Coraz częściej by dowieść zdrady czy oszustwa, strony przynoszą do sądu taśmy, zdjęcia robione z ukrycia, e-maile zdobyte przez włamanie się do cudzej poczty elektronicznej czy SMS-y wykradzione z telefonu partnera. I zdarza się, że sąd dowody te dopuszcza.

Nie do pomyślenia byłaby w Polsce sytuacja jak w Stanach Zjednoczonych, gdy groźny przestępca wypuszczany jest na wolność, ponieważ kluczowy dowód w sprawie został zdobyty nielegalnie.

Sądy dopuszczają nielegalnie zdobyte dowody – tzw. owoce zatrutego drzewa – gdyż tylko w nieznacznym stopniu jest to uregulowane. Od lat toczą się jednak spory o granicę dopuszczalności takich dowodów. Prawnicy są podzieleni. Jedni wskazują, że podstawą winno być dążenie do prawdy, a inni uważają, że zdobycie dowodu nie może naruszać prawa do prywatności osoby.

Nie może być tak, że uzyskany bezprawnie dowód wykorzystuje się w legalnym procesie

– Nagrywanie rozmów osób fizycznych lub wizerunku bez ich wiedzy i zgody stanowi naruszenie dóbr osobistych: prywatności, wizerunku, nietykalności mieszkania. Do naruszenia tych dóbr dojdzie w wyniku posługiwania się bez wiedzy uprawnionego urządzeniami podsłuchowymi lub nagrywającymi obraz i dźwięk w jego pomieszczeniach, a także ich instalowania.

Ponadto podsłuchiwanie rozmów narusza konstytucyjne prawo do poszanowania tajemnicy komunikowania się – wymienia prawnik Paweł Zouner z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Tym samym obowiązywanie w polskim prawie teorii owoców zatrutego drzewa jest sporne. Zwolennicy jako źródło jej obowiązywania wskazują na art. 7 konstytucji, zgodnie z którym organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Ważny jest także art. 6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, który gwarantuje prawo do rzetelnego procesu sądowego.

W sprawach karnych

W procedurze karnej priorytetem jest wiarygodność dowodu. Strony muszą jednak pamiętać o ustawowych zakazach dowodowych. Zgodnie z nimi nie można np. wpływać groźbami na wypowiedź przesłuchiwanego czy dla zdobycia informacji stosować hipnozy lub środków chemicznych. Swobodę dowodzenia ogranicza również tajemnica zawodowa czy możliwość odmowy zeznań przez osobę najbliższą.

Jednak kwestia pochodzenia dowodu nie jest wprost uregulowana. Sąd Apelacyjny w Katowicach w jednym z wyroków (sygn. akt II Aka 160/04) stwierdził, że „koncepcja owoców zatrutego drzewa nie została przyjęta w polskim procesie karnym, gdzie obowiązuje zasada swobodnej oceny dowodów”.

Zgodnie z nią organy postępowania kształtują swoje przekonanie na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów, ocenianych swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego.

I tak, zdaniem katowickiego sądu „wadliwe przeprowadzenie czynności okazania oskarżonego z udziałem osób przybranych – znanych świadkom dokonującym rozpoznania, nie zwalniało sądu od obowiązku dokonania oceny wiarygodności tego dowodu”.

Konieczność zmian dostrzegli autorzy nowelizacji kodeksu postępowania karnego. Projekt Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego zakłada dodanie art. 168a w brzmieniu: „Niedopuszczalne jest przeprowadzenie i wykorzystanie dowodu uzyskanego do celów postępowania karnego za pomocą czynu zabronionego”.

W uzasadnieniu czytamy, że „wykluczyć to musi możliwość instalowania na zlecenie strony procesowej podsłuchów, czy dokonywania przeszukania.

Przepis będzie miał także i ten walor, że określi granice dopuszczalności wykorzystania dowodów zaprezentowanych przez oskarżyciela, co obecnie w ogóle nie jest uregulowane i co jest źródłem poważnych rozbieżności w piśmiennictwie prawniczym oraz judykaturze”. 9 października projekt zawierający tę zmianę został przyjęty przez Radę Ministrów.

– W takiej sytuacji, jeżeli policja czy oskarżyciel naruszą przepisy, dowody przez nich dostarczone nie będą przez sąd brane pod uwagę – wskazuje sędzia Marek Celej z Sądu Okręgowego w Warszawie.

Dodaje, że tak będzie, gdy np. CBA wystąpi do sądu o zezwolenie na założenie podsłuchu, a później okaże się, że wcześniej już nagrywali. Nawet jeżeli to wcześniejsze nagranie będzie zawierało materiał skazujący, nie zostanie wykorzystane. Dziś o dopuszczeniu takiego dowodu decyduje sędzia.

– Popieram taką zmianę. Nie może być tak, że ktoś uzyskuje bezprawnie dowód, a później chce go wykorzystać w legalnym procesie – podkreśla prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.