Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma najlepszych relacji z notariatem...

Rzeczywiście, relacja jest od dłuższego czasu napięta mimo podejmowanych rozmów i w zasadzie przyzwoitych kontaktów z prezydium Krajowej Rady Notarialnej. Niemniej interesy notariatu i ministra sprawiedliwości, jako organu administracji publicznej odpowiedzialnego za nadzór nad notariatem, są na tyle różne, że do zbliżenia stanowisk nie dochodzi.

Tym razem jednak prezes KRN Tomasz Janik ma chyba rację, wskazując na naruszenie procedury przygotowania egzaminu zawodowego. W układaniu pytań brały osoby nieupoważnione, spoza komisji, której skład wyznaczają przepisy prawa?

Bynajmniej. Proszę zwrócić uwagę, że minister sprawiedliwości powołuje i odpowiada za funkcjonowanie komisji odwoławczych, które rozpatrują zażalenia na wyniki egzaminu w konkretnym przypadku oraz występuje przed sądami administracyjnymi w tych sprawach, ponosząc koszty i odpowiedzialność za wynik tego postępowania. Do tej pory zapadło 400 orzeczeń komisji i 58 wyroków sądów, w których wskazywano na szczegółowe zasady prawidłowej konstrukcji zadań egzaminacyjnych. Żadna z komisji przygotowujących egzamin nie ma tej wiedzy, stąd powstaje alternatywa: albo pomóc komisji prawidłowo formułować zadania, albo zgodzić się na zwiększenie liczby komisji odwoławczych i ich orzeczeń zmieniających wyniki egzaminu czy przegranych procesów sądowych.

Mimo wszystko nie upoważnia to osób z ministerstwa do układania pytań i zadań.

Nigdy do tego nie doszło! Rolą osób przeze mnie upoważnionych do obsługi zespołu jest zwracanie uwagi na prawidłowość konstrukcji pytań. Nie zrezygnuję z takiej formuły; w zeszłym roku jeden z rejentów przygotował projekt aktu notarialnego, w którym niemal niedostrzegalnie ukrył istotny problem, ale nie poinformował o tym członków zespołu. Na takie postępowanie nie można pozwolić, bo jest to po prostu nieuczciwe.

Czy jednak postępowanie ministra, choćby słuszne, nie jest poza granicą prawa?

Nie. Jak dotąd nigdy żaden z rejentów nie kwestionował obecności przedstawicieli MS w trakcie prac komisji (model ten jest stosowany w przygotowaniu wszystkich egzaminów od pięciu lat). Również tym razem rejenci powołali się na ten zarzut dopiero w piśmie, wcześniej nie zwracali na to uwagi. Jako jedyny powód swojej decyzji pierwotnie podali zbyt łatwy charakter zadania. Mam wrażenie, że konstruowanie drugiego zarzutu ma rozmyć prawdziwą przyczynę ich rezygnacji z prac w zespole. Po drugie, osoby z ministerstwa zapewniają, zgodnie z przepisami, obsługę administracyjno-techniczną, zaś te, które czuwają nad konstrukcją pytań, są przeze mnie osobno upoważnione jako działające w moim imieniu. Proszę pamiętać – to minister sprawiedliwości odpowiada za prawidłowość przeprowadzanego egzaminu, nie komisja.

To co wyjątkowego stało się tym razem?

Dwa zadania (tzw. duży akt i opinię prawną) przygotowali rejenci i po drobnych korektach dokonanych w pracy zespołu zaakceptowano je. Trzecie zadanie (tzw. mały akt, pisany obok opinii prawnej tego samego dnia) przygotował jeden z sędziów. Rejenci uznali go za zbyt prosty (z ocen z zadań wyciąga się średnią, stąd jeżeli jeden z aktów zostanie oceniony na dobry, a drugi na niedostateczny, wówczas ogólna ocena jest pozytywna) i wnieśli do niego kilka poprawek. Sędziowie (prezes sądu apelacyjnego, sędzia NSA oraz sędziowie sądów okręgowych) uznali je za zbyt podchwytliwe i zaproponowali pracę nad innymi sposobami zwiększenia trudności zadania. Rejenci nie zgodzili się na to i zażądali głosowania nad kompletem ich poprawek (a nie oddzielnie nad każdą) albo przyjęcie jako zadania innego aktu, który jeden z rejentów „na wszelki przypadek” przygotował. W głosowaniu przegrali, w wyniku czego złożyli rezygnację.

A dlaczego przewodniczący komisji nie dopuścił do pracy nad testem, zaś minister sprawiedliwości – jak wskazuje prezes Janik – nie opublikował listy aktów prawnych, z których będą sporządzone pytania?

Opublikował już dawno, w połowie marca. Przewodniczący przełożył kolejność pracy nad częściami egzaminu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa ustawa deregulacyjna, która znosi test, wejdzie w życie w takim momencie, że obejmie najbliższy egzamin. Inne postępowanie przewodniczącego byłoby nierozsądne.

Nie próbował pan ratować sytuacji?

Po pierwsze, rezygnacja notariuszy nie ma podstawy prawnej. Ci członkowie komisji są powoływani (i odwoływani) uchwałą Krajowej Rady Notarialnej. Mogliśmy kontynuować prace, choć do przyjęcia zadań konieczna jest obecność wszystkich członków komisji. Dla dobra jednak procedury egzaminowania prace zawieszono. Po drugie, na wniosek prezesa Janika próbowałem zorganizować spotkanie członków komisji w celu wyjaśnienia sytuacji. Sędziowie jednak nie zgodzili się na to, twierdząc, że już wcześniejsze postępowanie notariuszy w trakcie prac komisji było na tyle aroganckie, że nie podejmują się dalszej współpracy z nimi. Jestem wdzięczny panu prezesowi Janikowi, że zgodził się wyznaczyć nowych członków zespołu i podjął starania, by utrzymać wrześniowy termin egzaminu.

A jeśli się nie uda go przygotować?

Wówczas przełożę termin egzaminu i skorzystam z nowej procedury z ustawy deregulacyjnej, która zmniejsza możliwość blokowania prac komisji ze strony rejentów. Nie zamierzam być zakładnikiem notariatu.