Główny Inspektorat Transportu Drogowego odpowiada m.in. za ściganie wykroczeń drogowych zarejestrowanych przez fotoradary, a także za nakładanie kar za przejazd drogami płatnymi bez wniesienia opłaty (system viaTOLL). Schemat działania inspekcji jest prosty: po ujawnieniu wykroczenia właściciel pojazdu dostaje pismo informujące go o przewinieniu z prośbą o wskazanie kierującego, który je popełnił.

GITD żąda wskazania kierującego nawet, gdy nie przysyła zdjęcia, które by to umożliwiło, albo gdy jest ono nieczytelne. Mimo tego gdy właściciel pojazdu się nie przyznaje, ale też nie wskazuje, kto jechał autem, wówczas na podstawie art. 96 par. 3 kodeksu wykroczeń GITD kieruje sprawę do sądu, by ten ukarał krnąbrnego właściciela za niewskazanie.

Nowak Nowakowi nierówny

Wszystko wskazuje jednak na to, że choć inspekcja może nakładać mandaty za wykroczenia drogowe, to nie ma uprawnień do kierowania do sądu wniosków za owo niewskazanie. Potwierdziły to choćby wyroki warszawskich sądów (postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, sygn. akt XIV W 1975/12) rozpatrujących sprawę adwokata Artura Wdowczyka, który dostał od inspekcji nieczytelne zdjęcie.

Podczas rozprawy sąd nie rozważał nawet, w jaki sposób można wymagać wskazania kierującego, jeśli widzi się czarną plamę. Po prostu umorzył postępowanie ze względu na brak uprawnionego oskarżyciela. Zdaniem sądu żadna ustawa nie daje bowiem tej służbie takich kompetencji.

GITD od wyroku się odwołała (wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, sygn. akt X Kz 124/13), ale sąd drugiej instancji podzielił zdanie poprzednika. Co więcej, uznał, że obecnie obowiązujące przepisy nie przewidują kompetencji głównego inspektora transportu drogowego do kierowania do sądu wniosku o ukaranie za wykroczenie z art 96 par. 3, bo nie wchodzi ono w zakres ustawowych działań tego organu.

A odmienna interpretacja GITD jest niedopuszczalna z punktu widzenia art. 7 konstytucji stanowiącego, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”.

– Przekroczenie uprawnień przez urzędnika jest w myśl art. 231 kodeksu karnego przestępstwem. A skoro tak, to czekam na działania prokuratury, bo w przeciwnym razie trzeba sobie zadać pytanie, czy jest w tym kraju prawo, czy go nie ma.

Albo czy obowiązuje ono tylko zwykłych obywateli, a już urzędników – nie. Bo prawo ma działać tak samo w stosunku do wszystkich: do zwykłego Nowaka, jak i ministra Nowaka (szefa resortu transportu, budownictwa i gospodarki morskiej, które nadzoruje GITD – red.) – mówi mec. Artur Wdowczyk.

Prokuratura nie interpretuje

Prokuratura jednak z urzędu sprawą się nie zajmie.

– Musiałoby być uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. To, czy inspekcja ma takie uprawnienia, czy nie, to są pytania czysto teoretyczne, które można zadać pracownikowi naukowemu uniwersytetu. My nie będziemy interpretować przepisów, dopóki taka sprawa do nas nie wpłynie – tłumaczy Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

– Jeżeli sąd zauważyłby, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa, to jest winny zawiadomić prokuraturę – przypomina prokurator.

Zgodnie z art. 304 kodeksu postępowania karnego każdy, kto dowiedział się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub policję. Natomiast par. 2 tego artykułu stanowi, że taki obowiązek prawny mają instytucje państwowe i samorządowe, jeżeli dowiedziały się o tym w związku ze swą działalnością. Ale sędzia, który rozpatrywał sprawę, takiego zawiadomienia nie zgłosił.

– Zadaniem sędziego było jedynie rozpoznanie zażalenia GITD w związku z umorzeniem postępowania. Sędzia w swoim postanowieniu odniosła się do tego zażalenia merytorycznie – informuje Magdalena Młynarczyk-Zugaj z Sądu Okręgowego w Warszawie.