Spełniają się obawy formułowane wielokrotnie przez ekspertów na łamach DGP na temat dużo bardziej rygorystycznego podejścia do przetargów. Chodzi o obowiązującą od 20 lutego nowelizację ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 113, poz. 759 z późń. zm.; dalej: p.z.p.). Dodała ona art. 22 ust. 5, który pozwala stawiać warunki dotyczące rzetelności i efektywności firm ubiegających się o zamówienie.

Zarówno zamawiający, jak i wykonawcy zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób weryfikować ich spełnianie. Czy poprzestać na sporządzaniu list zawierających najistotniejsze prace wykonane w przeszłości, te odpowiadające zakresem i wartością zamówieniu, czy też wykazywać wszystko, jak leci?

Więcej papierów

Opublikowane w piątek w Dzienniku Ustaw zmiany w rozporządzeniu w sprawie wzorów ogłoszeń zamieszczanych w Biuletynie Zamówień Publicznych (Dz.U. z 2013 r., poz. 279) wskazują, że zasadą ma być wymaganie pełnych wykazów wszystkich zrealizowanych wcześniej prac.

„Wykaz robót budowlanych, dostaw lub usług przedstawiany przez wykonawcę z zasady obejmuje pełny wykaz (...), przy jednoczesnym wprowadzeniu regulacji umożliwiającej zamawiającemu jego ograniczenie za pomocą niedyskryminujących i obiektywnych kryteriów.

Regulacja ta umożliwi zamawiającemu uzyskanie »pełnego obrazu« działań podejmowanych przez wykonawcę, nie zaś sprawdzanie dokumentów poświadczających prawidłową realizację” – napisali autorzy w uzasadnieniu projektu zmian w rozporządzeniu.

Co i z jakich przepisów wynika

Co i z jakich przepisów wynika

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Można się spodziewać, że wielu zamawiających będzie zaznaczać pierwszą z opcji ze wzoru ogłoszeń i wymagać przedstawienia pełnych wykazów. To konsekwencja uprawnienia wynikającego z nowego rozporządzenia w sprawie rodzajów dokumentów, jakich może żądać zamawiający od wykonawcy, oraz form, w jakich te dokumenty mogą być składane (Dz.U. z 2013 r., poz. 231).

– Niezrozumiałe jest przeforsowanie rozwiązania, które od początku wzbudzało krytykę – ocenia Dariusz Ziembiński, ekspert Business Centre Club ds. zamówień publicznych.

– W świetle nowego przepisu zamawiający będą mogli żądać wykazu wszystkich wykonanych robót budowlanych oraz wszystkich wykonanych (lub wykonywanych) głównych dostaw lub usług. W konsekwencji wykonawcy będą musieli składać znacznie bardziej obszerne niż obecnie wykazy – tłumaczy.

Jak może to wyglądać w praktyce? Do niedawna firma startująca w przetargu na ocieplenie szkoły musiała przedstawić wykaz trzech zrealizowanych wcześniej tego typu prac o podobnej wartości. Teraz można od niej wymagać pokazania listy wszystkiego, co robiła w ciągu ostatnich pięciu lat. Może ona zawierać tysiące pozycji, zarówno dotyczących docieplania budynków, jak i tych niezwiązanych w żaden sposób z przedmiotem zamówienia (np. kładzenie dachu, remont drogi gminnej czy wymiana kanalizacji).

Kluczowa wydaje się odpowiedź na pytanie, czemu ma służyć przedkładanie pełnych wykazów zrealizowanych prac. Zdaniem Urzędu Zamówień Publicznych tylko dzięki temu zamawiający może zbudować sobie pełen obraz wykonawcy: nie tylko tego, jakie inwestycje zrealizował poprawnie, ale także czy przy jakichś innych pojawiły się problemy.

Eksperci zwracają jednak uwagę na brak konsekwencji.

– Mam wrażenie, że zarówno rozporządzenie dotyczące dokumentów, jak i to dotyczące ogłoszeń rozjeżdżają się z normami wynikającymi z aktu wyższego rzędu, czyli ustawy – komentuje Artur Wawryło z Centrum Obsługi Zamówień Publicznych.

– Ocena spełniania warunków zgodnie z art. 22 ust. 4 p.z.p. musi być związana z przedmiotem zamówienia oraz proporcjonalna wobec niego. Nie wyobrażam więc sobie, żeby o wykluczeniu z przetargu przesądzało nienależycie wykonane zlecenie, np. na kwotę kilkadziesiąt razy mniejszą niż wartość przedmiotu zamówienia. Trudno tu bowiem byłoby mówić o proporcjonalności – dodaje.

Idąc tym tokiem rozumowania, składanie przez wykonawców pełnych wykazów byłoby pozbawione sensu. Nawet gdyby okazało się, że potwierdzają one brak rzetelności przy którejś z pozycji, to i tak – zgodnie z ustawową zasadą proporcjonalności – nie mogłoby to stanowić podstawy wykluczenia, jeśli nie odpowiadałaby ona wartością czy zakresem przedmiotowi zamówienia.

Można jednak usłyszeć także argumenty przeciwne. Skoro z wykazu wynika, że wykonawca nie poradził sobie z małym zleceniem, to tym bardziej nie powinno mu się powierzać dużego.