Wspomniany przepis zaskarżyła do TK prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich. Teraz jej wniosek znalazł poparcie u Andrzeja Seremeta.

Art. 244 par. 2 k.p.k. nakazuje poinformować zatrzymanego o tym, dlaczego został zatrzymany oraz jakie mu prawa przysługują, w tym o prawie do skorzystania z pomocy adwokata. Oprócz tego stanowi, że policja musi zatrzymanego wysłuchać. Nie obliguje jednak funkcjonariuszy do poinformowania zatrzymanego, że nie musi on wypowiadać się o przestępstwie, w związku z którym został zatrzymany. Zdaniem PG w ten sposób przepis zastawia na niego swego rodzaju pułapkę. Ten bowiem, realizując przysługujące mu prawo do wysłuchania, może ujawnić fakty i okoliczności także niekorzystne dla siebie, czyli samooskarżyć się.

„Tak więc wysłuchanie osoby zatrzymanej poniekąd wymusza na tej osobie aktywność dowodową, przez co staje się ona quasi-pomocnikiem organu procesowego (wykazuje aktywność w udowodnieniu okoliczności, które mogą być niekorzystne dla niej z punktu widzenia odpowiedzialności karnej), gdy tymczasem osoba zatrzymana, podobnie jak podejrzany, powinna być wolna od prawnego obowiązku udzielania takiej pomocy” – pisze Robert Hernand, zastępca PG.

Jak przypomina prokurator, istnieje groźba, że nie tylko policja wykorzysta zdobyte w ten sposób informacje. Treść oświadczenia złożonego przez zatrzymanego może bowiem zostać odczytana na rozprawie, a to oznacza, że może zostać wykorzystana w postępowaniu dowodowym zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść podejrzanego.

Ponadto, jak wskazuje Robert Hernand, „w przypadku zatrzymania osoba zatrzymana przeważnie nie ma jeszcze praktycznej możliwości skorzystania z pomocy obrońcy (z wyboru lub z urzędu) i musi radzić sobie sama, oceniając na gorąco, które jej działania (zaniechania) będą dla niej procesowo korzystne, a które niekorzystne”.