Chociaż od przeszło 11 lat funkcjonują przepisy zrównujące bezpieczny podpis elektroniczny weryfikowany za pomocą certyfikatu kwalifikowanego z podpisem odręcznym, to dotychczas powszechnie przyjmowano, że nie dotyczy to postępowań sądowych.

Orzecznictwo było tu jednolite – ponieważ regulacje proceduralne nie przewidują takiej możliwości, a stanowią lex specialis wobec ustawy o podpisie elektronicznym (t.j. Dz.U. z 2013 r., poz. 262), to znaczy, że wszystkie pisma sądowe muszą być składane w tradycyjnej papierowej formie.

Uparty prawnik

Sytuacja ta właśnie się zmieniła. Upór Daniela Pietrzaka, prawnika z kancelarii Szeja i Wspólnicy, doprowadził do wydania przez Naczelny Sąd Administracyjny postanowienia, które idzie pod prąd dotychczasowej linii orzeczniczej i uznaje za dopuszczalne składanie pism procesowych drogą elektroniczną (postanowienie NSA z 11 grudnia 2012 r., sygn. akt I OSK 1317/12).

– Trwało to prawie rok. Przy jednej ze spraw administracyjnych dotyczącej informacji z gminnej ewidencji gruntów uparłem się, że skargę złożę drogą elektroniczną. Byłem bowiem w pełni przekonany, że zarówno polskie, jak i unijne przepisy dają mi taką możliwość – opowiada Pietrzak.

Skarga trafiła do organu, gdyż to on, zgodnie z procedurą, powinien ją przekazać do sądu. I zrobił to, ale w postaci zwykłego wydruku.

– W mojej ocenie powinien opatrzyć ją urzędowym poświadczeniem potwierdzającym, że pismo było opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za pomocą certyfikatu kwalifikowanego. Pracownik urzędu tego jednak nie zrobił – komentuje autor skargi.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach, tak jak we wszystkich wcześniejszych takich sprawach, odrzucił skargę. Argumentacja też była taka jak zwykle – brak podpisu odręcznego. A ustawa – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2012 r., poz. 270 z późn. zm.; dalej: p.p.s.a.) nie przewiduje zrównania z nim e-podpisu.

Daniel Pietrzak zaskarżył to postanowienie. Tym razem już na piśmie, bo zależało mu na tym, by sprawa została rozpoznana przez NSA. Normalnie trafiłaby jak zwykle na niejawne posiedzenie w jednoosobowym składzie i pewnie zostałaby odrzucona, tak jak wiele razy wcześniej.

– Dlatego postanowiłem powołać się na rzadko stosowany przepis i złożyć wniosek o wyznaczenie rozprawy. Został on uwzględniony – opowiada prawnik.

Przedstawione przez niego na rozprawie argumenty przekonały skład orzekający. Doszedł on do wniosku, że określone w ustawie o podpisie elektronicznym zrównanie e-podpisu z podpisem odręcznym dotyczy wszystkich czynności, chyba że przepisy odrębne stanowią inaczej. Innymi słowy, jeśli w innej ustawie nie wyłączono tej zasady, to obowiązuje ona bezwzględnie.

– Przepisy te formułują zasadę równorzędności co do wywoływanych skutków prawnych dwóch stanów faktycznych: tradycyjnego pisma opatrzonego własnoręcznym podpisem i pisma przesłanego w postaci elektronicznej opatrzonego bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy kwalifikowanego certyfikatu, w okresie ważności tego certyfikatu.

Wyjątki od tej zasady mogą być sformułowane w ustawach szczególnych, jednak muszą one jasno wynikać z brzmienia takiej ustawy i nie mogą być domniemane. Ustawodawca sformułował zatem zasadę ogólną, od której wyjątki muszą zostać zawarte w akcie prawnym rangi ustawowej – zaznaczyła w uzasadnieniu postanowienia sędzia Irena Kamińska, przewodnicząca składu orzekającego.

Skoro w p.p.s.a. nie wyłączono takiej możliwości, to znaczy, że zasada ta obowiązuje. Nie ma znaczenia, że przepisy p.p.s.a. nie przewidują wprost możliwości dokonania określonej czynności w formie elektronicznej.

NSA odwołał się również do dyrektywy w sprawie wspólnotowych ram w zakresie podpisów elektronicznych (1999/93/WE), która wymaga uwzględniania bezpiecznych podpisów elektronicznych. Gdyby więc nawet przyjąć, że nie wynika to z polskiej ustawy, to obywatele mogliby się powoływać na wykładnię prounijną.

– Zdaniem NSA prawo unijne wymaga, aby każde z państw członkowskich osiągnęło stan zrównoważenia między podpisem elektronicznym i podpisem własnoręcznym, również w obrocie między sądami i obywatelami – podkreśliła sędzia Irena Kamińska.

Precedensowa sprawa

To pierwsze takie postanowienie.

– Ponieważ ma ono na razie charakter jednostkowy, trudno ocenić, na ile przyczyni się do ukształtowania nowej linii orzeczniczej – komentuje Karolina Szmit, prawnik w departamencie postępowań spornych CMS Cameron McKenna.

Gdyby dochodziło do dalszych różnic w wykładni, być może konieczne będzie wydanie uchwały w składzie siedmiu sędziów NSA. Bez wątpienia jednak w kolejnych sprawach sądy będą musiały zmierzyć się z argumentacją przedstawioną w uzasadnieniu tego postanowienia.

– Odbiega ono od dotychczasowego orzecznictwa sądów administracyjnych i tworzy istotny precedens w zakresie możliwości zastosowania podpisu elektronicznego w procedurze sądowoadministracyjnej, gdzie kwestia ta nie jest wprost uregulowana. Zastosowana przez NSA wykładnia wychodzi naprzeciw potrzebom obrotu publicznoprawnego w warunkach coraz większego upowszechniania komunikacji elektronicznej – mówi Karolina Szmit.

Co orzekł wcześniej Sąd Najwyższy

Także przed sądami powszechnymi prawnicy nieraz próbowali składać pisma procesowe w formie elektronicznej. Za każdym razem bezskutecznie. Jedna z takich spraw trafiła ostatecznie do Sądu Najwyższego, któremu przedstawiono zagadnienie prawne wymagające zasadniczej wykładni.

Z uzasadnienia postanowienia SN z 26 marca 2009 r. (sygn. akt I KZP 39/08):

„Pomimo wprowadzonej przez ustawę o podpisie elektronicznym zasady równoważności skutków prawnych dokumentów elektronicznych z dokumentami tradycyjnymi ustawodawca odrębnie reguluje w ustawach procesowych kwestię dopuszczalności wnoszenia pism procesowych drogą elektroniczną. W kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia, a także w kodeksie postępowania karnego, nie ma takich unormowań. (...) Apelację i zażalenie wnosi się na piśmie (...), zaś pismo procesowe powinno zawierać podpis składającego. (...) Treść tych przepisów prowadzi do jednoznacznego wniosku, że apelacja musi mieć postać pisemnego dokumentu opatrzonego własnoręcznym podpisem”.

265 tys. certyfikatów kwalifikowanych było aktywnych w lutym 2013 r.