W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji trwają prace nad projektem ustawy o pracy operacyjno-rozpoznawczej organów ścigania. Dzięki niej działania operacyjne organów ścigania, np. informacje policji uzyskane od tzw. osobowych źródeł informacji, będą mogły być dowodami w procesie karnym.
Ustawa zastąpi tajne instrukcje
Obecnie uprawnienia operacyjne ma dziewięć różnych instytucji, w tym m.in. Policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Realizują je bazując na tzw. wewnętrznych tajnych instrukcjach, które nie są w wielu przypadkach precyzyjnie uregulowane przepisami prawnymi. To właśnie instrukcje określają rodzaj tych czynności i tryb ich prowadzenia. Problem polega na tym, że niektóre z nich dopuszczają możliwości działań na granicy praw i wolności obywatelskich. Założenia projektu ustawy o pracy operacyjno-rozpoznawczej organów ścigania mają zostać zaprezentowane przez szefa MSWiA JANUSZA KACZMARKA w przyszłym tygodniu – dowiedziała się nieoficjalnie Gazeta Prawna
Tajna strona policji
W celu wykrycia przestępstwa możliwe jest np. zastosowanie prowokacji przez policję przez otwarcie pozorowanej działalności gospodarczej, posługiwanie się fałszywymi dokumentami przez funkcjonariuszy, a także możliwość tajnej lustracji pomieszczeń i środków transportu, bez wiedzy i zgody właściciela, jeżeli ten jest podejrzewany o popełnienie przestępstwa. Organy ścigania korzystają także z tzw. osobowych źródeł informacji – często za wynagrodzeniem. Jednak w ten sposób nieformalnie zebrane dowody nie mogą być wykorzystane w procesie karnym przeciwko przestępcom.
Wiedzieć i powiedzieć
Ustawa ma zdefiniować działania operacyjne, podnosząc je do rangi dowodów. Zdania co do konieczności wprowadzenia tych uregulowań są podzielone. W opinii nadkomisarza Zbigniewa Rau, eksperta ds. walki z przestępczością zorganizowaną, ustawy o pracy operacyjnej brakuje niemal od początku transformacji, co utrudnia policji czy ABW rozbijanie grup o charakterze mafijnym. – Chodzi o transpozycje materiału dowodowego w proces karny, gdyż nie jest istotą wiedzieć, że np. podejrzany pierze pieniądze, ale mu to udowodnić. Obecnie niejednokrotnie w procesie karnym przeciwko gangsterom nie możemy ujawnić w trakcie procesu pewnych kwestii, które byłyby istotne dla osądzenia sprawcy. Ustawa w końcu mogłaby to umożliwić – przekonuje nadkomisarz. Zbigniew Rau jednocześnie zaznacza, że skonstruowanie tego instrumentu prawnego nie będzie łatwe.
Przełamać tabu
– Wcześniej ustawodawca musi sobie odpowiedzieć na kilka pytań: czy ustawa ma dotyczyć tylko policji, czy także innych służb: celnych, skarbowych, ABW itd. Każda z tych instytucji ma swoją specyfikę, natomiast zapisy kodeksowe muszą być jasne i precyzyjne, obejmując jednocześnie wszystkie te instytucje. Według ekspertów – konieczne będzie przełamanie pewnego tabu wśród funkcjonariuszy, że to, co kiedyś było tajne, będzie jawne i dostępne wszystkim obywatelom. W ten sposób zostanie ustawowo zapisane, że policja korzysta np. z osobowych źródeł informacji. Trudne jest też zdefiniowanie pracy operacyjnej. Dlatego szczegóły pewnych czynności operacyjnych w dalszym ciągu będą musiały być maskowane.
W stronę państwa policyjnego
Zwolennikiem uregulowania tej sprawy jest prof. Jan Widacki, karnista. – Obecnie obywatel może być inwigilowany na wiele sposobów przez dziewięć różnych instytucji, które prowadzą swoje działania na podstawie różnych ustaw, które w sposób bardzo różny definiują te czynności. Prowadzi to do pewnego chaosu terminologicznego i organizacyjnego. Dlatego należy ujednolicić tę sprawę. Pytanie jednak, jak to zostanie zrobione – mówi profesor. – Obawiam się, że może pojawić się pokusa poszerzania zakresu czynności operacyjnych, których wyniki mogłyby być wykorzystywane wprost w procesie karnym. Może być to poważne zagrożenie dla wolności obywatelskich. Jeżeli kontrwywiad bez mojej wiedzy przeszuka mi samochód, gdyż jestem o coś podejrzany, to jeszcze pół biedy. Gorzej, jak w ten sposób zdobyta informacja zostanie wykorzystana w jawnym procesie, bez możliwości jej sprawdzenia, gdyż jest tajna - przestrzega prof. Widacki. Dodaje on, że to może uczynić obywatela bezbronnym, co w przypadku nieuczciwego państwa rodzi ryzyko manipulowania obywatelem właśnie przez czynności operacyjne.
Czy plotka może być dowodem
– Do tej pory jeżeli policyjny konfident przekazał jakąś informację, była ona protokołowana i sprawdzana, w celu wykrycia przestępstwa. Teraz opinia konfidenta może być dowodem w procesie. W efekcie sąd będzie wydawał wyrok na podstawie plotki. Dlatego ważna jest ostra granica między czynnościami procesowymi a operacyjnymi, gdyż wszystko, co dąży do zatarcia tej granicy, na pewno ułatwia działanie organom ścigania, ale jednocześnie stanowi zagrożenie dla wolności obywatelskich – dodaje karnista.
Ustawa ma zdefiniować działania operacyjne, podnosząc je do rangi dowodów
Zdecydowanym przeciwnikiem stworzenia takiej ustawy jest prof. Piotr Kruszyński z UW. – Nie da się ubrać w szatę prawną czynności operacyjnych, jak np. zdefiniować, że dwóch agentów śledzi podejrzanego czy prowadzi nasłuch. Dodatkowo włączanie tych czynności w jawny proces karny to całkowity absurd.