którego osoba mająca interes prawny mogłaby ustalić adres swojegoprzeciwnika procesowego. Nie będzie urzędowego źródła ustalania adresów dla doręczeń korespondencji kierowanej do osób fizycznych w różnego rodzaju postępowaniach: karnych, cywilnych, sadowo-administracyjnych, podatkowych, administracyjnych. Nie będzie zbioru adresów świadków, pokrzywdzonych, oskarżonych, pozwanych, stron. A wówczas powstanie kolosalny problem, jak sąd czy inni uczestnicy różnorakich postępowań mają się komunikować z osobami, których adresów zamieszkania nie posiadają, względnie których adresy okazały się, bez winy odbiorcy, niewłaściwe. Paradoksalnie jednak tykająca bomba „adresowa” może okazać się katalizatorem potrzebnych zmian. Być może znowu z rozwiązaniem przyjdzie nowoczesna technologia, a bazy adresów zamieszkania (bo już raczej nie zameldowania) będą mogły być uzupełniane adresami e-mailowymidla celów doręczania korespondencji sądowej. Bo przecież rewolucja informatyczna coraz mocniej dobija się do wymiaru sprawiedliwości. Jak choćby już dawno zapowiadana reforma polegająca na wprowadzeniu do przepisów procedur sądowych instytucji elektronicznego biura podawczego. Bez tej zmiany system korespondencji papierowej wcześniej czy później zatka wymiar sprawiedliwości na amen.

Czy lekarstwem na problemy z doręczeniami korespondencji sądowej może być sądowa służba doręczeniowa? Na to pytanie część z sędziów odpowiada twierdząco. W mojej ocenie jednak nie do końca słusznie. Trzeba bowiem przypomnieć, że próby tworzenia takiej służby – bez większych efektów – były już kiedyś podejmowane między innymi w Krakowie. Asumptem do działań było wciąż obowiązujące rozporządzenie ministra sprawiedliwości w sprawie warunków organizacji oraz struktury sądowej służby doręczeniowej. Akt ten miał stanowić remedium na przewlekłość postępowań. We wspomnianym rozporządzeniu określono, że służba doręczeniowa ma być częścią oddziału administracyjnego sądu. W jej skład zaś mogą wejść zarówno pracownicy zatrudnieni w celu dokonywania doręczeń, jak i inni pracownicy sądu, którzy na podstawie dodatkowej umowy cywilnoprawnej doręczać mają pisma sądowe poza godzinami urzędowania sądów.

Początkowo optymistycznie zakładano, że doręczaniem korespondencji w całości – bez konieczności angażowania dodatkowych osób – zajmować się będą po godzinach pracy wyłącznie pracownicy sądów. Argumentowano, że zaletą takiej formy doręczania jest szybkość i kompetencja sądowych listonoszy. Pracownicy sądów byli bowiem należycie przeszkoleni i wiedzieli, jaką adnotacje na danym dokumencie zostawić w przypadku, gdy ktoś np. odmawia odbioru korespondencji. Znali też zasady i byli świadomi wagi awizacji – z tym zaś zarówno za czasów Poczty Polskiej, jak i obecnie za Polskiej Grupy Pocztowej i InPostu różnie bywało i bywa. Minusem był oczywiście fakt, że doręczenie możliwe było jedynie w sytuacji, gdy strona mieszkała w niedalekiej odległości od sądu. Zdawano sobie więc sprawę, że bez sporych nakładów finansowych niemożliwe jest pokrycie przez sądową służbę doręczeniową obszaru całej apelacji, Polski – nie mówiąc już o Europie.

Wszystkie te argumenty aktualne są również i teraz, kiedy po raz kolejny występują problemy z doręczaniem korespondencji z sądów i ponownie pojawiają się głosy, by zrealizować pomysł sprzed lat, i to na szeroką skalę.

Powołanie służby doręczeniowej miałoby sens jednak jedynie wtedy, gdybyśmy optymistycznie założyli że dokonywane przez nią doręczenia będą:

● skuteczniejsze

● szybsze i profesjonalnie wykonywane,

● a także tańsze.

Czy wszystkie te przesłanki możliwe są obecnie do spełnienia? W mojej ocenie nie. Pierwszy powód to braki kadrowe wśród pracowników sądów, którzy są już dziś na tyle dociążeni pracą, że z pewnością w większości nie byliby zainteresowani podjęciem dodatkowych zadań. To samo tyczy się woźnych sądowych. Nie ma też sensu mnożyć bytów i zaprzęgać do tego kolejnej wyłonionej w przetargu profesjonalnej firmy.

Jedynie co pozostaje, to wymagać, by obecny operator pocztowy zobowiązany od Nowego Roku do doręczenia przesyłek z sądów i prokuratur prawidłowo wypełniał swoje zadania.

Była pani za uwolnieniem rynku pocztowego?

Magdalena Matusiak-Frącczak adwokat

Magdalena Matusiak-Frącczak adwokat

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Oczywiście, że tak. Konkurencja przydaje się na każdym rynku. Również Poczcie Polskiej, chociażby po to, aby podnosiła standardy obsługi przy zachowaniu rozsądnych i atrakcyjnych cen. I to wcale nie jest tak, że z nadejściem nowej ery doręczeń sądowych zapomniałam o wpadkach Poczty Polskiej. Wiele osób zapewne pamięta kolejki, zamknięte okienka. Zdarzały się błędy w awizowaniu czy wrzucanie awiz do skrzynki, gdy domownik był w domu, zwłaszcza w budynkach wielorodzinnych.

Poczcie Polskiej konkurencja jednak już zrobiła dobrze – podniesienie poziomu świadczonych usług jest zauważalne. Niemniej otwarcie każdego rynku powinno odbywać się z głową, aby przypadkiem nie wylać dziecka z kąpielą. U nas o otwarciu rynku – wszystko jedno jakiego – myśli się wyłącznie w kategoriach ceny, zapominając o jakości. Wskazuje się, że jak ktoś będzie miał towar czy usługę kiepskiej jakości, to najwyżej klienci nie będą u niego kupować. Pytanie tylko, czy warto od razu wszystko stawiać na wolnoamerykankę i liczyć się z tym, że będą ofiary (ktoś się musi naciąć na towar/ wadliwą usługę, żeby rynek wiedział, które towary/usługi są kiepskiej jakości), czy też ewentualnie minimalizować ryzyko?

Jak więc po paru miesiącach w nowej rzeczywistości podchodzi pani do nowego operatora doręczającego listy z sądów i prokuratur? Pojawiła się tęsknota za Pocztą...

Trochę tak, choć akurat w mojej okolicy jeszcze nie jest najgorzej. Są koleżanki i koledzy, którzy pocztę dostają regularnie, a są i tacy, którzy swojej korespondencji muszą szukać lub czekają na listy jeszcze ze stycznia. Dla mnie najbardziej uciążliwe są godziny otwarcia punktów odbioru korespondencji, muszę sobie specjalnie organizować dzień na jej odbiór, gdyż punkt przy mojej kancelarii czynny jest do godz. 17, więc muszę tam trafić jeszcze przed rozpoczęciem pracy z klientami.

Biorąc pod uwagę opisywane w mediach historie, wygląda na to, że ma pani szczęście. Niemal codziennie słyszymy, że a to ktoś odebrał w Małpce nie swój akt oskarżenia, z sądów spadły dziesiątki spraw, listy z sądów odnaleziono w lesie, a drugie awiza dostały nóg i nikt ich nie widział. Zna pani podobne sprawy?

Jeśli chodzi o ten akt oskarżenia, to pamiętam, że chodziło o klienta mec. Francesco Goldoniego z Obornik. W praktyce jednak najczęściej występują problemy z tym, że listy – w tym wezwania na rozprawy– nie wiedzieć czemu nie docierają do wszystkich stron. Ostatnio na przykład mec. Ewa Stępniak z Lublina miała kończyć 14-letnią sprawę karną w Warszawie – niedługo ustaje karalność czynu, którego sprawa dotyczy. Sąd w lutym wyznaczył rozprawę na 27 marca 2014 r. Mec. Stępniak dostała wezwanie e-mailem, poprosiła o taką formę, gdyż w Lublinie doręczenia nie funkcjonują zbyt dobrze. Na rozprawę przyjechał świadek z USA. Sprawa się jednak nie odbyła, bo nie było jednego z oskarżonych. Ta sama prawniczka ma również sprawę trwającą już niemalże 10 lat w Zamościu. Oskarżony jest pozbawiony wolności, rozprawy są wyznaczone po trzy razy w tygodniu i spadają ze względu na nieobecność niepowiadomionych o terminach świadków. W efekcie czego sąd zaczął doręczać wezwania za pośrednictwem policji.

Z kolei mecenas Ilona Nowakowska-Góra z Piotrkowa Trybunalskiego dostała ostatnio awizo do odbioru w kiosku Ruchu. Problem jednak w tym, że pod jednym adresem były dwa takie kioski – jeden zamknięty, w drugim zaś nic nie wiedzieli o jej korespondencji.

Dla mnie największy problem jest jednak z czasem, jaki upływa od przyjęcia pisma przez operatora (według daty jego stempla) do daty pozostawienia pierwszego awiza. Problem kumulacji doręczeń niestety nadal istnieje.

Z awizacją podobno też nie jest najlepiej...

To już zupełnie inny problem, ale to prawda – awizacja jest całkowicie nieprawidłowa. Dostaję awiza wystawione na od 14 do 17 dni, zamiast siedmiu, jak kodeks przykazał. Zdarzyło mi się też odebrać korespondencję po terminie, w którym powinna mieć miejsce druga awizacja. Wszystko dlatego, że drugich awiz do skrzynki po prostu nie dostałam, a informację o nich znalazłam na stronie PGP. Co ciekawe, gdy już listy w końcu odebrałam, na części kopert została wpisana data rzekomej drugiej awizacji, na części zaś były pozostawione puste pola. To oczywiście rodzi pytanie, co się miało z tymi polami stać, gdyby termin na odbiór upłynął? Czy byłyby zwrócone do sądu niewypełnione, co wiązałoby się z koniecznością uwzględnienia przez operatora reklamacji, czy też może wpisane byłyby daty „dokonania” czynności wynikające z przepisów prawa?

O unormowanie sytuacji z doręczeniami walczy Naczelna Rada Adwokacka. W kontekście tych działań, podejmowanych także przez inne podmioty, nie przebija się jednak informacja, co obecne zamieszanie może znaczyć dla statystycznego Kowalskiego. O jakie zagrożenia chodzi?

Zagrożeń jest kilka. Najbardziej chyba poważne to instytucja fikcji doręczenia, która najogólniej rzecz ujmując, polega na tym, że pismo dwukrotnie awizowane uznaje się za odebrane. Może się więc okazać, że ktoś przegrał sprawę, choć nawet o niej nie wiedział. Na Poczcie Polskiej to ryzyko było minimalizowane – szłam do placówki i tam pracownik po moim nazwisku lub adresie sprawdzał, czy jest dla mnie korespondencja. Nawet więc jak gdzieś zdarzył się błąd ludzki i np. listonosz nie zostawił awiza – co zdarzało się zarówno za bytności Poczty Polskiej jak i obecnie – to jednak zawsze był ten bezpiecznik w postaci sprawdzenia przesyłek w placówce czy chociażby drugiego awiza. Teraz albo mam awizo i odbieram, albo nie mam jak się dowiedzieć, czy są do mnie jakieś przesyłki. Drugie awizo bowiem, jak już zostało to wskazane, rzeczywiście fizycznie zostawiane nie jest, przynajmniej nie u mnie.

Inne zagrożenia wiążą się z kolei z terminem rozpoznawania spraw sądowych. Zwłaszcza w sądach w dużych miastach, gdzie na rozprawę czeka się po kilka miesięcy. Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy na sprawę przyjeżdża tylko część stron i pełnomocników, a brak jest zwrotek od pozostałych. Sprawa przedłuży się o kolejne kilka miesięcy.

Stąd też apel nowego operatora, by sądy wysyłały przesyłki przynajmniej z 37-dniowym wyprzedzeniem.

I to już samo w sobie jest absurdem. Już przecież w kodeksie postępowania karnego zostało określone, że przerwa w rozprawie może trwać maksymalnie 35 dni. Nie przypominam sobie, aby nastąpiło uchylenie tej instytucji. Absurdalny jest również pomysł portalu, w którym prawnik będzie mógł sprawdzić, czy idzie do niego jakaś korespondencja z sądu. Co mi po takim narzędziu, jeśli druga strona, która nie korzysta z pomocy prawnika, nie przyjdzie na rozprawę, bo nie dostanie korespondencji? Portal specjalnie dla prawników nie rozwiązuje sytuacji z doręczeniami z punktu widzenia statystycznego Kowalskiego. Operator powinien więc zastanowić się nad działaniami, które rzeczywiście i całościowo poprawią sytuację.

Podobno problemy z nieprawidłową awizacją mogą wykorzystać osoby chcące uciec od odpowiedzialności. W jaki sposób?

Tak długo, jak nie będą prawidłowo awizowane przesyłki, a czynności oraz kolejność ich dokonywania są szczegółowo opisane w kodeksach i rozporządzeniach, tak długo nie ma mowy o skutecznym doręczeniu. Tak stwierdził Sąd Najwyższy np. w sprawie o sygn. akt I CZ 35/2008. Obawiam się, że rzeczywiście znajdą się osoby, które będą chciały zastosować obstrukcję procesową. Już samo wystawienie awiza na kilkanaście dni (w miejsce siedmiu) będzie podstawą do odmowy uznania przesyłki za doręczoną.

A może jednak w czymś nowy doręczyciel panią pozytywnie zaskoczył?

Dla mnie pozytywem ze strony nowego doręczyciela są próby podejmowania się rozmów z adresatami korespondencji. Napisałam pismo do Polskiej Grupy Pocztowej o tym, że placówki w mojej okolicy nie działają i muszę jechać daleko po korespondencję. Po jakichś 2–3 tygodniach punkt w okolicy kancelarii został otworzony i dostałam odpowiedź, że moje uwagi zostały uwzględnione. Zobaczymy, co będzie dalej. Tej komunikacji zdecydowanie brakuje mi ze strony Poczty Polskiej. Muszę również zaznaczyć, że czy to na Poczcie Polskiej, czy obecnie w SKOK-u, jeżeli chodzi o wydawanie przesyłek, jestem obsługiwana równie profesjonalnie.

Największą bolączką jest czas, jaki upływa od przyjęcia pisma przez operatora (według daty jego stempla) do daty pozostawienia pierwszego awiza. Problem kumulacji doręczeń niestety nadal istnieje

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • JUR(2014-04-04 09:00) Odpowiedz 00

    Krótko, zwięźle - pełnomonicy zawodowi powinni doręczać pisma - skany drogą elektroniczną np. za pośrednictwem już dostępnych platform. W końcu są zawodami publicznego zaufania. Sądy powinny już doręczać pisma takim pełnomocnikom drogą elektroniczną, potrzebne platformy, na jakie wydano znacze ilości pieniędzy już funkcjonują, a są przez samych obywateli mało wykorzystywane.

    Jeśli chodzi o potwierdzenie doręczenia - zmiana winna krótka, szybka i prosta - Nr przesyłki poleconej wskazany w stopce pisma. Stanowi wystarczające potwierdzenie że pismo zostało nadane, a na wezwanie zawsze pełnomocnik może doręczyć oryginał lub potwierdzoną kopię dowodu nadania.

  • k(2014-04-04 09:27) Odpowiedz 00

    1. wszyscy się wszystkiego całe życie uczą, tyle, ze jedni za dziesiątki, setki tysięcy, miliony od razu a inni za marne pieniądze, 2. jedni mogą wszystko albo prawie wszystko „s” i nic, nadal pełnią różne funkcje, zaszczyty i biorą swoje, innych zniszczyli lub niszczą, 3. po co tworzyć różne badziewie, w tym liczne przepisy (np. wkoło manipulują z jałową np. ustawą o zamówieniach publicznych, a rozwiązań, które mogą ułatwić, pomóc człowiekowi nie uwzględniają w różnych aktach w rożnych sferach), z których wynikają tylko niepotrzebne problemy, frustracje, finalnie uszczerbek na zdrowiu, za który nikt przybywającym chorym obywatelom (jeśli poprawnie i we właściwym czasie zdiagnozowano i udało się komuś skorzystać w należytym czasie ze sprzętu finansowanego przez ludzi=Wielka Orkiestra, obywateli=państwo i samorządy) tego chorego kraju nie zapłaci, pieniędzy raczej z tego w większości nie przybywa, cennego czasu, w krótkim również w większości niestety życiu też nie, w przeważającej części chyba obowiązków dają obywatelowi kilka dni do miesiąca i stosują różne nsankcje, by ze wszystkiego się wywiązał a sami co, coś czy byle co może trwać dosłownie „wieki” albo w ogóle się nie doczeka końca, czy tych różnej maści „pseudowłodarzy” wreszcie dla przykładu ktoś ukara, skonfiskuje im wszystko, chyba nie ma na to siły w tym kraju, bo nie można już tego słuchać, oglądać i czytać, zanim 99% obywateli stanie się wasalami bez lenna !

  • sn(2014-04-04 09:50) Odpowiedz 00

    Fikcja z podwójnym awizem (jako dowód doręczenia tkwi dobrze w Państwie Prawa) ku wygodzie sądów i zadowoleniu MS.Tak nagannie działała poczta, lekceważyła skargi ,upajała się samozadowoleniem, wygodami dla pracowników, zarządów delegacje -wczasy w egzotycznych rajach, zamiast się wziąć (był czas na to ) za reorganizację i naprawę usług. Na mojej poczcie UP 14 W-wa na 7 okienek dwa czynne .Trudno się dziwić , że im spadły obroty, przychody, bo klienci poszli do konkurencji np. przelewy internet itp. Doczekali się za swoje winy , zwolnieniami itp.
    To można było przewidzieć, a PP tylko prawie co kwartał podwyższała ceny ( przelew z 3,5 do 5 zł do US,ZUS tj.ok.ok40% ?) ,przy marnej obsłudze i się zakleszczyła.

  • Keram(2014-04-04 11:27) Odpowiedz 00

    Jakie zabezpieczenie korespondencji sądowej mają kioski, sklepy współpracujące z PGP?. Jakie uprawnienia mają osoby pracujące w/w miejscach do spisywania danych osobowych?

  • karmi(2014-04-04 13:48) Odpowiedz 00

    zdjęcie aviso ma być dowodem na jego pozostawienie w skrzynce adresata?
    niepojęte

  • Zofia K - łodzianka(2014-04-04 15:15) Odpowiedz 00

    Bardzo rzeczowy wywiad z mec. Matusiak Frącczak. Wyważona ocena obydwu operatorów, obiektywne ukazanie zagrożeń, brak zacietrzewienia tak często, niestety, widocznego w wypowiedziach prawników negujących sens konkurencji dla Poczty Polskiej.

  • np1(2014-04-04 16:14) Odpowiedz 00

    tu nie chodzi o przpisy ale gwoin koelsiomz cypru nie aiwdomo komu pisalem do cba spoleczka slup bandentrop investmen limited za ktora anjprawodpone sotja chlupec z incentisa ruch sa zarzadzjacy,oraz kolesie plus brzoska zintegera,i chdozilo owyprdzeni forsy a nei rpzpisy!!! myslcie!!

  • np1(2014-04-04 16:17) Odpowiedz 00

    zobaczcie jeszcz ekdiy i kto przjmowal pgp co to za twor dwa lat prze powstal przed prztargiem a akcje zapewne wnsieione raportem,za bezcenn w sumie cala spoelczke przjel slupz cypru bandentrop investmen limited i tam aksa bedzie tranferowanaale prztarg bedzie zapwen jzu neibwem uniewanziony,a gowin bedzie sie tlumaczyl przed nowa praiwca !Bedzie skowyt!!

  • nico(2014-04-04 17:18) Odpowiedz 00

    Przesyłka sądowa nadana z Sądu- 3.03.2014r.
    Pieczątka na przesyłce- PGP -13.03.2014r.
    Doręczona - 2.04.2014r. - śmierdziała dymem nikotynowym
    Termin rozprawy - 21.03.2014r.
    Oczywiście nie byłem na rozprawie!!!
    Oto cała prawda o PGP.

  • PR Genesis(2014-04-04 18:20) Odpowiedz 00

    @6: Zofia K - łodzianka z IP: 91.198.217.* (2014-04-04 15:15) - zapomniała Pani dopisać, że jest Pani zatrudniona na umowie śmieciowej w firmie PR Genesis, Pani nr IP wszystko tłumaczy.

  • ja(2014-04-04 18:42) Odpowiedz 00

    @ PR Genesis - faktycznie, szkoda tylko że IP łódzkie osiedlowe, więc chyba tym razem z Genesis nie trafiłeś.

  • JJB(2014-04-05 16:37) Odpowiedz 00

    Zgadzam sie w pełni z JUR. Jak adwokaci i inni tak strasznie narzekają na pocztę itp. to powinni lobbowac za taki, rozwiązaniem:. Organ korporacyjny zakłada serwer na którym każdy adwokat/ kancelaria zobowiązany jest mieć adres mailowy. Wszystkie pisma sadowe są wysyłane tylko i wyłącznie na adres e-mail kancelarii danego adwokata , radcy itp. Data wpływu na skrzynkę jest datą doręczenia pisma. Dziś wysłane - dziś doręczone. Nie potrzeba poczty, PGP it podobnych dziwolągów. Korespondencja papierowa tylko dla stron. Taki sposób doręczania przyspieszy procedowanie. Sady które maja możliwości będą wyznaczać terminy rozprawa na 2 tygodnie do przodu. I po krzyku. Nie ma straszliwych awizacji, doręczania korespondencji stadami i innych wynaturzeń uniemozliwiajacych dzielnym adwokatom rzetelna pracę.

  • Witalis(2014-04-06 14:04) Odpowiedz 00

    Nieważne, czy to firmy PR chwalą PGP, jeśli wypowiedź ma argumenty.
    Za to sędziostwo zwykle papla na zasadach bezwzględnego formalizmu, bez argumentów. I to jest wasz i całego "wymiaru sprawiedliwości" problem. Niestety ze wszelkimi negatywnymi skutkami dla podsądnych.
    Problemy z doręczeniami przez PGP przyćmiły patologię "fikcji doręczeniowych", nazywanych też dla zmyłki "doręczeniami zastępczymi".
    PGP doręcza przesyłki fatalnie, niejednokrotnie poświadczając nieprawdę na ZPO i na zwracanych listach w zakresie okoliczności awizowań. Myślę, że sędziostwo jest z tej zadymki zadowolone, bo nikt teraz nie woła o pomstę za fikcje doręczeniowe, mając zamydlone oczy patologią PGP.

  • ja(2014-04-06 16:41) Odpowiedz 00

    @ JJB - zgodzę się na maila z jednym zastrzeżeniem: jednocześnie zostaną wprowadzone przepisy regulujące zwolnienie chorobowe oraz urlop sądowy, oznaczające, że wszelkie pisma wysłane do mnie mailem w tych okresach nie są uznawane za doręczone, tylko dopiero z dniem zakończenia np. urlopu sądowego. Mam dosyć bycia w jedynej grupie zawodowej, która musi opłacać korzystanie przez innych z jej usług pod przymusem i groźbą kar dyscyplinarnych oraz fiskalnych (urzędówki). Jak jeszcze miałyby być wprowadzone przepisy, które de facto pozbawiałyby mnie prawa do urlopu czy choroby (a tak pewnie by było, bo giganci z MS zapomnieliby o tym, że pełnomocnik też człowiek, a nie robot), to już byłoby po prostu przegięcie. W przypadku doręczeń pisemnych jak jestem na urlopie czy choruję, to leży awizo, a terminy mi biegną od dnia odbioru, więc nie mam wyrzutów sumienia i jednocześnie ogromnego stresu, że sobie gdzieś na tydzień-dwa wyjadę.

    A ponieważ widzę, jakie projekty forsuje i przeprowadza MS przy pomocy maszynki do głosowania zwanej Parlamentem, to wiem, że przepisy po prostu będą mnie traktowały jak robota i niewolnika, który maile musi odbierać zawsze i w każdych okolicznościach. I nie pomoże ustawienie w skrzynce automatycznych powiadomień w stylu "Jestem na urlopie, wracam ... i wówczas będę zapoznawać się z wszystkimi wiadomościami". Chyba że uważasz, że MS na pewno to ureguluje, to wtedy gratuluję optymizmu.

  • JJB(2014-04-06 23:45) Odpowiedz 00

    ad ja. Te szczegóły są oczywiście do dogrania. ja napisałem o pewnym pomyśle, który przecież nie zostanie zrealizowany. :)

  • ja(2014-04-07 17:41) Odpowiedz 00

    @ JJB - ja to wiem, że nie zostanie zrealizowany, natomiast gdyby jednak go chcieli zrealizować, to oczywiście jak zawsze byłoby to uregulowanie pisane na kolanach, byle jak i ze skutkami, które opisałam - czyli pełnomocnik musi być dla sądu 24/7 przez cały rok, 0 urlopu, 0 chorobowego. Nie mam co do tego złudzeń.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama