Sprzeciw budzi propozycja, aby proces uzgadniania płci rozpoczynał się od etapu przedsądowego, czyli od postępowania przed komisją lekarską, która decydowałaby o tym, czy dana osoba jest transpłciowa, a kończył się przed sądem okręgowym- gdzie osoba zainteresowana musiałaby dostarczyć komisyjną decyzję i gdzie zapadałoby orzeczenie w przedmiocie korekty płci.

Obawy przedstawicieli środowisk reprezentujących osoby transseksualne wzbudził możliwy skład takich komisji. Podnoszono, że w środowisku lekarzy występują różne poglądy na transpłciowość, nierzadkie są też zachowania homofobiczne. 

- Proszę sobie wyobrazić, że Ministrem Zdrowia zostanie ktoś o mentalności pani poseł Pawłowicz. Wydaje mi się, że wtedy możliwość korekty płci zostanie zablokowana na kilka lat, to ona będzie przecież powoływała osoby, które będą w składzie komisji orzekającej – podnosiła Anna Grodzka, posłanka Twojego Ruchu.

W podobnym tonie wypowiadała się również przedstawicielka pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. - Poczucie tożsamości płciowej jest poczuciem, kim się jest. To o co prosimy osoby transpłciowe w tym projekcie, to to żeby przychodziły i udowodniały przed komisją lekarską kim są. Nieważne, jakie ma się wykształcenie seksuologiczne, psychiatryczne czy psychologiczne, nie ma definiowanych czynników diagnostycznych transseksualizmu – wskazywała Maria Pawłowska.

Odpierając ataki, Jerzy Ferenz przedstawiciel resortu sprawiedliwości podnosił, że powołanie komisji ma służyć przyśpieszeniu procedury. Gdyby bowiem sprawy o korektę płci trafiały bezpośrednio do sądów, te zmuszone byłby do powoływania biegłych, co patrząc na obecne realia, zdecydowanie wydłużyłoby postępowanie.

Dziś w Polsce nie istnieją przepisy dotyczące korekty płci metrykalnej. Procedura w tym zakresie została wypracowana przez orzecznictwo Sądu Najwyższego. Jej podstawą jest powództwo z art. 189 kodeksu postępowania cywilnego w którym konieczne jest pozywanie rodziców.