Część przepisów ustawy w sprawie spłaty niezaspokojonych należności przedsiębiorców za niektóre prace, wynikających z realizacji udzielonych zamówień publicznych (dalej: ustawa) wzbudziła wątpliwości głowy państwa. Dlatego prezydent skierował je do Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi m.in. o dyskryminowanie dużych przedsiębiorców, którzy zostali wykluczeni z możliwości uzyskania zapłaty.

Wniosek do TK w żaden sposób nie wpływa jednak na funkcjonowanie nowych przepisów. Oznacza to, że przedsiębiorcy powinni już zacząć przygotowywać zgłoszenia, w których uzasadnią swe roszczenia. Podpisana przez prezydenta we wtorek ustawa wejdzie bowiem w życie w dniu jej opublikowania w Dzienniku Ustaw.

Chociaż firmy będą miały trochę czasu na zgłoszenie przysługujących im należności, to jednak nie powinny zwlekać. Środki na wypłaty są ograniczone i z pewnością nie wystarczy ich dla wszystkich.

Nie warto zwlekać

Całą procedurę rozpoczyna zgłoszenie należności. Można je przesłać, jeśli wykonawca co najmniej 30 dni zalega z zapłatą za zrealizowane i odebrane prace albo ogłoszono jego upadłość lub też sąd oddalił wniosek o ogłoszenie jego upadłości z powodu braku środków na jej przeprowadzenie.

Generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad po otrzymaniu pierwszego zgłoszenia i weryfikacji jego poprawności otwiera procedurę związaną z wypłatą.

Jeśli opiewa ono na kwotę przekraczającą 3 proc. wartości całej inwestycji, jest wówczas zobowiązany ogłosić w dzienniku ogólnopolskim, że rozpoczął się liczący 21 dni termin na zgłaszanie roszczeń przez pozostałych podwykonawców, którzy wykonywali prace przy danym zamówieniu.

Jeśli pierwsze ze zgłoszeń dotyczy niższej kwoty, takie ogłoszenie może, ale nie musi, zostać opublikowane.

Dlatego też przedsiębiorcy powinni trzymać rękę na pulsie i jak najszybciej przesyłać swoje zgłoszenia. Zwyczajnie mogą bowiem nie wiedzieć, że procedura związana z wypłatą zaległych wynagrodzeń już ruszyła. A jeśli nie złożą zgłoszenia na czas, może się okazać, że pieniędzy już nie ma i pozostaną z niczym.

Wynika to z faktu, że ogólna suma wypłat dotyczących jednej inwestycji nie może przekroczyć wpłaconego przez generalnego wykonawcę zabezpieczenia należytego wykonania umowy. A to, zgodnie z art. 150 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 113, poz. 759 z późn. zm.), wynosi od 2 do 10 proc. ceny zaproponowanej przez wykonawcę w ofercie.

Jeśli przy jednym zamówieniu pracowało wielu podwykonawców, którym generalny wykonawca nie zapłacił wynagrodzenia, to muszą oni liczyć się z tym, że nie odzyskają wszystkich pieniędzy. Zgodnie z art. 5 ust. 4 ustawy kwoty wypłat są wówczas ustalane proporcjonalnie do zgłoszeń.

Dla przykładu – jeśli zabezpieczenie należytego wykonania umowy wyniosło 100 mln zł, a podwykonawcy domagają się łącznie 200 mln zł, to każdy z nich dostanie połowę tego, czego żąda.

Ci, którzy nie zgłoszą swych należności we wspomnianym terminie 21 dni, w takiej sytuacji nie dostaną nic. Artykuł 9 pozwala co prawda sporządzić kolejną listę należności, ale tylko wtedy, gdy wypłaty z pierwszej były łącznie mniejsze niż kwota należytego zabezpieczenia umowy.

Co ciekawe, nawet gdyby tak się stało, druga lista może, ale nie musi, zostać utworzona. Przepis pozostawia to bowiem do uznania GDDKiA.