Relacją z piątkowej debaty kończymy cykl „7 reform wymiaru sprawiedliwości”. W dyskusji wzięli udział: Stanisław Dąbrowski, I prezes Sądu Najwyższego, Grzegorz Wałejko, wiceminister sprawiedliwości, Andrzej Zwara, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, Ryszard Kalisz, przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, i Krzysztof Karsznicki, prokurator Prokuratury Generalnej.

Autorytet śledczych

Prokuratorzy muszą być niezależni, ale także ponosić osobistą odpowiedzialność za postawiony obywatelowi zarzut – zgodnie uznali nasi rozmówcy.

– Obecnie prokuratorzy nie wnoszą aktu oskarżenia we własnym imieniu, ale w imieniu prokuratury, a więc urzędu. To powoduje, że nie wiadomo, kto ponosi odpowiedzialność za źle przygotowany akt oskarżenia czy błędnie postawiony zarzut – twierdzi Ryszard Kalisz.

I wskazuje, że kto inny pisze akt oskarżenia, a kto inny popiera go potem przed sądem. Zazwyczaj jest bowiem tak, że we wszystkich sprawach w danym dniu oskarża przed sądem jeden oskarżyciel.

– W konsekwencji bardzo często taki prokurator nie za bardzo wie, o czym mówi na sali sądowej – wskazuje Ryszard Kalisz.

Dlatego też, zdaniem Grzegorza Wałejki, ten sam oskarżyciel powinien być odpowiedzialny za całe postępowanie – od początku wszczęcia postępowania przygotowawczego do momentu uprawomocnienia się wyroku sądowego. Obecnie bowiem ta odpowiedzialność się rozmywa i w konsekwencji nikt nie odpowiada np. za to, że obywatelowi postawiono bezpodstawny zarzut i przez kilka, a nawet kilkanaście lat żył on z piętnem przestępcy.

– To bardzo obniża autorytet prokuratury i powoduje, że obywatele nie ufają śledczym – mówi Andrzej Zwara.

Uczestnicy debaty wskazali również na potrzebę zmian w przepisach regulujących postępowanie przygotowawcze.

– Komisja kodyfikacyjna działająca przy ministrze sprawiedliwości w przygotowanym przez siebie projekcie nie dotknęła tego problemu, zmieniła jedynie karne postępowanie sądowe – wskazywał Ryszard Kalisz.

Tymczasem zdaniem Andrzeja Zwary należałoby się zastanowić nad tym, czy nie wprowadzić jakichś ograniczeń, które uniemożliwiałyby prokuratorom prowadzenie postępowań przygotowawczych latami.

– Można byłoby postawić ograniczenie czasowe; jeżeli prokuratorowi nie uda się zebrać dowodów na poparcie stawianego zarzutu w ciągu np. 12 czy 18 miesięcy, to powinien od niego odstąpić. Tymczasem obecnie wśród prokuratorów pokutuje przekonanie, że jeżeli postępowanie przygotowawcze nie zakończy się skierowaniem aktu oskarżenia do sądu, to jest to porażka – mówi prezes Zwara.

Model prokuratury

Podczas debaty poruszono także problem modelu prokuratury. Rozmówcy zastanawiali się, czy jej obecny kształt pozwala śledczym zachować niezależność.

Zdaniem Stanisława Dąbrowskiego niezależność trzeba podzielić na wewnętrzną i zewnętrzną. Jeżeli chodzi o tę pierwszą, to – jego zdaniem – w prokuraturze nie dzieje się najlepiej. I wskazuje, że winne są nie tylko przepisy prawa, ale także mentalność osób wykonujących ten zawód.

– Bardzo często jest tak, że prokuratorzy nie wnoszą aktów oskarżenia w zgodzie z własnym sumieniem. Robią to, bo takie jest polecenie przełożonego – potwierdza Andrzej Zwara. Tymczasem jego zdaniem zadaniem oskarżyciela nie powinno być tylko szukanie haków na obywatela, ale także wzięcie pod uwagę okoliczności, które przemawiają za niestawieniem mu zarzutu i niekierowaniem aktu oskarżenia do sądu. I to zdaniem uczestników debaty jest głównym źródłem problemów w prokuraturze, a nie brak niezależności zewnętrznej, którą prezes Dąbrowski zdefiniował jako zależność m.in. od polityków.

– Jeżeli chodzi o tę kwestię, to prokuratura nie znajduje się w gorszej sytuacji niż sądownictwo powszechne. Sądy również nie mają autonomii budżetowej, a ponadto nadzór administracyjny sprawuje nad nimi minister sprawiedliwości, czyli polityk – wskazuje Stanisław Dąbrowski, I prezes Sądu Najwyższego. Z tym poglądem polemizował Krzysztof Karsznicki.

– Ta niezależność zewnętrzna jest bardzo ważna. Prokurator generalny nie powinien mieć ciągłego poczucia, że w razie gdy nie spełni pewnych oczekiwań, w prosty sposób może zostać odwołany – podkreślał Krzysztof Karsznicki. I dodawał, że takim pretekstem do odwołania może być coroczne sprawozdanie z działalności składane przez prokuratora generalnego.

Wszyscy uczestnicy debaty nie mieli za to wątpliwości, że nie należy wracać do poprzedniego modelu prokuratury, kiedy to urząd prokuratora generalnego sprawował minister sprawiedliwości. Co prawda Grzegorz Wałejko, wiceminister sprawiedliwości, przyznał, że w resorcie trwają prace mające na celu dokonanie oceny nowego modelu prokuratury i wskazanie jego słabych punktów, ale zapewnił, że ich efektem nie będzie próba ponownego uzależnienia prokuratury od władzy wykonawczej.

Ryszard Kalisz podkreślił jednocześnie, że nie wyobraża sobie modelu, w którym prokuratura byłaby zupełnie niezależna od państwa.

– Państwo musi przecież mieć wpływ na politykę karną. I właśnie utrzymaniu tego wpływu służą coroczne sprawozdania, które prokurator generalny składa premierowi – mówił poseł Kalisz.