Stracone na skutek niekompetencji wynajętego prawnika kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych można by odzyskać szybciej, gdyby od razu po złożeniu do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez adwokata jego korporacja wszczynała postępowanie wyjaśniające.

W wielu przypadkach organy dyscyplinarne samorządu biernie czekają jednak na wyrok sądu powszechnego. W wielu innych sytuacjach nawet nie mają pojęcia o nieetycznej działalności swojego członka. W efekcie kolejni mocodawcy stają się ofiarami swojego obrońcy.

Lista poszkodowanych

To właśnie historia Lucyny Jasek, ale także Grażyny F. – klientek adwokata Krzysztofa G. z Kołobrzegu.

Pani Jasek wynajęła mec. G., żeby ją reprezentował w sprawach z zakresu prawa pracy w związku z prowadzoną przez nią działalnością gospodarczą. Zapłaciła mu wynagrodzenie w wysokości prawie 4 tys. zł za prowadzenie sprawy do końca i podpisała dla niego pełnomocnictwo.

– Mec. G. uspokajał, żeby nie przychodzić do sądu, bo sprawy tego dnia nie będzie. Sam też nie przyszedł, więc nikt mnie i męża nie reprezentował – opowiada rozgoryczona.

Nie miała pojęcia, że sprawa skończyła się niekorzystanie dla niej, do momentu gdy zastukał do jej drzwi komornik, żądając 25 tys. zł z powodu przegranej.

– Okazało się, że mec. G. z niewiadomych przyczyn nie tylko nie prowadził naszej sprawy sumiennie, ale wcale jej nie prowadził, choć za to zapłaciliśmy. Co więcej, wkradł się do budynku sądu, żeby przerobić pełnomocnictwo znajdujące się w aktach sprawy tak, aby obejmowało umocowanie tylko w sądzie I instancji – opowiada pani Jasek.

Złożyła więc zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. Sprawa toczy się od 6 lat. Na samym jej początku pokrzywdzona klientka zwróciła się również o pomoc do Naczelnej Rady Adwokackiej (NRA), która przesłała pismo do Okręgowej Rady Adwokackiej w Koszalinie. Tu mec. G. zasiadał w składzie sądu dyscyplinarnego.

– Korporacja odpisała mi, że nie zajmie się sprawą do czasu, gdy nie zakończy się ona przed sądem – wspomina.

Adwokat działał więc dalej. Trzy lata później kolejna klientka zarzuciła mu działanie na jej szkodę.

Prawnik

Prawnik

źródło: ShutterStock

– W wyniku nieetycznych działań mecenasa straciłam 300 tys. zł – wskazuje pani Grażyna F.

Wyjaśnia, że wynajęła adwokata G. do reprezentowania jej w sprawie lokalowej: chciała, by pod jej nieobecność w kraju sprawy pilnował profesjonalista. Zapłaciła mu 3 tys. zł wynagrodzenia z góry.

– Chciałam wiedzieć, jak się spór toczy, i wystąpiłam do sądu o przesłanie protokołów z rozpraw. Stąd dowiedziałam się, że mojego pełnomocnika na nich nie było. Z sześciu rozpraw pojawił sie tylko na dwóch. Nie składał żadnych wniosków dowodowych, nie zadawał pytań biegłym i powodowi, nie sporządzał żadnych pism. Przez to przegrałam – opowiada.

Również ona zwróciła się do korporacji o zbadanie sprawy.

Niewinnemu adwokatowi postępowanie wyjaśniające nie zaszkodzi

– Jednak mec. G. był w składzie sądu dyscyplinarnego w Koszalinie, więc tamtejsza Okręgowa Rada Adwokacka uznała skargę za bezzasadną – relacjonuje pokrzywdzona.

Wskazuje, że samorząd adwokacki zajął się sprawą dopiero, kiedy wysłała pismo bezpośrednio na adres prezesa NRA.

Mec. Krzysztof G. nie czuje się winny.

– Nie stwierdzono, żebym dopuścił się przestępstwa w sprawie pani Jasek – przekonuje.

Tłumaczy, że przyłączyły się do niej inne osoby i zawiązały koalicję czterech – pięciu klientów rzekomo przez niego pokrzywdzonych. Dodaje, że to zwykłe pomówienia i zawiadomienia o przestępstwach, które nie miały miejsca.

– Problem w tym, że gdyby samorząd adwokacki wszczął postępowanie wyjaśniające od razu, nie byłoby kolejnych osób oszukanych przez tego samego adwokata – uważa Lucyna Jasek.