Dokument opracowali badacze z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Karolina Kremens oraz dr Wojciech Jasiński. W 2012 r. badali prokuraturę na zlecenie ministra sprawiedliwości. Mieli ustalić, czy śledczy pracują po to, by wyjaśniać sprawy, czy poprawiać statystyki. Ustalali też ich prawdziwe obciążenie sprawami. Było bowiem podejrzenie, że rzeczywista liczba zadań śledczych rejonowych jest znacznie wyższa niż w oficjalnych sprawozdaniach.

Kilka jednostek odmówiło badaczom przekazania danych – prokurator apelacyjny w Poznaniu, prokurator okręgowy w Zielonej Górze oraz prokurator apelacyjny we Wrocławiu. Do tych decyzji przychylił się prokurator generalny. Z tego powodu w ten czwartek naukowcy i Prokuratura Generalna spotkają się w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie. Rozstrzygnie on, czy prokuratura, odmawiając danych, złamała prawo.

Badania prywatne

Andrzej Seremet od początku domagał się od ministra sprawiedliwości wstrzymania badań. Bezskutecznie. W listopadzie 2012 r. badacze poprosili o dane z 17 prokuratur. Złożyli wnioski w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.). Trzy jednostki stanowczo odmawiały. Dowodziły, że żądane informacje mają charakter przetworzony, trzeba więc wykazać szczególny interes publiczny. Wytykano także brak związku między badaniami a ich wykorzystaniem przez ministra sprawiedliwości w pracach nad reformą prokuratury. Dowodzono również, że prace nad projektem są tak zaawansowane, że analiza wrocławskich badaczy nie wpłynie na kształt planowanej regulacji. Koronnym argumentem było także to, że udzielenie odpowiedzi wymagałoby zbyt dużego nakładu pracy i sparaliżowałoby pracę jednostki. „Ten argument jednoznacznie obala czas, jakiego potrzebowały prokuratury, które pozytywnie rozpatrzyły wniosek” – czytamy w analizie FOR. Rekord szybkości pobiła Prokuratura Okręgowa we Włocławku – zdążyła przekazać dane w ciągu 11 dni. Prokuratura Rejonowa w Tarnowie w terminie dwóch tygodni.

Bez jedności

Sprawa przed WSA to także dowód na to, że prokuratura nie jest w stanie wypracować spójnego stanowiska nawet w sprawie badań zleconych przez ministra sprawiedliwości.

„Zaskakujące, że sam prokurator generalny utrzymał w mocy decyzję prokuratora apelacyjnego we Wrocławiu, odmawiającą udzielenia informacji publicznej, interpretując szczególny interes publiczny tak jak on, podczas gdy 14 innych, podległych mu jednostek prokuratury, w odpowiedzi na wniosek o identycznej treści uznało, że wnioskodawcy mają szczególny interes publiczny” – wskazują badacze. „Trzeba zatem zapytać: czy wobec kierowników tych jednostek zostaną podjęte kroki dyscyplinujące w związku z interpretacją przesłanki pozostającą w jawnej sprzeczności z linią orzeczniczą prokuratora generalnego” – pyta FOR w raporcie.

– Postawa prokuratora generalnego, który broni dostępu do danych niezbędnych do pracy naukowej, budzi nie tylko zdziwienie środowiska prokuratorskiego, ale wprawia wielu z nas w zażenowanie – ocenia Tomasz Salwa, prokurator ze Stowarzyszenia Komitet Obrony Prokuratorów.

Dla szeregowych śledczych jest jasne, że z prokuraturą jest jak z chorym pacjentem, który myśli, że jak się nie przebada, to będzie zdrowy.

– Kontestowanie badań czy wskazywanie, jakoby minister sprawiedliwości marnował w ten sposób publiczne środki, jest kompletnym nieporozumieniem. W sprawozdaniu PG nie sposób dopatrzyć się tych informacji – twierdzi Salwa.

Uważa, że postawa PG dowodzi, iż wnioski płynące z tych badań mogą obnażyć niewygodną prawdę.

– Chodzi o to, że ciężar prowadzenia 99,8 proc. śledztw spoczywa głównie na mrówkach, czyli prokuratorach z wydziałów śledczych. A tych jest 60 proc. z ponad 6 tys. pełniących służbę. Pozostałe 40 proc. prokuratorów, słonie, nie prowadzą postępowań przygotowawczych, nie odpowiadają w najmniejszym stopniu za decyzje procesowe, zajmują się szeroko pojętą sprawozdawczością i statystyką – uważa prok. Salwa.

Okiem związków

Rozczarowany postawą PG jest także Jacek Skała, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP.

– Gdy Andrzej Seremet kandydował na prokuratora generalnego, na spotkaniu w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury zwróciliśmy uwagę na problem statystyki. Wypowiedzi jeszcze wówczas sędziego Seremeta dawały nadzieję na odejście od tego obłędnego podejścia. Niestety, po ponad połowie kadencji jest coraz gorzej – mówi związkowiec.

Wysoko ocenia zaś raport FOR.

– Pokazuje on, że przez dwa miesiące w roku kończy się w prokuraturze połowę spraw, że większość postępowań zamyka się w ostatnim tygodniu miesiąca, że brakuje rąk do pracy już dziś. To w obliczu nowej kontradyktoryjnej procedury okaże się zgubne – wskazuje Skała.

Prokuratura Generalna nie skomentowała sprawy.

Postawa Andrzeja Seremeta, który broni dostępu do danych, wprawia w zażenowanie