Staughton przyznał, że wprawdzie koszty leczenia motocyklistów i kierowców ponosi publiczna służba zdrowia, ale nie powstała ona po to, by chronić ludzi przed szkodzeniem samym sobie. Bo gdyby tak było – cytował przemyślenia doradcy królowej magazyn prawniczy „Ius et Lex” – państwo powinno zabronić też palenia papierosów, picia alkoholu, obżerania się, jazdy na nartach i wspinaczki wysokogórskiej. „Idąc dalej – zabronić należy także uprawiania seksu bez zabezpieczenia. To z pewnością zamknęłoby problem całkowicie” – ironizował brytyjski prawnik, tłumacząc, że każdy nowy przepis wydany przez ustawodawcę jest ograniczeniem wolności i powinien być stosowany wyłącznie wtedy, gdy jest to absolutnie niezbędne. Bo nadmiar regulacji, zwłaszcza tych, których nie egzekwuje się z zasady, prowadzi do pogardy dla prawa.

W Polsce już doprowadził.

– Przyzwolenie na drobne wykroczenia jest u nas zjawiskiem powszechnym. Panuje przekonanie, że takie zachowanie jest nieszkodliwe społecznie, bo nikomu nie robi krzywdy – przyznaje sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu. Bo jaką krzywdę może bowiem wyrządzić przejście na czerwonym świetle, jeśli drogę widać po horyzont i nic po niej nie jedzie – myślą miliony z nas. Po co płacić abonament radiowo-telewizyjny, jeśli najważniejsi politycy w państwie mówią o tym, że to bezsensowny podatek. Wielkim sieciom handlowym nie ubędzie, jak posmakujemy, nie płacąc, między regałami orzeszka lub cukierka. Nie zapalić papierosa na przystanku? Zakazać psu szczekania po godz. 22, jak zażądali tego w 2009 r. łódzcy radni? Odebrać dziecku szyszkę, którą znalazło w lesie i chce wziąć do domu – tak, tak, zbieranie szyszek też jest nielegalne.

Przed jurydyzacją naszego życia, regulowaniem przepisami każdej jego dziedziny, swoistą kolonizacją społeczeństwa przez wszechobecne prawo przestrzegał już ponad 10 lat temu w piśmie adwokatury „Palestra” były rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. „Nie można oprzeć się rozczuleniu w obliczu wiary w znaczenie tego rodzaju regulacji, która jest, jak się wydaje, pozostałością myślenia magicznego, gdyż autorom tego rodzaju nowoczesnych zaklęć najwyraźniej zdaje się, że coś w ten sposób załatwiają i zabezpieczają. Jest ona źródłem tych wszystkich instrukcji obsługi, jakie otrzymujemy, od kuchenki elektrycznej począwszy, na korkociągu skończywszy. Współczesny ustawodawca, podobnie jak producenci tych przedmiotów, najwyraźniej uważa, że powinniśmy mieć podobne instrukcje obsługi każdej sfery naszego życia. Ich rezultatem jest jednak przede wszystkim zanik szacunku do prawa – jak pisał W. Churchill: »Dziesięć tysięcy regulacji jest w stanie zniszczyć wszelki respekt do niego«” – słowa Kochanowskiego nie straciły na aktualności. Przeciwnie, wydaje się, że jurydyzacja, o której wspomniał, dawno już przekroczyła stany alarmowe.

– Już Cyceron mówił, że nadmiar praw to nadmiar niesprawiedliwości. Polacy są wciąż zaskakiwani nowymi przepisami. Jeden zbędny zastępuje się kilkoma nowymi. Regulujemy to, co świetnie działa – zauważa prof. Marek Chmaj, radca prawny i konstytucjonalista. A jeśli przereguluje się przepisy – dodaje specjalista – to ich stosowanie staje się utrudnione. Przejawem pragmatyzmu jest więc ich omijanie, bo każde społeczeństwo dostosowuje się do zastanych warunków. Przykład? Ograniczenia prędkości w ruchu drogowym. Są zaniżane, bo ustawodawca jakby z góry zakładał, że nikt nie będzie się do nich stosował. A już zupełnym absurdem są przepisy związane z fotoradarami, które mają robić zdjęcia dopiero po przekroczeniu o 10 km/h ustalonego w danym miejscu ograniczenia.

Traktujemy zakazy jako absurdalne, bo nikt nam nie pokazał, że mają sens

– Politycy tworzą w ten sposób atmosferę przyzwolenia, przymykania oka na omijanie zakazów. Bo przecież albo coś jest dopuszczalne, albo nie. Wydaje się, że parlament działa dla osiągnięcia sondażowych korzyści, a stanowienie prawa to dla posłów i senatorów show telewizyjny – mówi wprost sędzia Puchalski. Przypomina, że np. w Anglii obowiązuje prawo zwyczajowe, do którego zmiany wprowadza się na przestrzeni nawet kilkudziesięciu lat. W Polsce takie zmiany następują błyskawicznie, często tylko pod wpływem medialnego wydarzenia. Nie mamy więc poczucia stabilności prawa, a to jest rujnujące dla jego autorytetu. Bez autorytetu nie da się zaś zbudować świadomości społecznej, że regulacje nie są przeciw nam, tylko dla naszego dobra.

– Traktujemy zakazy jako absurdalne, bo nikt nam nie pokazał, że mają sens – podkreśla Andrzej Michałowski z Naczelnej Rady Adwokackiej. I daje przykład powszechnej praktyki składania za kogoś podpisu. To przestępstwo formalne. – Spotykam się z taką reakcją: „Panie, trzeba dać żyć, co to komu szkodzi”. Nikt tym ludziom nie wytłumaczył, że chodzi tu o bezpieczeństwo obrotu, o pewność, że dokument dotarł do danej osoby – zauważa mec. Michałowski, zarzucając państwu, że kuleje z edukacją prawną, stawiając na metodę pałki.

– Zmiana represyjności na edukację zdziała więcej niż kary. Niestety, z mojej praktyki wynika, że np. przy wykroczeniach drogowych zanika instytucja pouczenia przez policję, tylko od razu jest wystawiany mandat – zgadza się z tym sędzia Puchalski. Prof. Chmaj zwraca uwagę na jeszcze jeden niezbędny warunek tworzenia tej dobrej strony świadomości społeczeństwa. To kultura prawna, za którą u nas wciąż ciągnie się martyrologia. – Prawo kojarzy się z uciskiem. Zabory, okupacja, komunizm, całe wieki prawo stanowione było w naszym kraju przez „nich”, obcych, z którymi się nie utożsamialiśmy. Omijanie takich nakazów było odbierane jako czyn patriotyczny – tłumaczy. Mec. Michałowski nazywa to nawet ułańską fantazją, dumą z omijania zakazów. Kto z nas – pyta prawnik – nie był świadkiem rozmów w gronie przyjaciół, na których przechwałki, jak to komuś udało się autem dojechać z Warszawy w Tatry zaledwie w 3,5 godziny, były przyjmowane z bezrefleksyjnym uznaniem. Podobne reakcje występują na wieść, że ktoś miał wypadek, będąc pod wpływem alkoholu. Gdy jest to kierowca obcy, padają nawet skrajne żądania kary śmierci, bo przecież pijak za kierownicą to potencjalny morderca. Gdy jest to ktoś bliski, z rodziny, jesteśmy już wyrozumiali. Zbłądził, miał pecha albo był przemęczony i źle się poczuł – usiłujemy go usprawiedliwić.

Sędzia Rafał Puchalski w zawodowej praktyce często spotyka się z przypadkami, że obok pijanego kierowcy siedział jego trzeźwy znajomy. Nie prowadził, choć powinien był zareagować i odebrać kluczyki. – Najgorszy jest ten brak reakcji. W rozwiniętych demokracjach, gdzie świadomość obywatelska jest rozwinięta, ludzie reagują od razu, jak widzą zagrożenie. U nas to donosicielstwo – zauważa. I przytacza jeszcze jeden przykład – piractwa komputerowego i w internecie, gdzie posiadanie nielegalnego oprogramowania czy ściąganie danych, jak muzyka czy filmy, to norma. – To szokujące, że w Polsce panuje powszechne przekonanie, iż nagrania istniejące w sieci są dobrem wspólnym, a kupowanie drogich płyt to działanie irracjonalne – dziwi się Rafał Puchalski.

Ale skoro większość tak robi, to choć z reguły wiemy, że popełniamy przestępstwo, mniej boli. Tym bardziej że w sieci z prawem na bakier są właściwie wszyscy. Nawet ci najbardziej znani, jak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Rok temu opublikował na swoim profilu na Twitterze zdjęcie modelki Natalii Siwiec wykonane przez Piotra Bławickiego, fotoreportera współpracującego z agencją East News. Problem w tym, że nie tylko nie miał prawa do użycia tego zdjęcia, ale nawet go nie podpisał, co stanowiło naruszenie praw autorskich. – Zatwittowałem do ministra, czy ureguluje kwestie honorarium (…) - mówi fotoreporter.

Pełna wersja wydaniu w elektronicznym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej": Prawołamacze

W wydaniu weekendowym również:

Polska Partia Siedzących w Szatni

Mały poradnik ustawiania przetargów

Niewesołe życie staruszka

Prawdziwe oblicze Samoobrony

Liberalne myślenie do poprawy

Prawo to nie tylko zakazy i nakazy

Nasza wielka wojna o banki 

Tureckiej Wiosny nie będzie

Mieszkanie albo praca 

Niezła Franc(j)a

GS-y trzymają się mocno