statystyki

Coraz większe kłopoty z migracją ksiąg wieczystych

autor: Ewa Ivanova15.03.2013, 07:30; Aktualizacja: 15.03.2013, 08:10
Księgi wieczyste

Księgi wieczysteźródło: ShutterStock

Centrum Zakupów dla Sądownictwa w Krakowie od stycznia nie mogło wyłonić firmy, która będzie przewoziła kartony z księgami z sądów do ośrodków migracyjnych i z powrotem. W końcu 5 marca centrum podpisało umowę z DPD Polska, udzielając zamówienia z wolnej ręki, czyli bez otwartego przetargu.

Reklama


Reklama


Migracja ksiąg wieczystych rozpoczęła się w 2003 r. Polega na tworzeniu wersji elektronicznej ksiąg papierowych. W praktyce powoduje to dla interesantów pewne trudności, bo sądy zawieszają załatwianie spraw do czasu zakończenia tej operacji.

– Nie z naszej winy kolejne postępowania musiały być unieważnione. Migracja ksiąg wieczystych nie została jednak wstrzymana. Informowaliśmy jednostki, które się tym zajmują, jak przebiega procedura przetargowa i że nie wyłoniliśmy jeszcze wykonawcy. W tym czasie sądy we własnym zakresie miały zapewnić transport ksiąg – tłumaczy Marian Kowalski, dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa.

Inne zdanie w tej sprawie mają ci, którzy w praktyce odpowiadają za migracje, czyli referendarze.

– U nas przestój trwał około dwóch tygodni. Nikt nas nie powiadomił o przebiegu przetargów i o trudnościach z wyłonieniem wykonawcy. Nie mieliśmy też sygnałów, że przez ten czas mamy organizować transport we własnym zakresie – mówi prosząca o anonimowość przewodnicząca wydziału ksiąg wieczystych.

Z kolei na forum referendarzy jeden z referendarzy informuje, że „do sądów, które nie zakończyły migracji, przychodzi pismo, że transport trzeba organizować we własnym zakresie”. Ale „ani sąd, ani ośrodek migracyjny nie mają na to pieniędzy”.

Przebieg wydarzeń referendarz relacjonuje tak:

„1 marca dostajemy informację, że umowa z DPD będzie lada chwila podpisana. Ośrodek migracyjny sprężył się i odesłał nam transport 28 lutego (w ostatnim dniu obowiązywania umowy – red.). Kurier przekazał nam informację, że umowa nie zostanie podpisana! Po prostu czeski film! Nikt nic nie wie! A po 400 książek to chyba mamy pojechać sobie sami, no chyba że sprawą zajmie się nasza apelacja”.

Resort sprawiedliwości tłumaczy, że umowę z DPD Polska podpisano z wolnej ręki, bo inaczej nie udało się wcześniej wyłonić wykonawcy. Pierwsze postępowanie wszczęto 18 stycznia 2013 r., ale zamawiający musiał wykluczyć jedynego wykonawcę. Ponowne podejście do przetargu było 1 i 12 lutego, nikt nie był jednak zainteresowany.

Resort twierdzi, że w tej sytuacji spełnione zostały przesłanki wskazane w art. 67 ust. 1 pkt. 4 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 113, poz. 759 z późń. zm.). Tłumaczy też, że zamawiający nie miał obowiązku publikować ogłoszenia, bo nie wymaga tego prawo.

– W świetle wyjaśnień zamawiającego oraz dokumentacji przetargowej dostępnej na stronie internetowej można argumentować, że istniały uzasadnione podstawy, aby w tej konkretnej sytuacji udzielić zamówienia z wolnej ręki – ocenia Jerzy Masztalerz, prawnik z kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr.

Ma jednak pewne zastrzeżenia.

– Teoretycznie można rozważać, czy ustalone przez zamawiającego stosunkowo krótkie terminy składania ofert uwzględniały w przypadku tego konkretnego zamówienia czas niezbędny do przygotowania i złożenia oferty – wskazuje prawnik.

Dodaje jednak, że nawet gdyby terminy nie były wystarczające i mogły wpłynąć na brak zainteresowania wykonawców, trudno byłoby z tego powodu kwestionować prawidłowość decyzji zamawiającego o udzieleniu zamówienia z wolnej ręki.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Kasia(2013-03-15 11:15) Odpowiedz 00

    Niom ja już widziałam po migracji niejedne cuda, jak np. wpis w dziale II Stanisław i Stanisław na prawie wspólności ustawowej

  • Tom(2013-03-15 18:58) Odpowiedz 00

    Widziałem ciekawsze rzeczy, migracja następuje poprzez "wklepanie do kompa" z treści księgi papierowej, migrator nie ma wglądu w dokumenty, stąd takie i znacznie bardziej zwiędnięte kwiatki

  • :(((((2013-03-15 20:02) Odpowiedz 00

    migracja ma za zadanie przenieść treść księgi do systemu.Referendarz-migrator nie sprawdza tam wszystkiego , ma za zadanie sprawdzić po tzw. "łebkach" i zatwierdzić. Faktycznego dokładnego sprawdzenia księgi dokonują referendarze w wydziałach orzeczniczych i to oni poprawiają setki błędów migracyjnych .

  • :::::(2013-03-15 20:05) Odpowiedz 00

    od prawie dwóch tygodni nie wysyła się i nie odbiera ksiąg z migracji, nie można załatwiać spraw w księgach leżących w ośrodkach migracyjnych, ludzie sie wściekają, referendarze - orzecznicy nie mogą pracować normalnie ... kurierzy DPD nic nie wiedzą o podpisanej umowie ...

  • mnożnik4(2013-03-15 23:04) Odpowiedz 00

    a jakie orzeczenia wydają Ci "orzecznicy" z ośrodków migracyjnych ?

  • baca--Czy ktoś jest zaskoczony ?(2013-03-16 11:25) Odpowiedz 00

    NAJCIEMNIEJ poD LATARNIĄ !

  • :::::(2013-03-16 19:15) Odpowiedz 00

    referendarz-orzecznik , to referendarz wykonujący swoje czynności w sądzie , a tam wydaje się orzeczenia . W ośrodkach migracyjnych nie wydaje się orzeczeń.

  • zzz(2013-03-17 22:18) Odpowiedz 00

    Nie jest to takie złe jak piszą :) Jak już jest po migracji to naprawdę jest to duże ułatwienie we wpisach i odpisach. Migracja jednak to świństwo dla osób które technicznie muszą się tym zajmować.. :/ Ciężka, fizyczna i ogłupiająca robota :/

  • cd(2013-03-18 10:43) Odpowiedz 00

    Noi to po latach okaże się jak zrobiono przewały i czyje są kamienice

  • qwwer(2013-03-19 08:12) Odpowiedz 00

    Najciekawszy wątek w ogóle nie został poruszony w artykule. Skarb Państwa dostał tak po kieszeni, że aż zagwizdało, a przewoźnik ułatwił sobie dodatkowo robotę kładąc kontrahenta na deskach.

  • katmandu(2015-08-22 08:24) Odpowiedz 00

    Referendarze to nieroby, nie wszyscy ale większość. W pewnym sądzie na podkarpaciu, niektórzy uciekali z pracy, migratorzy audytowali za nich księgi, bo jaśnie panicze mieli ważniejsze zajęcia niż praca. Na dodatek wnioskowali o zadaniowy czas pracy. Co na to prezesy? Nic.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama