To stwierdzona sądowo bezczynność. Czy zmobilizowała ona urzędników do wydania decyzji? Niestety nie zawsze. Dlatego część właścicieli szła o krok dalej i zażądała ukarania prezydent miasta grzywną za niewykonanie orzeczeń sądów. W 2012 r. WSA w Warszawie wymierzył prezydentowi grzywnę w 10 sprawach w związku z niewykonaniem wyroku sądu, który zobowiązał ratusz do wydania rozstrzygnięć w sprawach o odszkodowania za nieruchomości warszawskie. W 2013 r. zapadło 13 kolejnych wyroków.

Postępowanie grupowe

Jak by tego było mało, ratusz może się spodziewać jeszcze w licu pozwu zbiorowego ze strony byłych właścicieli gruntów warszawskich. Jedna z kancelarii właśnie przesłała miastu wezwanie do zapłaty. Inicjuje ono postępowanie grupowe.

– Musimy odczekać 3 miesiące na stanowisko drugiej strony w sprawie wezwania do zapłaty. Stąd też dopiero w lipcu pozew będzie wniesiony do Sądu Okręgowego w Warszawie. Sąd ogłosi wtedy także, że będą mogły się przyłączyć do pozwu inne osoby – informuje Ireneusz Rotko, adwokat Corpus Iuris Rotko i Wspólnicy.

Ratusz chce pozwać wymagana przez przepisy o postępowaniu grupowym liczba poszkodowanych (co najmniej 10 osób).

Dekret Bieruta

Dekret Bieruta

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Będziemy się domagać, aby sąd rozstrzygnął co do zasady, że byłym właścicielom należą się odszkodowania oraz odsetki ustawowe za opóźnienia – dodaje Ireneusz Rotko.

W jego ocenie nigdy w historii Warszawy nie było takiej sytuacji, że prezydent jest skazywany na grzywny i dalej nie realizuje wyroków sądów. Jego kancelaria ma ponad 10 spraw, w których miasto nie wykonało prawomocnych orzeczeń sądów administracyjnych nakazujących wydanie decyzji w kwestii roszczeń warszawskich.

– Prezydent m.st. Warszawy łamie prawo. Sądy nakazują coś władzy, a ta nic sobie z tego nie robi – zarzuca ratuszowi adwokat.

Pusta kasa

Jak tłumaczy swe postępowanie stołeczny ratusz? Prosto. Z pustego i Salomon nie naleje.

– Miasto nie wykonuje wyroków i nie wypłaca odszkodowań z powodu braku pieniędzy – mówi Marcin Bajko, dyrektor stołecznego biura nieruchomości.

Dodaje, że miasto miało w tym roku 42 mln zł na ten cel. I środki te zostały już rozdysponowane.

– Nie przekonuje mnie argumentacja, że miasto nie wykonuje orzeczeń, bo nie ma pieniędzy na wypłatę odszkodowań. Przecież jest właścicielem wielu nieruchomości zabranych dekretem Bieruta, może nimi rozporządzać, może je sprzedać, jeśli nie ma do nich roszczeń. Ma więc ogromny majątek i potencjał, aby te roszczenia pokryć – replikuje Ireneusz Rotko.

Tłumaczy także, że ta bezczynność naraża poszczególnych urzędników na odpowiedzialność odszkodowawczą na podstawie ustawy o odpowiedzialności materialnej urzędników.

– Jeśli sąd administracyjny stwierdzi, że doszło do rażącego naruszenia prawa przez niewykonanie orzeczeń, a potem sąd cywilny wypłaci za to odszkodowanie, to konsekwencje finansowe powinien ponieść urzędnik winny przewlekłości – twierdzi adwokat.

Dla niego miasto wykazuje się zwykłą indolencją. Dlatego poszkodowani chodzą od sądu do sądu. W wyniku ich skarg na bezczynność Warszawy wydane są wyroki zobowiązujące prezydenta do rozstrzygnięcia. A ponieważ miasto nie przestrzega części prawomocnych wyroków sądowych, byli właściciele ponownie występują do sądów administracyjnych o nałożenie na miasto grzywien za tę ignorancję.

Problem w tym, że grzywna nie jest najlepszym rozwiązaniem. Ma raczej symboliczny wymiar. Może dawać poszkodowanym tylko satysfakcję moralną. Nie więcej.

– Zwykle nie jest wysoka, średnio to od 500 do 3 tys. zł. Poza tym prezydent płaci grzywnę na rzecz państwa, a nie poszkodowanego – zwraca uwagę Ireneusz Rotko.

Ustawa czy ustawy

Szansą na polubowne załatwienie roszczeń warszawskich byłaby ustawa. Jednak środowisko PO związane z stolicą nie doszło do porozumienia. Gotowy projekt ma ratusz. Nad alternatywą pracują wciąż parlamentarzyści skupieni wokół posła Marcina Kierwińskiego (PO). Ponoć założenia przełożone są już na projekt, ale nie ujrzał on jeszcze światła dziennego.

– W obecnej sytuacji gospodarczej nie ma wielkich szans na ustawę – przyznaje nam nieoficjalnie jeden z polityków Platformy.

Dla posłów problem roszczeń warszawskich to sprawa lokalna.

– Jednak dekret Bieruta, mimo że dotyczył Warszawy, był wydany przez władze centralne. To akt państwowy. Ale to właśnie miasto ponosi konsekwencje tego prawa. Sprawa roszczeń warszawskich nie jest sprawą lokalną, tylko państwową – argumentuje Marcin Kierwiński.

– To nie prezydent wywłaszczył warszawiaków. To państwo wprowadziło dekret Bieruta. A za akt państwowy powinno co do zasady odpowiedzieć państwo, a nie samorząd – dodaje Marcin Bajko.

Jego zdaniem Warszawa powinna się do tego co najwyżej dokładać.

– Chcemy wypracować wspólne z ratuszem rozwiązania prawne. Nie ma między naszymi pomysłami fundamentalnych różnic. Cały czas zabiegamy o poparcie projektu przez resort finansów. Chcemy, aby przedstawione przez nas rozwiązania były akceptowalne dla ministra finansów i bezpieczne dla budżetu państwa – przekonuje Marcin Kierwiński.

Z projektów miejskiego i poselskiego ma powstać jeden wspólny klubowy.

– W pierwszej kolejności zakładamy, że tam, gdzie zwrot nieruchomości będzie możliwy, dawni właściciele lub ich spadkobiercy otrzymywaliby go w naturze – informuje poseł PO.

Jeśli zwrot nie wchodziłby w grę, np. dlatego, że nieruchomość została zagospodarowana na cele publiczne, wówczas możliwe byłoby odszkodowanie.

– Rozważamy także w takich sytuacjach przekazywanie nieruchomości zamiennej – dodaje poseł PO.

Twierdzi, że w projektowanej ustawie proponowany jest roczny termin na złożenie wniosku w trybie nowej ustawy. Regulacja nie spowoduje też automatycznego wygaszenia toczących się aktualnie spraw sądowych.

Prawnicy powątpiewają jednak w to, że taka ustawa zostanie uchwalona.

– Niedawno Rumunia doczekała się ustawy w sprawie roszczeń za nieruchomości przejęte w Bukareszcie. Zasadą jest zwrot w naturze, tam gdzie jest to możliwe. Natomiast Polska cały czas czeka na rozwiązanie tego problemu. I obawiam się, że się nie doczeka. Było już około 20 różnych projektów, wszystkie trafiły na jakimś etapie do kosza – mówi Ireneusz Rotko.

Obawia się, że brakuje woli politycznej.

– Załatwienie tego problemu nie poprawi wyników sondaży wyborczych i nie zwiększy szansy partii na wygraną – pointuje adwokat.

Na razie stolica ubiega się o dopłaty z budżetu państwa.

– Mogę powiedzieć tylko, że na koncie tych pieniędzy jeszcze nie ma – stwierdza dyrektor stołecznego biura nieruchomości.