W tym samym czasie we wspólnotach mieszkaniowych kwartalne długi przekraczały 260 mln zł, w lokalach gminnych z kolei – 538 mln zł.

Z ostatnich danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że średnie zadłużenie z tytułu czynszów w spółdzielniach wynosi dziś 3 – 4 tys. zł, ale są też rekordziści z długami przekraczającymi 150 – 200 tys. zł.

Największy dłużnik mieszka w Warszawie i jest winny swojej spółdzielni 290 tys. zł. Niewiele mniej, bo 255 tys. zł ma do spłacenia mieszkaniec Opola. Przeciętne miesięczne zadłużenie z tytułu opłat czynszowych w spółdzielniach wzrosło na przestrzeni lat. W latach 2005 – 2009 wynosiło niemal 3 tys. zł.

Trudno się pozbyć

I choć zarządzający budynkami robią co mogą, to kwoty do ściągnięcia nie maleją, a w wielu przypadkach wręcz rosną.

Tak jest m.in. w Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, do której należy dziś 12 tys. lokali. Co prawda spółdzielnia coraz bezwzględniej egzekwuje należności od dłużników, wysyłając wnioski do sądu i zatrudniając komornika do ściągania długów, ale w miejsce tych spłaconych szybko powstają następne.

– Coraz częściej jedynym sposobem odzyskania pieniędzy są niestety eksmisja i licytacja lokalu – mówi jedna z pracownic wydziału windykacji spółdzielni.

70 proc. dłużników ma pieniądze, ale woli je wydać na siebie, nie czynsz

W ciągu ostatnich 3 – 4 lat spółdzielnia dostała prawo do zlecenia komornikom około pięćdziesięciu wyroków eksmisji. Wiele z nich wykonano, ale są też lokatorzy, którzy mieszkają dalej, bo w gminie brakuje mieszkań socjalnych (samorząd musi je zapewnić).

Co prawda od jesieni ubiegłego roku obowiązuje ustawa, która pozwala eksmitować uporczywych dłużników do pomieszczeń tymczasowych, czyli np. do lokali bez kuchni i ze wspólnymi łazienkami, ale sądy zgadzają się wysiedlać tam tylko osoby wyjątkowo uciążliwe.

Biedni płacą

Tymczasem z danych, które zebraliśmy w poszczególnych spółdzielniach, wspólnotach i zarządach budynków komunalnych, wynika, że 60 – 70 proc. dłużników to wcale nie osoby patologiczne i biedne. – Wiele z nich nie płaci, bo woli te pieniądze wydać na wycieczkę zagraniczną czy nowy telewizor – tłumaczy Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Niestety, zwyczaj niepłacenia odbija się na innych lokatorach. Jeśli ktoś nie płaci czynszu przez rok czy dwa lata, a spółdzielnia musi pokrywać koszty eksploatacji na bieżąco, to znaczy, że tak naprawdę ci uczciwi muszą płacić więcej.

Koniec z bezkarnością

Bat na egoistycznych dłużników ma dać nowa ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych. Projektem zmian zaraz po wakacjach ma się zająć Sejm.

Ustawa, zdaniem autorki projektu Lidii Staroń z Platformy Obywatelskiej, ma poprawić ściągalność zaległości płatniczych z tytułu opłat eksploatacyjnych.

Kontrowersyjne przepisy

Zgodnie z nowelą jeśli przez pół roku lokator nie zapłaci czynszu za mieszkanie albo za głośno słucha muzyki, albo w inny sposób uprzykrza życie innym lokatorom, musi się liczyć z tym, że nawet sąsiad będzie mógł złożyć do sądu wniosek o licytację jego mieszkania.

Przepis ten budzi wiele kontrowersji nie tylko wśród mieszkańców spółdzielni, wspólnot i mieszkań komunalnych, lecz także wśród prawników i spółdzielczych działaczy.

– Boję się, że stanie się on orężem do rozgrywania międzysąsiedzkich wojen – ocenia radca prawny Jacek Urbański.

– Nie wiem, czy z kolei wpłynie na poprawę ściągalności długów – dodaje.

Eksperci pracujący nad projektem uważają jednak, że przepis ten nie będzie nadużywany, bo i tak decyzję o licytacji będzie podejmował sąd a nie sąsiedzi.