statystyki

Polacy na lewo z prawem

autor: Rafał Drzewiecki08.06.2013, 08:26; Aktualizacja: 08.06.2013, 09:59
Prawo

Prawoźródło: ShutterStock

„Jeśli mam ochotę na jazdę motocyklem bez kasku lub na prowadzenie samochodu bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, dlaczego prawo mi tego zabrania. Samobójstwo nie jest już przestępstwem” – pytał Christopher Staughton, brytyjski prawnik, sędzia Hight Court of Justice, członek Privy Council królowej Elżbiety II. Większość Polaków zgadza się z tymi słowami.

reklama


reklama


Staughton przyznał, że wprawdzie koszty leczenia motocyklistów i kierowców ponosi publiczna służba zdrowia, ale nie powstała ona po to, by chronić ludzi przed szkodzeniem samym sobie. Bo gdyby tak było – cytował przemyślenia doradcy królowej magazyn prawniczy „Ius et Lex” – państwo powinno zabronić też palenia papierosów, picia alkoholu, obżerania się, jazdy na nartach i wspinaczki wysokogórskiej. „Idąc dalej – zabronić należy także uprawiania seksu bez zabezpieczenia. To z pewnością zamknęłoby problem całkowicie” – ironizował brytyjski prawnik, tłumacząc, że każdy nowy przepis wydany przez ustawodawcę jest ograniczeniem wolności i powinien być stosowany wyłącznie wtedy, gdy jest to absolutnie niezbędne. Bo nadmiar regulacji, zwłaszcza tych, których nie egzekwuje się z zasady, prowadzi do pogardy dla prawa.

W Polsce już doprowadził.

– Przyzwolenie na drobne wykroczenia jest u nas zjawiskiem powszechnym. Panuje przekonanie, że takie zachowanie jest nieszkodliwe społecznie, bo nikomu nie robi krzywdy – przyznaje sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu. Bo jaką krzywdę może bowiem wyrządzić przejście na czerwonym świetle, jeśli drogę widać po horyzont i nic po niej nie jedzie – myślą miliony z nas. Po co płacić abonament radiowo-telewizyjny, jeśli najważniejsi politycy w państwie mówią o tym, że to bezsensowny podatek. Wielkim sieciom handlowym nie ubędzie, jak posmakujemy, nie płacąc, między regałami orzeszka lub cukierka. Nie zapalić papierosa na przystanku? Zakazać psu szczekania po godz. 22, jak zażądali tego w 2009 r. łódzcy radni? Odebrać dziecku szyszkę, którą znalazło w lesie i chce wziąć do domu – tak, tak, zbieranie szyszek też jest nielegalne.

Przed jurydyzacją naszego życia, regulowaniem przepisami każdej jego dziedziny, swoistą kolonizacją społeczeństwa przez wszechobecne prawo przestrzegał już ponad 10 lat temu w piśmie adwokatury „Palestra” były rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. „Nie można oprzeć się rozczuleniu w obliczu wiary w znaczenie tego rodzaju regulacji, która jest, jak się wydaje, pozostałością myślenia magicznego, gdyż autorom tego rodzaju nowoczesnych zaklęć najwyraźniej zdaje się, że coś w ten sposób załatwiają i zabezpieczają. Jest ona źródłem tych wszystkich instrukcji obsługi, jakie otrzymujemy, od kuchenki elektrycznej począwszy, na korkociągu skończywszy. Współczesny ustawodawca, podobnie jak producenci tych przedmiotów, najwyraźniej uważa, że powinniśmy mieć podobne instrukcje obsługi każdej sfery naszego życia. Ich rezultatem jest jednak przede wszystkim zanik szacunku do prawa – jak pisał W. Churchill: »Dziesięć tysięcy regulacji jest w stanie zniszczyć wszelki respekt do niego«” – słowa Kochanowskiego nie straciły na aktualności. Przeciwnie, wydaje się, że jurydyzacja, o której wspomniał, dawno już przekroczyła stany alarmowe.

– Już Cyceron mówił, że nadmiar praw to nadmiar niesprawiedliwości. Polacy są wciąż zaskakiwani nowymi przepisami. Jeden zbędny zastępuje się kilkoma nowymi. Regulujemy to, co świetnie działa – zauważa prof. Marek Chmaj, radca prawny i konstytucjonalista. A jeśli przereguluje się przepisy – dodaje specjalista – to ich stosowanie staje się utrudnione. Przejawem pragmatyzmu jest więc ich omijanie, bo każde społeczeństwo dostosowuje się do zastanych warunków. Przykład? Ograniczenia prędkości w ruchu drogowym. Są zaniżane, bo ustawodawca jakby z góry zakładał, że nikt nie będzie się do nich stosował. A już zupełnym absurdem są przepisy związane z fotoradarami, które mają robić zdjęcia dopiero po przekroczeniu o 10 km/h ustalonego w danym miejscu ograniczenia.

Traktujemy zakazy jako absurdalne, bo nikt nam nie pokazał, że mają sens

– Politycy tworzą w ten sposób atmosferę przyzwolenia, przymykania oka na omijanie zakazów. Bo przecież albo coś jest dopuszczalne, albo nie. Wydaje się, że parlament działa dla osiągnięcia sondażowych korzyści, a stanowienie prawa to dla posłów i senatorów show telewizyjny – mówi wprost sędzia Puchalski. Przypomina, że np. w Anglii obowiązuje prawo zwyczajowe, do którego zmiany wprowadza się na przestrzeni nawet kilkudziesięciu lat. W Polsce takie zmiany następują błyskawicznie, często tylko pod wpływem medialnego wydarzenia. Nie mamy więc poczucia stabilności prawa, a to jest rujnujące dla jego autorytetu. Bez autorytetu nie da się zaś zbudować świadomości społecznej, że regulacje nie są przeciw nam, tylko dla naszego dobra.

– Traktujemy zakazy jako absurdalne, bo nikt nam nie pokazał, że mają sens – podkreśla Andrzej Michałowski z Naczelnej Rady Adwokackiej. I daje przykład powszechnej praktyki składania za kogoś podpisu. To przestępstwo formalne. – Spotykam się z taką reakcją: „Panie, trzeba dać żyć, co to komu szkodzi”. Nikt tym ludziom nie wytłumaczył, że chodzi tu o bezpieczeństwo obrotu, o pewność, że dokument dotarł do danej osoby – zauważa mec. Michałowski, zarzucając państwu, że kuleje z edukacją prawną, stawiając na metodę pałki.

– Zmiana represyjności na edukację zdziała więcej niż kary. Niestety, z mojej praktyki wynika, że np. przy wykroczeniach drogowych zanika instytucja pouczenia przez policję, tylko od razu jest wystawiany mandat – zgadza się z tym sędzia Puchalski. Prof. Chmaj zwraca uwagę na jeszcze jeden niezbędny warunek tworzenia tej dobrej strony świadomości społeczeństwa. To kultura prawna, za którą u nas wciąż ciągnie się martyrologia. – Prawo kojarzy się z uciskiem. Zabory, okupacja, komunizm, całe wieki prawo stanowione było w naszym kraju przez „nich”, obcych, z którymi się nie utożsamialiśmy. Omijanie takich nakazów było odbierane jako czyn patriotyczny – tłumaczy. Mec. Michałowski nazywa to nawet ułańską fantazją, dumą z omijania zakazów. Kto z nas – pyta prawnik – nie był świadkiem rozmów w gronie przyjaciół, na których przechwałki, jak to komuś udało się autem dojechać z Warszawy w Tatry zaledwie w 3,5 godziny, były przyjmowane z bezrefleksyjnym uznaniem. Podobne reakcje występują na wieść, że ktoś miał wypadek, będąc pod wpływem alkoholu. Gdy jest to kierowca obcy, padają nawet skrajne żądania kary śmierci, bo przecież pijak za kierownicą to potencjalny morderca. Gdy jest to ktoś bliski, z rodziny, jesteśmy już wyrozumiali. Zbłądził, miał pecha albo był przemęczony i źle się poczuł – usiłujemy go usprawiedliwić.

Sędzia Rafał Puchalski w zawodowej praktyce często spotyka się z przypadkami, że obok pijanego kierowcy siedział jego trzeźwy znajomy. Nie prowadził, choć powinien był zareagować i odebrać kluczyki. – Najgorszy jest ten brak reakcji. W rozwiniętych demokracjach, gdzie świadomość obywatelska jest rozwinięta, ludzie reagują od razu, jak widzą zagrożenie. U nas to donosicielstwo – zauważa. I przytacza jeszcze jeden przykład – piractwa komputerowego i w internecie, gdzie posiadanie nielegalnego oprogramowania czy ściąganie danych, jak muzyka czy filmy, to norma. – To szokujące, że w Polsce panuje powszechne przekonanie, iż nagrania istniejące w sieci są dobrem wspólnym, a kupowanie drogich płyt to działanie irracjonalne – dziwi się Rafał Puchalski.

Ale skoro większość tak robi, to choć z reguły wiemy, że popełniamy przestępstwo, mniej boli. Tym bardziej że w sieci z prawem na bakier są właściwie wszyscy. Nawet ci najbardziej znani, jak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Rok temu opublikował na swoim profilu na Twitterze zdjęcie modelki Natalii Siwiec wykonane przez Piotra Bławickiego, fotoreportera współpracującego z agencją East News. Problem w tym, że nie tylko nie miał prawa do użycia tego zdjęcia, ale nawet go nie podpisał, co stanowiło naruszenie praw autorskich. – Zatwittowałem do ministra, czy ureguluje kwestie honorarium (…) - mówi fotoreporter.

Pełna wersja wydaniu w elektronicznym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej": Prawołamacze

W wydaniu weekendowym również:

Polska Partia Siedzących w Szatni

Mały poradnik ustawiania przetargów

Niewesołe życie staruszka

Prawdziwe oblicze Samoobrony

Liberalne myślenie do poprawy

Prawo to nie tylko zakazy i nakazy

Nasza wielka wojna o banki 

Tureckiej Wiosny nie będzie

Mieszkanie albo praca 

Niezła Franc(j)a

GS-y trzymają się mocno

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • emeryt(2013-06-10 19:49) Odpowiedz 00

    A czy Polska jest krajem . gdzie jest jakiekolwiek prawo ? Czy może to tylko aparat ucisku na mniej wtajemniczonych i oświeconych Polaków? To państwo nie posługuje się międzynarodowymi standardami krajów o demokratycznych podstawach.

  • Witalis(2013-06-13 14:24) Odpowiedz 00

    Do @5
    Tak się akurat składa, że większość obywateli to są idioci, lub przynajmniej osoby mało inteligentne.
    W systemie, gdzie co kilka lat zmienia się ciało ustawodawcze, produkcja przepisów będzie inflacyjna. A z powodu, że kryterium doboru przedstawicieli ciała ustawodawczego są głównie demagogiczne umiejętności, naiwnością jest liczenie na mądrość ustawodawcy.
    Janusz Korwin Mikke sam zmarnował swoje możliwości i zdyskredytował mądrość. Nie jest dla mnie dostatecznym autorytetem człowiek, który dziennikarkę, która okroiła jego wypowiedź, nazywa "niewyskrobaną chamką", który uważa że dzieci są własnością rodziców i że mogą być np. przez rodziców wysłani na wojnę, albo który uważa, że każdy powinien mieć prawo w swojej kawiarni wywiesić napis: "Nie obsługujemy Murzynów". Także jego poglądem jest to, że Stalin mordując polskich oficerów w Katyniu działał r ramach jurysdykcji państwa radzieckiego, więc wszystko jest lege artis. To wszystko są autentyczne poglądy JKM. Sam je dobrowolnie formułował, niech więc nie robi z siebie cierpiętnika odciętego od mediów. JKM ma przecież swoje łamy w "Najwyższym Czasie!", w "Angorze", czy w "Uważam Rze". Swego czasu miał dużo więcej wejść w tv i w publikacjach prasowych.
    To zatem, że JKM ma w czymś rację można porównać - parafrazując słowa samego JKM - do racji A.Hitlera, który przecież w III Rzeszy ustanowił niższe podatki, niż we współczesnej III Rzeczpospolitej.

  • stef(2013-06-08 10:16) Odpowiedz 00

    Pisać o kolonizacji życia społecznego i nie wspomnieć o Habermasie to swoiste osiągnięcie :)

  • stu1(2013-06-08 11:27) Odpowiedz 00

    mądry artykuł - brawo redaktorze :)

  • piotrek(2013-06-08 17:06) Odpowiedz 00

    samobójstwo...wwwlechitiel.ne

  • POPiSiuchy\(2013-06-09 20:26) Odpowiedz 00

    Nie Polacy, tylko państwo polskie.

  • Pilny obserwator(2013-06-10 00:43) Odpowiedz 00

    Szanowny Autorze
    Bardzo cieszy poruszenie tego tematu. Szkoda, że tylko powierzchownie. Według mnie warto zadać pytania:
    Dlaczego ustawodawca produkuje taką ilość przepisów (czy uważa, że obywatelle to nieodpowiedzialni idioci, którzy bez przepisów się pozabijają - np. pasy bezpieczeństwa, ostrzeżenia na papierosach)?
    Jaki jest cel produkcji takiej ilośći przepisów? Czy chodzi o to by mieć na każdego "haka"? Czy może ma to pomóc w pobieraniu łapówek i dorabianiu do państwowej pensji?
    Na koniec absolutny HIT. Która partia i jaki polityk na polskiej scenie politycznej mówi o tym od dziesięcioleci i dlaczego Janusz Korwin-Mikke, pomimo, że znowu ma rację jest wyciszany w mediach?

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama