Wynajem 12 hyundaiów i20 na cztery lata będzie kosztował skierniewicki Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego 5,76 zł. I to brutto. Zgodnie z zasadą uczciwej konkurencji wynikającą z prawa zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 z późn. zm.) oferent nie może przedstawiać ofert zawierających rażąco niskie ceny do przedmiotu zamówienia. Jednak nie można takiej oferty odrzucić, tylko należy dać firmie szansę złożenia wyjaśnienia i udowodnienia, że pomimo zastosowania ceny daleko odbiegającej od rynkowej nie ponosi on straty. Jeżeli wykonawca wykaże, że proponowana przez niego wyjątkowo niska cena najmu jest realnie uzasadniona, zamawiający może przyjąć wyjaśnienia za wystarczające. A można tak zrobić, powołując się na przyszłe zyski ze sprzedaży aut szkołom jazdy.

Na podobne promocje nie mają co liczyć ośrodki szkolenia kierowców (OSK) działające na terenie danego WORD-u, które zmuszone są do wymiany samochodów za każdym razem, gdy robi to ośrodek egzaminowania kierowców.

– Oczywiście prawo nas do tego nie zmusza. Naukę jazdy można realizować na samochodzie dowolnej marki spełniającym określone wymagania. Wymusza to na nas jednak rynek, bo kursanci chcą uczyć się jeździć na takich samych pojazdach, na jakich będą zdawać egzamin – tłumaczy Krzysztof Bandos, wiceprezes Stowarzyszenia Właścicieli i Instruktorów OSK MOST.

– W mojej szkole za wynajem na cztery lata 12 takich pojazdów będę musiał zapłacić ok. 700 tys. zł. Trzeba pamiętać, że OSK są w o wiele gorszej sytuacji niż osoby prywatne. Normalnemu klientowi diler zaoferuje zniżki, by nie udał się do konkurencji, a szkoły jazdy są niejako skazane na zakup konkretnego modelu, więc stoją na straconej pozycji negocjacyjnej – dodaje przedsiębiorca.

Polska oprócz Litwy jest jedynym krajem, w którym egzamin na prawo jazdy może się odbyć jedynie samochodem ośrodka egzaminacyjnego. Dlatego stowarzyszenia i izby gospodarcze zrzeszające takich przedsiębiorców postulowały wprowadzenie do ustawy o kierujących pojazdami (Dz.U. z 2011 r. nr 30, poz. 151 z późn. zm.) przepisów pozwalających na zdawanie egzaminu samochodem należącym do OSK.

– W 2013 r. w uzgodnieniu z ówczesnym Ministerstwem Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej powstał już nawet konkretny projekt. Jednak najpierw zmienił się podsekretarz stanu, potem minister, następnie zreformowano sam resort, i teraz musimy się przebijać z projektem na nowo – mówi Krzysztof Bandos, który zapewnia, że projekt lada moment znowu trafi do ministerstwa oraz posłów z sejmowej komisji infrastruktury.

Od jesieni 2013 r. w WORD-zie w Zielonej Górze egzamin można zdawać na samochodach należących do szkół jazdy. Oprócz egzaminów na toyotach yaris kursanci dwóch szkół mogą zdawać też egzaminy na fiatach punto. – Pojazdy musiały być wyposażone w odpowiednie urządzenia do rejestracji obrazu i dźwięku, a nośnik, na który został utrwalony przebieg egzaminu, jest zabierany przez egzaminatora – mówi Rafał Gajewski, dyrektor WORD w Zielonej Górze.

– Taki sposób egzaminowania nie sprawia problemów, więc jeśli prawo tego nie zabrania, to dlaczego mielibyśmy przedsiębiorcom nie pozwolić na tego typu rozwiązania? Czy trzeba do tego zmieniać ustawę? – pyta Rafał Gajewski, który przypomina, że większość WORD-ów, z wyjątkiem tych największych, nie posiada własnych autobusów i wynajmuje je od szkół jazdy na egzamin.

– Podobnie z samochodami ciężarowymi. Po co więc robić opór w przypadku kategorii B? – pyta dyrektor zielonogórskiego WORD-u.

Innego zdania jest Wojciech Góra, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców.

– Projekt ustawy określa np., w którym momencie kursant może wybrać auto, na którym ma zdawać egzamin, jaka jest odpowiedzialność OSK, w przypadku gdy pojazd nie zostanie podstawiony, kto pokryje koszty podstawienia auta, gdy kursant nie przystąpi do egzaminu praktycznego, bo nie zdał części teoretycznej etc. To wszystko trzeba w nowym prawie uregulować – uważa Wojciech Góra.