We wtorek Polskę obiegła wiadomość, że Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło kolejną kontrolę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Tym razem będzie badać przetargi związane z budową Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców.

To kolejna kontrola związana z nieprawidłowościami w przetargach informatycznych. Pod koniec ubiegłego roku zatrzymano kilka osób, w tym byłego dyrektora Centrum Projektów Informatycznych MSWiA. Wraz z rozwojem śledztwa zarzuty są rozszerzane o kolejne czyny i dotyczą już wielomilionowych łapówek.

Nikt nie rozumie

Przetargi w tej branży, od czasu głośnej informatyzacji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, cieszą się nienajlepszą opinią. Ostatnie wydarzenia pokazują, że są ku temu podstawy.

– Specyfika tej branży polega na tym, że mamy do czynienia z wiedzą tak hermetyczną, że zwykli ludzie zwyczajnie nie są w stanie zrozumieć, o czym jest mowa. W gąszczu specjalistycznych określeń i parametrów stosunkowo łatwo ukryć jest takie, które będą w uprzywilejowanej sytuacji stawiały wybranych przedsiębiorców – mówi Tomasz Skoczyński, radca prawny w kancelarii Skoczyński Wachowiak Strykowski.

– Chodzi o tak złożone projekty, że często nawet kadra zamawiającego nie jest w stanie do końca zweryfikować, co powinno znajdować się w opisie przedmiotu zamówienia. Na to wszystko nakłada się wyjątkowo ostra rywalizacja na tym rynku – dodaje Hubert Tański, starszy prawnik w kancelarii CMS Cameron McKenna.

Potwierdzają to wyniki kontroli przeprowadzanych przez Urząd Zamówień Publicznych.

– Wykazują one, że niektóre elementy związane z opisem przedmiotu zamówienia mogą ograniczać konkurencję – mówi Anita Wichniak-Olczak, dyrektor Departamentu Informacji, Edukacji i Analiz Systemowych UZP.

Przykłady można znaleźć w opublikowanych niedawno przez UZP wynikach kontroli przetargów współfinansowanych ze środków UE. W ramach projektu podnoszenia jakości szkolnictwa zawodowego kupowano sprzęt IT, w tym tablice interaktywne.

Zamawiający określił ich rozmiar co do milimetra, co zdaniem biegłego nie było uzasadnione jego potrzebami. W połączeniu z parametrami dotyczącymi interfejsów wskazywało zaś na konkretne urządzenie. Innymi słowy, ofertę w tym przetargu mógł złożyć każdy, o ile zaproponował produkt określonej z góry firmy.

Eksperci od lat przekonują, że najlepszym rozwiązaniem byłoby odejście od opisu technicznego na rzecz funkcjonalnego. Zamiast pisać dokładnie, co chce się zamówić, można poprzestać na wskazaniu tego, do czego ma służyć dane narzędzie informatyczne.

Z jednej strony utrudniłoby to manipulowanie przetargami, z drugiej zaś pozwoliło firmom oferować bardziej elastyczne rozwiązania.

Chociaż w wielu krajach UE model ten sprawdza się, w Polsce praktycznie nie jest stosowany.