Kali upaja się sukcesem, od kiedy dwa lata temu nowelizacja prawa o ruchu drogowym dała mu więcej praw na drodze. Kali nazwał to powrotem do normalności, z której korzysta bez ograniczeń. Bo może. Ma już pierwszeństwo na drodze rowerowej? Ma. To niech teraz zaścianek pocący się w zasmrodzonych autach uważa, jak Kali znienacka wjeżdża z impetem na przejście. Może Kali z całą rodziną telepać się rowerami środkiem drogi, a nie jechać jeden za drugim? Może. To niech teraz nierozgarnięci automobiliści pokornie jadą za nimi. Bo Kali przecież tylko korzysta ze swoich praw. A obowiązkiem kierowców jest je honorować.

No właśnie, Kali ma prawa, ale z obowiązkami jakoś mu nie po drodze. Upojenie Kalego i jemu podobnych zaczyna być problemem dla czterokołowego zaścianka. Rośnie liczba drogowych kolizji, które – z pewnością skutkiem nie tylko nowo nabytej normalności, lecz także większej liczby jednośladów – powodują rowerzyści. Sęk w tym, że jednym z obowiązków zaścianka jest wykupywanie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, którego to obowiązku Kali nie ma.

Jak niepostępowy obywatel zawadzi swoim autem inne auto, właściciel tego drugiego dość szybko z pieniędzy ubezpieczyciela tego pierwszego blachę wyklepie i pomaluje. Jak Kali wgniecie rowerem komuś drzwi, właściciel uszkodzonego samochodu może sobie pójść co najwyżej do sądu. I zamiast góra 30 dni, tak jak to najczęściej załatwiają ubezpieczyciele, na pieniądze nakazane wyrokiem sądu może poczekać dwa lata.

Równość praw i nierówność obowiązków uczestników ruchu drogowego zgrzyta. Nie jestem pewien, czy akurat wprowadzenie obowiązkowego OC dla rowerzystów to dobry pomysł. Jednak widząc, jak negatywne i nerwowe reakcje wzbudza u cyklistów nawet nieśmiała wzmianka o takim rozwiązaniu, przed oczyma staje Kali wrzeszczący, że mu kradną krowę. To popadanie z jednej skrajności w drugą. Kiedyś kierowcy straszyli rowerzystów, dziś to rowerzyści zaczynają straszyć kierowców. Tylko dlaczego mogą to robić właściwie bezkarnie? Bo kolego Kali, ukraść krowa zawsze niedobrze. Zawsze.