Amber Gold: Mamy czyste papiery

We wtorek wznowimy wypłacanie pieniędzy klientom, którzy chcą wycofać się z inwestycji – deklarował wczoraj prezes Amber Gold Marcin Plichta. Firma, która oferowała wysoko oprocentowane lokaty oparte na złocie, od kilku tygodni ma kłopoty.

Najpierw wycofała się z finansowania tanich linii lotniczych OLT, co doprowadziło do ich bankructwa, potem „z powodów technicznych” zawiesiła wypłaty klientom. Przed powierzaniem pieniędzy Amber Gold ostrzegała Komisja Nadzoru Finansowego. Mimo to w sumie 50 tys. osób założyło tam lokaty.

Amber Gold wstrzymała wypłaty, bo – jak twierdził Plichta – żaden polski bank nie chciał jej otworzyć rachunku. Poprzednie miały zostać zlikwidowane po tym, jak do banków dotarło pismo Komisji Nadzoru Finansowego. Urząd zaprzecza, by doradzał bankom zamykanie rachunków Amber Gold.

Plichta zaznaczył, że realizacja wypłat może potrwać do trzech dni roboczych. Jeśli jednak jego zapowiedzi nie zostaną spełnione, klientom zostanie droga sądowa.

A to oznacza albo długotrwały spór z wfirmą, albo – gdyby doszło do jej upadłości – oczekiwanie w kolejce z innymi wierzycielami na spełnienie roszczeń.

Ostatnia możliwość to próba dochodzenia pieniędzy z majątku członków zarządu, ale to najtrudniejszy i najbardziej skomplikowany sposób.

Część klientów przestała już wierzyć firmie. Trzysta osób szykuje pozew zbiorowy. Zbierają się na stronie www.wspolnypozew.com. Reprezentować ich będzie kancelaria Domański Zakrzewski Palinka sp.k.

KNF odpiera zarzuty Amber Gold, a firma sprzedaje złoto

Komisja Nadzoru Finansowego stanowczo zaprzeczyła wczoraj, że doradzała bankom zamykanie rachunków Amber Gold. Tymczasem firma tłumaczy, że był to główny powód, dla którego musiała wstrzymać w ubiegłym tygodniu wypłaty pieniędzy. – Nie było żadnych nacisków na banki.

Było jedynie przypomnienie o ryzyku dla reputacji banku związanym ze współpracą z tego typu firmami – wyjaśnia Łukasz Dajnowicz, rzecznik prasowy KNF.

Nadzór ma wątpliwości, czy spółka Amber Gold nie wykonuje czynności bankowych bez zezwolenia, co jest niezgodne z prawem. KNF już kilka lat temu umieściła ją na liście ostrzeżeń publicznych. Niedawno Amber Gold pozwała za to nadzór do sądu.

Komisja Nadzoru Finansowego twierdzi, że umieszczenie Amber Gold na liście było zgodne z prawem, a informacja o tym, że firma nie ma licencji bankowej, jest zgodna z prawdą.

Obecnie Amber Gold ma około 7 tys. klientów, którzy wpłacili na jej konto około 80 mln zł. Jak informuje prezes firmy Marcin Plichta, dziennie około 300 z nich zrywa umowę. Plichta zwraca uwagę, że w związku z zapisami w dokumentach pieniądze z lokat zerwanych przed czasem będą wypłacane bez odsetek i z potrąceniem 19,5 proc. wpłaconej kwoty.

Plichta podkreśla także, że Amber Gold nie rozważa złożenia wniosku o upadłość. Będzie natomiast wyprzedawać posiadane złoto. – Ze względu na to, że spółka nie jest w stanie obecnie zdobyć nowych klientów, i ze względu na zrywane umowy jesteśmy zmuszeni sprzedać posiadany kruszec – wyjaśnia Plichta.

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku prowadzi postępowanie w sprawie ewentualnego przestępstwa Amber Gold, czyli złamania prawa bankowego poprzez prowadzenie działalności bankowej bez stosownego zezwolenia. Grozi za to do 5 mln zł grzywny i do 3 lat więzienia. Spółka Amber Gold działa od 2009 r. Miała już około 50 tys. klientów.

Co mogą zrobić klienci Amber Gold, jeśli mają kłopoty z odzyskaniem pieniędzy

● Jeśli firma nie złoży wniosku o upadłość
Klienci, którzy chcą wycofać pieniądze, a firma ich nie oddaje, powinni wezwać ją do dobrowolnego spełnienia świadczenia, czyli wysłać wezwania do zapłaty. Jeżeli nie spełni żądań, powinni wystąpić na drogę sądową, składając pozew do sądu powszechnego. Mogą wybrać pomiędzy postępowaniem upominawczym, nakazowym a procesowym.
W postępowaniu nakazowym sąd może wydać nakaz, gdy okoliczności uzasadniające dochodzenie żądania są udowodnione dokumentami wskazanymi przez przepis k.p.c., czyli np. wezwaniem dłużnika do zapłaty wraz z pisemnym oświadczeniem dłużnika o uznaniu długu. – Po wydaniu nakazu druga strona może wnieść zarzuty, wtedy sprawa prowadzona jest w trybie procesowym. Nakaz jednak nadal istnieje i jest tytułem zabezpieczenia – wyjaśnia radca prawny Marek Świątkowski, parter w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka sp.k.
Postępowanie upominawcze może zostać poprowadzone, gdy ma się dokumenty potwierdzające wierzytelności (np. umowę). Na ich podstawie sąd wyda nakaz. Ale jeżeli firma wniesie zarzuty (czyli sprzeciwi się decyzji sądu), nakaz automatycznie upadnie – niezależnie od tego, czy zarzuty są zasadne, czy nie. – To postępowanie jest mało atrakcyjne dla klientów spółki – mówi mec. Świątkowski.
W postępowaniu procesowym każda ze stron ma prawo przedstawiać dowody, składać wnioski itd. Ten tryb trwa najdłużej.

● Jeśli spółka ogłosi upadłość likwidacyjną...
zostanie ustanowiony syndyk, który będzie miał obowiązek sporządzić listę wierzytelności. Zgłoszenie wierzytelności należy wysłać do sądu. Należy wskazać jej wysokość oraz dołączyć dokumenty potwierdzające jej istnienie. Taka procedura trwa nawet kilka lat. Do tego z majątku upadłego na początku zaspakaja się zobowiązania publiczno-prawne (urzędy skarbowe, ZUS itd.), potem dopiero pracowników i klientów takiej spółki.

● Opcja ostateczna
Jeżeli okaże się, że nie można uzyskać środków od spółki, można próbować je wyegzekwować z prywatnego majątku zarządu. Członkowie zarządu ponoszą w tym zakresie odpowiedzialność solidarną. Ale można tak uczynić dopiero, gdy egzekucja przeciwko spółce okazała się bezskuteczna.
– Jeżeli członek zarządu zgłosi wniosek o ogłoszenie upadłości w terminie albo że brak wniosku jest nie z jego winy, wtedy nie będzie ponosił odpowiedzialności. Tak będzie również, gdy udowodni, że niezłożenie tego wniosku nie spowodowało szkody po stronie klienta– puentuje mecenas.