– Tereny gminne czy kolejowe w pasie dróg publicznych nie były obkaszane, a chwasty sięgały ponad metr – alarmuje Mieczysław Kosmalski, dyrektor warszawskiej delegatury NIK.

Kontrolerzy wzięli pod lupę 13 gmin na terenie Mazowsza. Sprawdzano głównie utrzymanie parków, skwerów, placów oraz zieleni wzdłuż dróg i torów.

– Poza pozytywnymi przykładami, jak Serock czy Józefów, dominowała tendencja, że centra miast są zadbane, a obrzeża zaniedbane – dodaje Kosmalski.

Nic o zieleni

NIK przeprowadził kontrolę z własnej inicjatywy. Celem była ocena działań podmiotów odpowiedzialnych za tereny publiczne, podejmowanych w celu podniesienia ich walorów krajobrazowych i estetycznych. Majowy raport bardzo krytycznie ocenia działania, a raczej ich brak, zarządców dróg (w tym Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad).

Na większości skontrolowanych 462 km dróg wykaszano jedynie pobocza, podczas gdy skarpy rowów i przeciwskarpy były zarośnięte krzakami i chwastami do wysokości ok. 1 m. Dostało się zwłaszcza zarządzającym infrastrukturą kolejową PKP Polskim Liniom Kolejowym: na terenach otaczających dworce kolejowe chwasty dorastały do 1,5 m.

Inspektorzy przyjrzeli się też terenom publicznym: trawnikom, klombom i parkom.Były one porządkowane i pielęgnowane w ograniczonym zakresie, a prace prowadzono przede wszystkim na terenach reprezentacyjnych (rynek miasta, miejsca pamięci) oraz w miejscach rekreacyjnych (place zabaw, parki i skwery) w ścisłym centrum.

Bardzo źle jest na niezabudowanych prywatnych gruntach: większość z nich była zarośnięta wysokimi chwastami, a na niektórych znajdowały się dzikie wysypiska śmieci. Również tereny rolne były zaniedbane i zachwaszczone.

Według NIK ten stan rzeczy wcale nie zależy od przeznaczanych na ten cel funduszy, lecz od poziomu troski i wrażliwości włodarzy miast. Czasami jednak, nawet gdy dobrej woli nie brakuje, ręce samorządowcom wiąże brak odpowiednich przepisów.

„Znaczna część samorządów próbuje zobowiązać właścicieli prywatnych posesji do pielęgnowania zieleni na swoim terenie. Połowa skontrolowanych gmin wpisała do regulaminów punkty związane z utrzymaniem czystości (np. utrzymanie nieruchomości niezabudowanych wolnych od zachwaszczenia; koszenie pasów zieleni przylegających do posesji; usuwanie chwastów, zeschłej i skoszonej trawy, opadłych liści i złamanych gałęzi).

Sądy kwestionują jednak takie zapisy, ponieważ w polskim prawie nie przewidziano możliwości określania obowiązków dotyczących pielęgnacji zieleni na terenach prywatnych” – czytamy w raporcie pokontrolnym NIK.

Tym samym nie ma podstaw prawnych do tworzenia gminnych regulaminów, w których zawarte byłyby punkty mówiące o utrzymaniu zieleni.

Zgodnie z obecnym brzmieniem ustawy o utrzymaniu porządki i czystości w gminach (Dz.U. z 1996 r. nr 132, poz. 622 z późn. zm.) regulaminy te mogą dotyczyć jedynie takich kwestii, jak prowadzenie selektywnej zbiórki odpadów, uprzątanie błota, śniegu i lodu z tzw. części wspólnych (chodniki przed posesjami, ale tylko jeśli przylegają bezpośrednio do granicy działki), mycie pojazdów czy wymagania dotyczące zwierząt domowych i gospodarskich.

O obowiązku koszenia czy grabienia nie ma ani słowa.

Dlatego izba, opracowując raport, załączyła do niego propozycję zmian konkretnych zapisów w ustawie o utrzymaniu czystości i w ustawie o ochronie przyrody (Dz.U. z 2004 r. nr 92, poz. 880 z późn. zm.). W tej drugiej NIK sugeruje, by dodać art. 78a. w brzmieniu „Rada gminy określa warunki i zasady zagospodarowania i utrzymania zieleni w gminie”.

O wiele więcej trzeba według NIK pozmieniać w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Samorządy nie tylko mogłyby określać wymagania wobec właścicieli nieruchomości, dotyczące sposobu utrzymania zieleni, ale miałyby też instrumenty pozwalające dyscyplinować gospodarzy w tym względzie.

Wójt/burmistrz/prezydent mógłby wydać decyzję zobowiązującą właściciela do uprzątnięcia jego działki, a w razie niewykonania polecenia nałożyć grzywnę.