Wydawać by się mogło, że nie można karać za to, że ktoś postępuje tak, jak wymaga od niego prawo. Niestety, jak się okazuje, dla naszego ustawodawcy nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko przez niechlujstwo przy uchwalaniu nowej ustawy z 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim (Dz.U. nr 126, poz. 715), która zastąpiła ustawę z 2001 roku.

– Artykuł 18a ustawy z 20 lipca 2001 r. o kredycie konsumenckim przewidywał przestępstwo pobrania nadmiernych korzyści majątkowych (lub zastrzeżenie takowych) w związku z umową o kredyt konsumencki – mówi dr Marcin Warchoł, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Za jego naruszenie groziła grzywna, kara ograniczenia wolności, a nawet pozbawienia wolności do lat 2. Takie kary można było nałożyć jedynie na osoby fizyczne. Osoby prawne, a więc m.in. spółki kapitałowe (sp. z o.o. i spółka akcyjna), fundacje, stowarzyszenia, spółdzielnie, mogły ponosić odpowiedzialność na podstawie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary (Dz.U. z 2002 r. nr 197, poz. 1661 z późn. zm.).

Zgodnie z nią na osobę prawną można było nałożyć m.in. karę pieniężną w wysokości od 1 tys. zł do 5 mln zł, jeżeli sprawcą przestępstwa polegającego na pobieraniu nadmiernych korzyści majątkowych w związku z umową konsumencką była osoba fizyczna działająca w imieniu lub w interesie podmiotu zbiorowego. A więc np. prezes zarządu czy menedżer.

Tak było do 18 grudnia 2011 r., kiedy weszła w życie nowa ustawa o kredycie konsumenckim. Nie ma już w niej art. 18a.

– Obecnie pobieranie nadmiernych korzyści majątkowych w związku z umową o kredyt nie jest w ogóle karalne. Przestępstwo przewidziane w art. 18a starej ustawy o kredycie konsumenckim zostało usunięte bez słowa komentarza czy wyjaśnienia – podkreśla Marcin Warchoł.

Wskazuje, że trudno powiedzieć, czy jest to zwykła niedoróbka, czy celowy zamysł ustawodawcy. Jego zdaniem w takiej sytuacji teza o racjonalności ustawodawcy zakrawa na śmieszność.

Na jeszcze większą śmieszność naraził się ustawodawca, wprowadzając nową ustawą o kredycie konsumenckim zmiany w ustawie o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary. Zgodnie z nimi taką odpowiedzialność może ponieść podmiot zbiorowy, o ile osoba działająca w jego imieniu lub interesie popełniła przestępstwo z art. 58 ustawy o kredycie konsumenckim.

Tylko że w tym przepisie nie ma ani słowa o żadnym przestępstwie. Jego ust. 1 brzmi: „W przypadku odstąpienia od umowy o kredyt konsumencki zawartej na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa stosuje się przepisy niniejszego rozdziału”.

W ust. 2 również nie znajdziemy przepisu karnego, gdyż stanowi on, że „jeżeli umowa o kredyt wiązany została zawarta na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa, do odstąpienia od tej umowy stosuje się przepisy ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny”. Czyżby więc odpowiedzialność karna miała grozić za stosowanie przepisów?

Marek Chmaj, profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, potwierdza, że gdybyśmy czytali te przepisy bez zastosowania żadnej wykładni i brali ich znaczenie dosłownie, to trzeba byłoby dojść do takiego właśnie wniosku.

– Nie wyobrażam sobie jednak, aby prokurator mógł postawić komuś zarzut na podstawie tego przepisu. Jest to przecież ewidentna i na dodatek kompromitująca pomyłka ustawodawcy, którą należy poprawić w tempie ekspresowym. Może ona bowiem podważać zaufanie obywateli do całego systemu prawnego – podkreśla Marek Chmaj

Marcin Warchoł wskazuje winnego całego zamieszania.

– Stawia to pod znakiem zapytania jakość prawa tworzonego w naszym kraju. Był to projekt rządowy, więc błąd był już, gdy projekt ustawy wychodził z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Premier osobiście go podpisywał – podkreśla Marcin Warchoł.

W Sejmie niestety na etapie prac parlamentarnych tego błędu nikt nie zauważył. Dopatrzył się go dopiero sędzia, użytkownik forum www.sedziowie.net. Co więcej, wysłał on w tej sprawie pismo do jednego z członków komisji jeszcze na etapie prac nad projektem ustawy. Jak jednak widać, poseł nie raczył się zapoznać z jego treścią.