Głównym celem złagodzenia wymogów ma być rozwiązanie problemu braku kadry asystenckiej, z którym sądy nie mogą się uporać od kilku lat. Tak przynajmniej twierdzą rząd, który był projektodawcą zmian, oraz prezydent, który nowelę podpisał 28 maja. Zupełnie inne zdanie mają na ten temat sami zainteresowani.

– To tylko połowiczne rozwiązanie problemu. W noweli nie znalazły się przepisy, które uregulowałyby ścieżkę zawodową asystentów – podkreśla Monika Krywow, przewodnicząca Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów.

Jej zdaniem takim uregulowaniem nie są przepisy, zgodnie z którymi asystent sędziego bez aplikacji lub zdanego egzaminu zawodowego będzie mógł przystąpić do egzaminu sędziowskiego po pięciu latach pracy, a po kolejnych sześciu zostać powołany na stanowisko sędziego sądu rejonowego.

– Wielokrotnie podnosiliśmy, że należałoby wprowadzić stanowisko starszego asystenta – wskazuje Krywow.

Ponadto pomocnicy sędziów od lat wskazują na problem z wynagrodzeniami.

– I nie chodzi tylko o ich wysokość, choć są one skandalicznie niskie. Problem tkwi również w tym, że obecnie zarobki nadal uzależnione są faktycznie od tego, w sądzie jakiego szczebla zatrudniony jest asystent – wyjaśnia Krywow.

A to oznacza, że najniższe wynagrodzenie otrzymuje asystent sędziego sądu rejonowego, a najwyższe ten, który pomaga w sądzie apelacyjnym.

– To rozwiązanie jest absurdalne. Obowiązki i jednego, i drugiego są bowiem identyczne. A często nakład pracy w sądach rejonowych jest dużo większy niż w sądach apelacyjnych – podkreśla Monika Krywow.

I dodaje, że zdarza się, iż w sądach najniższego szczebla na jednego asystenta przypada pięciu – sześciu sędziów, a rekordzista musi pomagać aż ośmiu. A żeby ta pomoc była rzeczywista i sędziowie mogli szybciej rozpatrywać sprawy, jeden asystent powinien pozostawać do dyspozycji maksymalnie dwóch sędziów.

Etap legislacyjny

Ustawa czeka na publikację