We Włoszech przez lata funkcjonowała grupa, która pod przykrywką wprowadzania na rynek produktów ekologicznych sprzedawała towary najgorszego sortu – często zabronione na terenie UE.

Wśród skonfiskowanych przed trzema miesiącami produktów znalazły się mleko, soja, różne gatunki mąki i innych produktów zbożowych oraz świeże owoce, sprzedawane jako zdrowa żywność z fałszywymi certyfikatami kontroli.

Wszystko udawało się dzięki skorumpowanemu urzędnikowi, fałszywym certyfikatom jakości i odpowiedniej reklamie.

Te zabiegi przez cztery lata skutecznie wprowadzały w błąd konsumentów z aż ośmiu krajów Unii, którzy słono płacili za to, żeby być eko.

Opisywane działanie doczekało się już swojej nazwy – zielone kłamstwo. Mamy z nim do czynienia, gdy w reklamie firma podaje błędne informacje na temat cech produktu, odnoszących się do jego oddziaływania na środowisko.

Wprowadzanie w błąd

– Aby reklama odniosła zamierzony skutek, powinna wyróżniać reklamowany produkt spośród innych.

Nie zawsze jednak przekaz reklamowy informujący o unikalnych właściwościach danego produktu odpowiada rzeczywistości.

Mamy wówczas do czynienia z reklamą wprowadzającą w błąd – wyjaśnia Michał Markowicz, adwokat w kancelarii Schoenherr.

Wprowadzenie w błąd może odnosić się nie tylko do ceny lub ilości towaru, lecz także do innych jego właściwości, np. unikalnego składu, ekologicznego pochodzenia, uznania przez autorytety naukowe oraz posiadania certyfikatów lub atestów.

Ma to oczywiście zwiększyć jego atrakcyjność w oczach konsumentów lub uzasadnić wyższą jego cenę.

– Stosowanie reklamy wprowadzającej w błąd może narazić firmę na pozwy ze strony innych przedsiębiorców oraz konsumentów, a także na dotkliwe kary ze strony prezesa UOKiK – podkreśla mecenas Markowicz.

Jednym z przykładów takiego działania będzie reklama, która przekonuje, iż dany produkt czy usługa jest ekologiczna, gdy w rzeczywistości tak wcale nie jest.

– Praktyki te zyskały miano „greenwashing” lub „ekościema”.