Wynika to z nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, która wejdzie w życie 1 stycznia 2012 roku. Przepisy te zostały już opublikowane w Dzienniku Ustaw (Dz.U. nr 224, poz. 1454). Nowelizacja łagodzi zasady karania w stosunku do mniejszych firm przewozowych. Obecnie każdy przedsiębiorca zajmujący się działalnością transportową może się narazić nawet na 30 tys. zł kary w przypadku jednej kontroli w siedzibie firmy. I nie ma tu znaczenia wielkość firmy.

Zabójcze kary

– Kara 30 tys. zł dla małego przewoźnika, który ma cztery pojazdy, i to na dodatek w leasingu, może spowodować, że zniknie on z rynku – mówi Maciej Wroński, dyrektor biura prawnego w Ogólnopolskim Związku Pracodawców Transportu Drogowego. Tłumaczy, że kara administracyjna powinna mieć funkcję prewencyjną i restytucyjną, czyli służącą przywróceniu porządku. Natomiast w obecnych przepisach ma ona funkcję represyjną. Jego zdaniem taki stan wręcz przeczy zasadom demokratycznego państwa prawa.

Tymczasem w obecnym stanie prawnym wystarczy kilka naruszeń, by w sumie kary wyniosły 30 tys. zł. Wykazane podczas kontroli braki w dokumentacji firmy wystarczą, by dostać 10 tys. zł kary. Brak jednej tarczki kierowcy (wykresu pokazującego m.in. czas jazdy) to kolejne 10 tys. zł. Taką samą karę można dostać za ingerowanie w tachograf, czyli urządzenie rejestrujące czas jazdy kierowcy.

Wielkość ma znaczenie

Ta logika bezwzględnego karania zmieni się od nowego roku: kary będą wyższe, im większa jest firma. Przedsiębiorca, u którego pracuje od 11 do 50 kierowców, zapłaci nie więcej niż 20 tys. zł za naruszenie przepisów ustawy. Firmy zatrudniające do 250 kierowców zapłacą nie więcej niż 25 tys. zł. Natomiast 30 tys. zł wyniosą maksymalne kary dla przewoźników, u których jest ponad 250 kierowców.

Koniec nagłych zwolnień

Ustawodawca zapobiegł też sytuacji nagłego zwalniania pracowników przed zapowiedzianą kontrolą Inspekcji Transportu Drogowego po to, by firma wpadła w niższe widełki zatrudnienia i przez to niższe kary: kontrolerzy będą brać pod uwagę liczbę kierowców, którzy pracowali w firmie przez ostatnie pół roku.

W nowych przepisach przewidziano, że kary mogą dostać nie tylko firmy transportowe, ale także spedytorzy czy zleceniodawcy. Jeżeli okaże się, że to oni odpowiadają za nieprawidłowości przy przewozie, to w sumie będą mogli zostać ukarani kwotą wynoszącą do 40 tys. zł. W ten sposób ustawodawca chce skończyć z wywieraniem presji przez zleceniodawców na przewoźnikach. W obecnej sytuacji, aby tylko dostać zlecenie, naruszają oni przepisy dotyczące czasu pracy kierowców i ingerują w odczyty z tachografów. Przewożą także znacznie cięższe ładunki, niż powinni.

– Firma, która mówi zleceniodawcy, że nie jest w stanie czegoś wykonać zgodnie z prawem, słyszy, że w takim razie pojedzie inny przedsiębiorca – mówi Maciej Wroński. Zaznacza, że w ten sposób duże firmy produkcyjne wykorzystują sytuację i zmuszają małych przewoźników, by bez zezwoleń jeździli np. pojazdami nienormatywnymi, na co potrzebne są dodatkowe zezwolenia.

Zgodnie z nowymi przepisami nawet po zaprzestaniu wykonywania działalności transportowej będzie trzeba przez rok przechowywać dokumentację firmy. Ma to być bat na nieuczciwych przewoźników, którzy na wieść o kontroli zaprzestają działalności, by uniknąć kar, a po jakimś czasie otwierają nową firmę, rejestrując ją np. na żonę.

2906 firm transportowych skontrolowała w 2010 roku Inspekcja Transportu Drogowego

Podstawa prawna

Ustawa z 16 września 2011 r. o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. nr 244, poz. 1454).